Filozofia codzienności z fasolą w tle

Czy o sprawach egzystencjalnych da się pisać pięknym, gawędziarskim językiem, a nie tylko w hermetycznym i podniosłym stylu? Czy prowincja może mieć swój urok, a dygresje okazać się smaczkiem niespiesznej narracji? I po co właściwie to łuskanie fasoli?

  • Dział: Kultura

Intelekt „wyhodowany”? Rozmowa na temat „Gry szklanych paciorków”

Ostatnie spotkanie członków Klubu Dyskusji o Książce poświęcone zostało książce Hermana Hesse „Gra szklanych paciorków”. Pokaźne to dzieło (blisko 700 stron) okazało się dla większości Klubowiczów nie lada wyzwaniem. „Gra szklanych paciorków” wydana w 1943 roku, była ostatnią książką Hessego. Jest także postrzegana jako swego rodzaju manifest światopoglądowy autora.

  • Dział: Kultura

„Podziemny krąg”

„Fight Club” lub jak kto woli „Podziemny krąg” jest znany głównie dzięki wersji filmowej. Myślę, że poruszenie jakie wywołał, niespełna dwadzieścia lat temu, jest tak samo żywe i dzisiaj. Jednak nie o wersji filmowej, a o tej literackiej będzie ta notatka.

  • Dział: Kultura

„Skoruń” Macieja Płazy tematem spotkania Klubu Dyskusji o Książce

„Skoruń” to finalista literackiej Nagrody Nike z 2016 roku. Tak się składa, że o laureacie tej nagrody, pozycji „Nakarmić kamień” Bronki Nowickiej rozmawialiśmy nie tak dawno, bo w kwietniu. Nie powiem, że byliśmy jednomyślni , bo tak nie było. Jednak większość z nas głośno zadała pytanie: dlaczego? Dlaczego tej nagrody nie zdobyła książka Macieja Płazy? „Skoruń” jakoś tak zjednał nas bardziej.

  • Dział: Kultura

Kocie tematy, czyli relacja ze spotkania Klubu Dyskusji o Książce

O Kocie Bobie stało się głośno jeszcze przed ekranizacją pozycji „Kot Bob i ja”. Jego fenomen dostrzeżony najpierw przez londyńskich przechodniów, turystów szybko stał się udziałem dużej grupy użytkowników youtuba, a potem czytelników. Dzięki poleceniu Ewy Ciesielskiej także członkowie Klubu Dyskusji o Książce dołączyli do tego grona.

Uwaga na bliźniaków, czyli „Flet z mandragory”

Ta relacja mogłaby zaczynać się od słów „będąc młodą studentką...”. Na ten czas bowiem przypada moja przygoda z tytułem. Z tamtej lektury w mojej pamięci nie pozostał nawet najmniejszy ślad. Wszystko wyparowało. Czytając „Flet z mandragory” po raz kolejny trudno mi uwierzyć, że to możliwe. A jednak.

  • Dział: Kultura
Subskrybuj to źródło RSS