http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Tłumy na Dniach Pary

Wyróżniony Tłumy na Dniach Pary

Organizatorzy tego wydarzenia już dzisiaj mogą sobie pogratulować owocnej pracy. Podczas kulminacyjnego momentu czterodniowej imprezy wszystko zagrało. Największym zainteresowaniem cieszyła się jednak współczesna lokomotywa. Zapraszamy w podróż po gnieźnieńskiej parowozowni.


Frekwencja w sobotę podczas Dni Pary w Gnieźnie z całą pewnością dopisała, czego dowodem może być chociażby fakt, że parking samochodowy przy ul. Składowej, obok parowozowni był w godzinach szczytu zapełniony praktycznie do ostatniego miejsca. W środku natomiast tłumy, dla których organizatorzy przygotowali sporo atrakcji, dla każdego według jego wieku oraz zainteresowań. Nie tylko można było wejść do pomieszczeń byłej parowozowni, ale także zasiąść na drezynie i pokonać za jej pomocą blisko kilometrowy odcinek drogi po szynach. - Fajnie było przejechać się czymś takim, ale troszkę wysiłku trzeba było włożyć. Chyba do Poznania ciężko byłoby dojechać taką drezyną – dzieli się z nami swoimi wrażeniami Mateusz Podlawski z Gniezna, który zauważa, że najwięcej siły trzeba włożyć w rozpędzenie się. - To nie było wcale takie łatwe, bo urządzenie jest trochę ciężkie. Potem jednak już tylko tempo trzeba utrzymać i przyjemnie się jedzie – dodaje.

Zdaniem naszego rozmówcy zorganizowanie możliwości wejścia do parowozowni jest świetnym pomysłem i taka możliwość powinna być organizowana częściej niż tylko raz w roku. - Nigdy nie byłem tutaj na tym terenie, bo zazwyczaj jest on zamknięty. Teraz jest otwarty i można pochodzić, pozwiedzać, zobaczyć. Moją największą ciekawość wzbudza sprzęt, który tutaj jest. Chciałbym dowiedzieć się, jak to wygląda i jak to kiedyś działało. Przede wszystkim przejażdżka drezyną, którą mamy już za sobą, a teraz kierunek w stronę nowej lokomotywy zautomatyzowanej, do której można wejść i zobaczyć jej wnętrza. Potem oczywiście trzeba zajrzeć do środka warsztatów parowozowni – mówi M. Podlawski.

Nasze kolejne kroki również skierowane zostały najpierw na pokład nowszej lokomotywy, a potem także do starszego taboru. Do tego pierwszego w zasadzie najtrudniej było się dostać i trzeba było chwilę odstać w kolejce, ale każdemu w końcu udaje się zasiąść w prawdziwym fotelu maszynisty . - Zwiedzający najczęściej pytają o sterowanie i silnik, czyli jego pojemność, ilość cylindrów, stopień doładowania. Padają także pytania odnośnie konstrukcji silnika, jego mocy i zużycia paliwa, a także wykorzystania siły – informuje Robert Dubiela, maszynista i instruktor z Gdańska, który od 12 lat pracuje w Lotosie Kolej, a podczas Dni Pary oprowadza gości po pokładzie maszyny prowadzącej na co dzień składy towarowe. - Prędkość maksymalna, jaką może osiągnąć ta lokomotywa to 140 km/h. Ma bardzo dobre wykorzystanie trakcyjne w sensie zużycia paliwa na każdym pociągokilometr – wyjaśnia.

We współczesnych lokomotywach wszystko jest zautomatyzowane, do tego stopnia, że zwykły człowiek może być tym zaskoczony. - Bardzo fajnie rozwiązany jest system samodiagnostyki lokomotywy. Maszynista nie musi zastanawiać się, co trzeba naprawić, gdy nastąpi usterka. Na każdą usterkę są podpowiedzi z komputera pokładowego, które bardzo łatwo rozczytać i rozpoznać, gdzie dany obwód został uszkodzony. Zatem można powiedzieć, że ta lokomotywa myśli sama za siebie – uważa R. Dubiela.

Pociąg jest także bardzo bezpieczny ze względu na obowiązkowy w dzisiejszych czasach monitoring pracy samego maszynisty. - Narzucone są pewne obostrzenia, które są narzucone przez samą konstrukcję lokomotywy. Jest tzw. urządzenie czujności (czuwak), które pilnuje, czy maszynista w danym momencie nie zasnął lub nie zasłabł. Jest taki przycisk, który co 30 sekund trzeba nacisnąć, a jeśli się tego nie zrobi, to po 5 sekundach wyświetla się kontrolka i słychać dźwięk, jeśli nadal się nie zareaguje, to wtedy pociąg samoczynnie hamuje – opowiada dalej.

