http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Staw na Jelonku bez wody

Wyróżniony Staw na Jelonku bez wody

Tylko widoczne osady zostały ze stawu, który znajduje się między jeziorem Jelonek, a ulicą Dalkoską. Wszystko to efekt prac zmierzających do poprawy stanu śródmiejskiego jeziora.


Tak zwana „przyducha”, czyli znaczne zmniejszenie tlenu znajdującego się w wodzie jeziora Jelonek, zarówno w roku 2014 i 2015, sprawiły że obecne władze samorządowe podjęły działania mające wyeliminować to zjawisko. Przez ostatnie dwa lata w okresie długiej suszy i nasłonecznienia doszło do masowego śnięcia ryb, które przez wysoką temperaturę powietrza, szybko zaczęły śmierdzieć. Odór rozkładających się ryb unoszący się wokół jeziora był znaczny. Jak informowali specjaliści, na „przyduchę” wpływ miał nie tylko niedobór tlenu w wodzie, ale także nadmiar białej ryby i znaczna ilość osadów dennych spoczywających na dnie akwenu, których może być nawet kilkanaście metrów. By tymczasowo poprawić stan wody, obecnie wpuszcza się do zbiornika rybę drapieżną, by w naturalny sposób oczyściła jezioro z mniejszych ryb. Skąd tyle osadów w jeziorze? To efekt spływających materiałów dennych ze Strugi Gnieźnieńskiej, która płynie do akwenu od strony dawnej Cukrowni, ale nie tylko, bo być może są to osady które przeniknęły z dawnej garbarni Aarona Rogowskiego, która mieściła się przed II Wojną Światową przy ulicy Jeziornej.  

W maju przystąpiono do kolejnego etapu poprawy jakości wody w jeziorze. W porozumieniu z naukowcami z poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego prace wchodzą w kolejną, tym razem widoczną dla gnieźnian fazę. – Staw będący przedsionkiem jeziora Jelonek jest to pierwszy etap realizacji projektu polegającego na oczyszczaniu dopływu Strugi Gnieźnieńskiej – wyjaśnia Jarosław Grobelny, wiceprezydent miasta Gniezna. – W tej chwili wypompowywana jest woda, w celu przygotowania terenu pod zabudowanie akwenu urządzeniami filtrującymi wodę dopływającą ze Strugi - dodaje.

Jak wyjaśnia wiceprezydent, dopływ Strugi do stawu będzie zamknięty specjalistycznymi zaporami, a woda dostająca się do stawu, będzie oczyszczana za pomocą filtrów. Dopiero w kolejnym etapie dostanie się do jeziora Jelonek. Tym samym wyeliminuje się napływ kolejnych osadów. Sam realizowany projekt ma koszt niebagatelny, bo blisko 2 miliony złotych w ramach programu „Gekon”. – Jest on finansowany z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju i obecnie miasto nie partycypuje w kosztach –mówi J. Grobelny mówiąc o tym, jak ważną rolę mają spełnić te działania. – Mamy nadzieję, że przyczynią się do tego, że jezioro będzie zasilane czystszą wodą, a po drugie, że do jeziora nie będą dopływały mikroorganizmy powodujące rozwój fitoplanktonu, który zabiera tlen z wody - zaznacza.

Samo oczyszczenie wód dopływających do jeziora to tylko etap, gdyż tylko nie zwiększy ilości osadów w jeziorze. Pozostałą kwestią jest ilość już nagromadzonych osadów na dnie akwenu, które w dodatku zawierają substancje chemiczne, w tym metale ciężkie. – Będziemy starali się zmniejszyć ilość fosforu w toni wodnej, zarówno na jeziorze Jelonek, jak i na jeziorze Winiary. Będą temu służyć budowane kolejne urządzenia, które będą w pierwszym etapie eksperymentalne – mówi J. Grobelny, dodając że stosowane w Gnieźnie nowatorskie metody, jeśli zakończą się powodzeniem, będą służyć podobnym pracom w Polsce i Europie w przyszłości. Urzędnicy wraz z pracownikami realizującej projekt firmy przyjrzą się także dopływom, które wpadają do Strugi Gnieźnieńskiej, bo być może one również niosą odpowiedź na nurtujące naukowców pytanie, skąd tyle niebezpiecznych osadów w jeziorze.  

Obecnie kończy się etap przepompowywania wody ze stawu do jeziora Jelonek. Mały akwen który służył dotychczas amatorom łowienia ryb, obecnie prezentuje gęsto muliste dno. Jak informuje przedstawiciel gnieźnieńskiej firmy „Pelikan”, która zajmuje się całym przedsięwzięciem pierwszego etapu prac, ryby które są zdatne do przeniesienia na inny akwen, są transportowane do akwenu na Pustachowie. Reszta mniejszych ryb, nie nadaje się ponownego zarybienia i są odławiane.

Cały proces wieloletnich zaniedbań niestety nie przyniesie szybko efektu. Poprawa stanu wód w miejskich jeziorach może nastąpić dopiero za kilkadziesiąt lat. – Jest szansa że jezioro w dłuższej perspektywie uda się uratować i stopniowo przywrócić mieszkańcom do użytkowania jako obiekt rekreacyjny – daje nadzieję Jarosław Grobelny, jednak przed tym wyzwaniem staną zapewne dopiero następne pokolenia gnieźnian. 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.