http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Głupi, głupszy i najgłupszy

Wyróżniony Głupi, głupszy i najgłupszy

Kim są dwaj pierwsi, tego to ja nie wiem, tym trzecim - mogę być ja. Na ochotnika.


To ma być felieton o rzeczy nie najważniejszej (chociaż któż to wie?) ale powszechnej, czyli o głupocie naszej ukochanej. Wczoraj oglądałem w telewizji takiej czy owakiej, program Kuby W. (nie K. Wojewódzkiego) o nowoczesnych narkotykach, czyli tzw. dopalaczach.

Jak sama nazwa wskazuje, chodzi o dopalenie czegoś, a raczej kogoś, czyli o definitywne wykończenie gościa po przejściach. Czemu po przejściach? Oczywiście dlatego, że nikt bez wcześniejszych doświadczeń takiego świństwa do pyska nie weźmie. Logiczne. Nie są to przecież z definicji żadne tam rozpalacze, czyli używki dla początkujących, tylko do – palacze, czyli specyfiki kończące rzecz totalnie i ja się zaraz pytam, o co w tej piramidalnej głupocie chodzi tym, którzy z wolną wolą wolnych ludzi w tym kraju walczą i ich ratują. Ja tego nie wiem, ba, nawet się nie domyślam, a to pewnie dlatego, że sam jestem najgłupszy.

Program o którym wspomniałem na wstępie, jest dość luzacki i słowa padają tam adekwatne do przyjętej formy. Otóż prowadzący go szef przekonywał wczoraj swego interlokutora - a zarazem wszystkich do których się zwracał przez szklane okienko, że walka z dopalaczami w Polsce prowadzona jest „od d...y strony” (oczywiście, że mówi się bez wielokropka) i skutkuje tym, że w jej efekcie młodzi ludzie normalnie „zdychają”.

Od d... strony zaś dlatego, że gdyby „maryśka” była legalna, to nie było by problemu z tym zdychaniem, co najwyżej wygłupy i kac. Może i racja, ale nie jestem tego pewien. Do tego ostatniego aktu – czyli zdychania w pasach dla wariatów, zaraz powrócę, ale najpierw pytam, czy można komuś zabronić zdechnąć, jeżeli on sam tego chce. Moja odpowiedź brzmi, że można, ale można bezskutecznie, czyli jest to działanie idiotyczne. Mało że idiotyczne, to jeszcze kosztowne i bulwersujące wielu, mnie również. Dlaczego? Otóż dlatego, że ci ludzie „chorzy” z własnej woli, traktowani są jak święte krowy w Indiach i na sygnale przewożeni są na OIOmy itp. i tam ratowani, a nawet pokazywani w telewizji jak jakieś gwiazdy!

Niestety, ale z karetką sam miałem odmienne i przykre doświadczenie, tyle, że bynajmniej nie związane z nadużyciem czegokolwiek. Ja obudziłem się w nocy i we własnym, łóżku z silnym udarem móżdżku, a kiedy żona poleciała po lekarza opisując mu charakterystyczne tego objawy, ten się jej na dzień dobry spytał  czy się przypadkiem nie nabuzowałem. Autentyczne! Potem mnie jednak obejrzał i stwierdził  że do rana powinno mi to przejść! Gratuluję wiedzy medycznej panie doktorze. Rano, żona wezwała drugiego medyka i ten wątpliwości nie miał żadnych – natychmiast do szpitala i nie jego to wina, że karetka (i to okazyjnie!) bo faktycznie to przyjechała po pacjenta na dializy zabrała mnie na neurologię o 16 po południu. Byłem już naprawdę gumowy i w efekcie przeleżałem na Dziekance 6 tygodni.

Całkiem zaś nie dawno, jakiś człowiek umierał na ulicy przez dwie i pół godziny w wielkim mieście Poznaniu, bo karetki dla niego nie było, chociaż wcale nie był pijany, ani zatruty na własne życzenie, tylko był chory, karetkę zaś wzywał nie zwykły przechodzień – Samarytanin, tylko wykwalifikowany ratownik medyczny. Czy ktoś dostrzega tutaj jakiś ślad normalności? O żadną mądrość celowo nie pytam nikogo i sam twierdzę, że jest to idiotyzm czystej wody, a mogę tak mówić bezkarnie, bo jestem najgłupszy.

O idiotyzmach można pisać bez końca, ale poprzestańmy na tym jednym, który spuentuję pytaniem. Czy ratując (czytaj: produkując ludzi wymagających faktycznie przeszczepu mózgu) rozwiążemy problem ich zdrowia cielesnego? Owszem, do następnego razu. I jeszcze drobny dopisek. Za ile i kosztem ilu takich, którzy zachorowali nie na swoje życzenie.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.