http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

„Destilled and Botlied The Barrel Company In Knyszyn Forrest. Poland”

Wyróżniony „Destilled and Botlied The Barrel Company In Knyszyn Forrest. Poland”

Znacie Państwo taki produkt? Nie? Nic nie szkodzi.  Ja postaram się go Wam przybliżyć.  Jego nazwa handlowa bowiem - pomimo angielskiego tekstu opisującego producenta, brzmi bardzo swojsko, produkt nazywa się „Bimber” i jest zaopatrzony anglojęzycznym dopiskiem „The Best Moonshine In The World”.


Popularne przysłowie powiada, że „Każda sroczka swój ogonek chwali”. Trudno żeby było inaczej, ale nasz producent nie waha się określić swojego produktu, jako „najlepsza księżycówka na świecie”, a jakość swojego wyrobu gwarantuje poprzez własną rozlewnię i zabezpieczenie zakrętki przed ingerencją każdego potencjalnego fałszerza.

Naturalnym odruchem każdego turysty odwiedzającego odległe tereny, jest zakup charakterystycznego dla danej okolicy produktu regionalnego i przywiezienie go w domowe pielesze. W przypadku tego eliksiru, inaczej niż w przypadku popularnego oscypka z Podhala,  jest jednak pewien problem. Otóż wytwórnia tego nektaru lojalnie informuje, że nie można go kupić, bo nie jest on przeznaczony do handlu. Z kontekstu sprawy jednak  jasno wynika, że autor felietonu opisywany produkt posiada. Czyżby więc sam na siebie donosił? Z całym szacunkiem, ale ja naprawdę tej butelczyny nie kupiłem, ja ją dostałem w prezencie jako charakterystyczny produkt regionalny ziemi, z której przybyli do mnie goście którzy ją przywieźli.

Ja sam specjalnym smakoszem trunków nie jestem, ale nie ukrywam, że rzeczy egzotyczne i oryginalne kuszą, więc po okrągłym roku wodzenia mnie na pokuszenie, osuszyłem półlitrówkę stojącą w moim, jakże licującym z tym leśnym produktem, barku i postanowiłem napisać ten pozbawiony emocji felieton. Przyznaję, że leśny koniak z Knyszyna posiadał sympatyczne walory smakowe i  wcale mi nie zaszkodził, ale nie potrafię wskazać nikomu sposobu wejścia w jego posiadanie. Oczywiście, że w chwili gdy otrzymałem przedmiotowy prezent, to zapytałem obdarowującego, jak to możliwe, że coś takiego jest bez problemu dystrybuowane, czyli jak to się dzieje, że nikt tego nie ściga. Przyznaję, że odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła. Otóż dowiedziałem się, że cały sekret tkwi w … jakości tej ambrozji. Ponoć dla miejscowych i to bez względu na to kim oni są, cały ten interes jest legalny tak długo…  jak długo produkt utrzymuje najwyższy standard! Jednym słowem, gdyby tylko rzecz spaprano, zaraz zajęłaby się nimi policja, prokurator i sądy.

Mam nadzieję, że mnie za to co napisałem nikt ścigał nie będzie, wszak ja niczego zakazanego nie zakupiłem, ani nie sprzedałem. Na zdrowie!
Więcej w tej kategorii: « Wszystkich Świętych Po wakacjach... »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.