Najważniejsze na pulpicie sterowniczym są cztery manetki: - Pierwszy, to jest regulator do tempomatu zadawania prędkości, żeby tak samo utrzymać stałą prędkość lokomotywy. Drugi, to zadajnik mocy, typowe przyspieszanie, tzw. gaz. Redukując go w drugą stronę, do siebie mamy hamulec elektrodynamiczny, przy którym silniki zamieniają się w prądnice i wytwarzają energię, która jest tracona na oporniku hamowania. Trzecim hamujemy wyłącznie pociąg i lokomotywę. Czwartym hamujemy typowo mechanicznie samą lokomotywę – wtajemnicza nas w tajniki obsługi doświadczony maszynista.

Niczym wehikułem czasu przenosimy się na dużo mniejszy pokład dużo starszej lokomotywy, wyprodukowanej najprawdopodobniej w latach 80. ubiegłego wieku. - To jest lokomotywa spalinowa, manewrowa 409-Da i nazwaliśmy ją „Brydzia” na cześć firmy Bridgestone, która nam ją przekazała. Ona miała osiągi ok. 31 km/h przy mocy silnika 160 KM i 1800 obrotów silnika na minutę, a jej ciężar służbowy wynosi ok. 24 tony – wymienia jednym tchem Mateusz Skalski, członek Gnieźnieńskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei, który na co dzień pracuje jako psycholog. - Ta lokomotywa służyła głównie do tego, żeby manewrować wagonikami po placu, jeśli chciano je przestawić z jednego miejsca na drugie – dodaje.

„Brydzię” czeka aktualnie generalny remont, a przede wszystkim wymaga odmalowania, by jeszcze przyjemniej było na nią patrzeć. W przyszłości ma być ona głównym eksponatem na planowanej stałej ekspozycji, która ma powstać w gnieźnieńskiej parowozowni. - Nie ukrywajmy, że z racji tego, że nasza „Brydzia” wygląda jak wygląda, to wymaga interwencji. Jej stan jest na chwilę obecną jest opłakany, ale mamy nadzieję, że uda się uzbierać środki na jej remont. Może na kolejnych Dniach Pary uda się ją uruchomić i on pojedzie, ale to już koledzy mechanicy musieliby wypowiedzieć się na ten temat – podsumowuje M. Skalski.

Podczas zwiedzania parowozowni można dowiedzieć się m. in. czym jest zwrotnica: - Dzięki niej było możliwe to, żeby jadący pociąg skręcił na inny tor lub jechał prosto po tych samych torach. Teraz przerzucanie zwrotnicy jest dość łatwe, np. w Gnieźnie odpowiedzialne są za to mechanizmy sztabowe i odbywa się to w budynku nastawni GNA. Na starszych nastawniach przerzuca się to dużymi wajchami, a na nowszych, takich jak np. Poznań Główny tę pracę wykonuje się już komputerowo – tłumaczy Katarzyna Mikołajczewska, która oprowadzała zwiedzających, pokazywała najciekawsze miejsca i urządzenia oraz tłumaczyła, jak to wszystko dawniej działało. - Kiedyś nie było takich udogodnień i był taki pan, który musiał chodzić po całej stacji i takie zwrotnice przerzucać – przypomina podczas wycieczki przewodniczka.

W pamiątkowej księdze można było dokonać wpisów, z których dowiadujemy się m. in. o tym, że Gniezno odwiedzili z okazji Dni Pary nawet goście z Bydgoszczy. Do skrzynki w ramach prowadzonej zbiórki na rzecz rewitalizacji i utrzymania gnieźnieńskiej parowozowni trafiły pierwsze pieniądze. Dzieci mogły bawić się na specjalnie przygotowanym dla nich placu zabaw z miniaturowymi, poruszającymi się parowozami, a na jednym z mini pociągów można było nawet pojechać w kółko po specjalnie skonstruowanym torowisku. Niedziela będzie ostatnim dniem, w którym można zwiedzać gnieźnieńską parowozownię, a zainteresowanych zapraszamy o każdej pełnej godzinie od 10.00 do 16.00.

 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.