http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Niemieckie zbrodnie na Dziekance

Wyróżniony Niemieckie zbrodnie na Dziekance

Dlaczego nazistowskie władze krótko po zajęciu Polski we wrześniu 1939 roku zdecydowały się przejąć szpital „Dziekanka” w Gnieźnie, do jakich zbrodniczych czynów postanowili go użyć? Odpowiedź znaleźć można w nowej publikacji, która właśnie trafiła do ogólnej sprzedaży, a pracowało nad niż aż siedmiu autorów.


W sali widowiskowej Miejskiego Ośrodka Kultury w Gnieźnie odbyło się spotkanie z Grażyną Gajewską i Marią Tomczak, autorkami książki pt. „Bezużyteczni”. Publikacja zawiera często bardzo dramatyczne opisy historii, do których dochodziło w szpitalu „Dziekanka” w czasach II wojny światowej. - Podtytuł książki brzmi „Studia nad losami chorych i upośledzonych psychicznie w okresie rządów nazistowskich. Chcielibyśmy przybliżyć kilka stwierdzeń ukazujących charakterystykę epoki i czasu, o którym ta książka mówi. Dzisiaj z perspektywy współczesności bardzo łatwo nam oceniać zachowania osób żyjących w tamtym czasie, ale tak naprawdę nie wiemy, gdybyśmy sami się w takiej sytuacji traumatycznej znaleźli, jak sami byśmy się zachowali i jakie byśmy decyzje podejmowali – mówi Dariusz Pilak, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury, który poprowadził spotkanie z autorkami książki.

Jedna z autorek tłumaczy, że władze niemieckie już w 1933 roku rozsyłały ankiety do rodzin osób umysłowo niepełnosprawnych. Okazuje się, że w ten sposób już wówczas pozyskiwano swego rodzaju społeczne przyzwolenie dla późniejszej eliminacji takich osób. - Gdyby jednak to wszystko było takie jasne i klarowne, to nie byłyby te akcje prowadzone w dużej tajemnicy przed opinią społeczną. Niemniej jednak cały ten system obostrzeń, różnych przepisów i pewnych okólników, które stopniowo wprowadzano, dawał pewnego rodzaju przyzwolenie osobom, które wykonywały tego typu rodzaju działania do tego, by wszystko odbywało się tak, jak sobie tego życzyli naziści – przekonuje prof. Grażyna Gajewska, wykładowca Instytutu Kultury Europejskiej w Gnieźnie i kierownik publikacji.

W niemieckiej przestrzeni publicznej w tamtym czasie prowadzono również propaganda ekonomiczna. - To były plakaty i różne rysunki satyryczne, w których pokazywano, jak wielkim obciążeniem dla społeczeństwa niemieckiego są chorzy umysłowo. Bardzo skrupulatnie to obliczano i pokazywano, że właściwie utrzymywanie chorych jest zbyt dużym obciążeniem dla zdrowego narodu niemieckiego. W tym czasie priorytetem nie stało się leczenie, tylko chodziło o to, żeby pozbyć się tych, którzy naruszali to zdrowie narodowe. Uzasadniano to m. in. koncepcją powinności wobec państwa i wobec higieny rasowej, ale także właśnie uzasadniano to czynnikami ekonomicznymi. Niemcy bardzo skrupulatnie obliczali, ile zaoszczędzą zabijając tylu i tylu ludzi, czyli nie wydając pieniędzy nawet na mąkę, sól, mleko. To było wyliczone co do marki – podkreśla prof. Gajewska.

Licznie zgromadzonej publiczności krótką historię szpitala „Dziekanka” przedstawiła inna z autorek książki. - Szpital został wybudowany w latach 1891-1894, a pierwsi pacjenci zostali przyjęci w 1897 roku, było ich ok. 600 osób i taka liczba pacjentów utrzymywała się do 1918 roku. Wtedy właśnie „Dziekankę” przejęły władze  polskie, a dyrektorem został Aleksander Piotrowski. Piotrowski uczynił z „Dziekanki” jeden z najbardziej postępowych zakładów psychiatrycznych w Polsce, usunięto kraty z okien, zrezygnowano z metod terapeutycznych opartych na przemocy, a wprowadzono terapie poprzez pracę. W efekcie szpital miał nie tylko najmniejsza umieralność w Polsce, ale być może także jedną z najniższych w Europie. Liczba pacjentów w okresie międzywojennym została podwojona – analizuje prof. Maria Tomczak.

Po śmierci Piotrowskiego w 1934 roku dyrektorem szpitala został Wiktor Radka ze Śląska, który do września 1939 roku był wierny zasadom wprowadzonym przez swojego poprzednika. Zmienił jednak poglądy wraz z wejściem Niemców do Polski. - Wprowadził nowe zasady nie tylko dla pacjentów, ale także personelu. Duża część personelu polskiego została zwolniona i zastąpiona personelem niemieckim, a pozostałym zakazał posługiwania się językiem polskim. W momencie przejęcia „Dziekanki” przez Niemców – 11 września 1939 roku, znajdowało się tam wtedy 1172 pacjentów, wśród których byli Niemcy, Ukraińcy, Polacy i Żydzi, podzielono ich na narodowości. Najpierw zamordowano Żydów, potem Polaków i Ukraińców, a na koniec zostawiono tylko Niemców, których wywieziono albo uśmiercono trochę później. Oddziały nr 5 i 2 były ostatnimi miejscami pobytu ludzi przed uśmierceniem – opowiada prof. Tomczak.

- Pacjenci ubierani byli w najgorsze rzeczy i główny pielęgniarz dawał im zastrzyki, prawdopodobnie ze skopolaminy. Duża dawka tego leku powodowała słabość, brak reakcji, pianę na ustach. Doprowadzeni do takiego stanu pacjenci byli wrzucani następnie do podstawionych ciężarówek. W grudniu 1939 roku wywieziono w taki sposób 590 osób i to wiemy dokładnie. Akcją dowodził oficer SS - Herbert Lange. Pacjenci byli po 60-80 osób pakowani do ciężarówek, wywożeni najprawdopodobniej do Fortu VII w Poznaniu, gdzie urządzono komorę gazową, a potem byli chowani najprawdopodobniej w Palędziu. Pod koniec grudnia 1939 roku podjęto decyzję, że „Dziekanka” nadal będzie przeznaczona dla chorych psychicznie i zmieniła nazwę na „Tigenhof”. Od stycznia, po likwidacji Fortu VII zorganizowano mobilne komory gazowe. Pacjentów wywożono do lasów i zabijano tlenkiem węgla, który za pomocą butli wprowadzano do samochodu transportowego, którym zostali przywiezieni. To trwało ok. 15 minut i można było wyciągać ciała – zauważa.

Książka „Bezużyteczni” opisuje różne historie pacjentów, które miały miejsce na terenie zaadaptowanego szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie. Tam między innymi byli głodzeni, a także przeprowadzano na nich medyczne eksperymenty, które później wykorzystywano w obozach koncentracyjnych. Stworzono także specjalny oddział dziecięcy, do którego trafiło 138 dzieci, z czego 88 tych młodych pacjentów w niewyjaśnionych okolicznościach po prostu zniknęło. Oficjalnie udowodniono, że w latach 1939-1945 w „Tigenhof” zamordowano 3686 osób, choć niemieckie źródła mówią nawet o 5 tysiącach zabitych.

Nowa publikacja ma siedmiu autorów: Grażyna Gajewska, Maria Tomczak, Michał Musielak, Marek Kaźmierczak, Anna Ziółkowska, Ewelina Szurgot-Prus i Enno Schwanke. Książkę w cenie 20 złotych można nabywać od jutra w Instytucie Kultury Europejskiej przy ul. Kostrzewskiego w Gnieźnie.

2 komentarzy

  • Szczepan Kropaczewski - Czerniejewo
    Szczepan Kropaczewski - Czerniejewo czwartek, 24, listopad 2016 10:43 Link do komentarza Raportuj

    Jako żywotnie zainteresowany, byłem na tym spotkaniu i powiem tak, nie udało się mnie kupić książki, bo sprzedający nie mieli mi czym wydać z pięćdziesiątki, druga pani miała o zgrozo aż 100 zł i też byla bez szans.. Mam jednak nadzieję, że ktoś z autorów publikacji biorących udział w jej prezentacji, przeczyta to co tutaj napiszę. Otóż w pełni się zgadam z prezentowaną tam tezą, że do ukrytego w lesie dołu można było trafić całkowicie za darmo. Jakkolwiek to zabrzmiało, chodzi mi o to, ze wcale nie trzeba było być chorym psychicznie, wystarczyło, że uznano cię za "bezuzytecznego" Otóż najlepszym dla mnie tego przykładem jest los mojego dziadka Andrzeja Balcerkiewicza który trafił na Dziekankę z gnieźnieńskiego aresztu i nie chciał jej opuścić, bo twierdził,ł " ze skoro mnie przelatowaliściie, to mnie też przezimujciie" ( Przyjęty 30.04.39 i "ewakuowany"11.12. 39 - Księga Głowna szpitala) Otóż podczas spotkania padło stwierdzenie, że sprawą powinien zająć się IPN. Czy autorzy opracowania nie wiedzą, ze się zajął? Ja byłem przesłuchiwany przez prokuratora tej Instytucji i otrzymałem status pokrzywdzonego, a jako taki byłem informowany o postępach śledztwa. W jednym z adekwatnych dokumentów, jest długa lista ofiar zbrodni, a mój dziadek figuruje w niej na pierwszym miejscu, chociaż zginął w ostatnim rzucie czyszczenie szpitala przejętego od Polaków.

  • Leszek
    Leszek czwartek, 24, listopad 2016 10:12 Link do komentarza Raportuj

    Temat mordu na Dziekance jest dobrze znany wielu osobom i od kilka lat prowadzone są poszukiwania miejsc w których grzebano pacjentów gnieźnieńskiego szpitala, dlatego niektóre informacje podane na spotkaniu, nie są zgodne z prawdą. Do tego w lasach koło Mielna stoi pomnik upamiętniający pomordowanych pacjentów, bo tam jest jedyne udokumentowane miejsce pogrzebania pacjentów. Ciekawe, czy autorzy książki widzieli to miejsce?

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.