http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Pozamiatane

Pierwsza tura wyborów prezydenckich 2015 już za nami. Śmiało można stwierdzić, iż zakończyła się ona sukcesem wszystkich kandydatów. Tak, wiem, że trudno w to uwierzyć, ale prawie wszystkie sztaby wyborcze odtrąbiły swój – mniejszy lub większy – sukces. Dla jednych tak wysoki wynik procentowy był ogromnym – oczywiście pozytywnym – zaskoczeniem, dla innych wynik osiągnięty w liczbach bezwzględnych świadczy o dużym poparciu społecznym, jeszcze inni nie spodziewali się, że aż tyle tysięcy ludzi popiera ich program. Jednym zdaniem wygrali wszyscy!


Fakt, że ponad połowa uprawnionych do głosowania Polaków w ogóle do wyborów nie poszła, jakoś specjalnie nikogo nie martwi. Mało tego, zanim jeszcze PKW ogłosiła oficjalne wyniki, oba „zwycięskie” sztaby już szeroko uśmiechały się, kusiły i wabiły potencjalnych wyborców, głosujących na innych kandydatów, a już szczególnie „Kukizowców”. Dla tych, którzy do wyborów nie poszli w ogóle, jak dotąd, żadnej oferty nie sformułowano. Szczerze mówiąc, cały czas nie mogę się oprzeć wrażeniu, że politycy wychodzą z założenia, iż osoby niebiorące udziału w głosowaniach, referendach czy wyborach to bezwolne i bezmyślne szesnastomilionowe stado leniwych idiotów, któremu jest wszystko jedno gdzie żyje, jak żyje, po co żyje a może nawet, czy w ogóle żyje.

Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna i na pewno o wiele bardziej złożona. Bywa przecież, że często po prostu nie ma na kogo głosować. Ja sam od wielu, wielu lat na wybory (prezydenckie, parlamentarne oraz do Parlamentu Europejskiego) chodzę bez większego przekonania i najczęściej wybieram „mniejsze zło”. A przecież wybór pomiędzy dżumą a cholerą, czy też – jak chcą niektórzy – pomiędzy kiłą a rzeżączką, naprawdę może kiedyś się znudzić. Coraz bardziej skostniały układ dwóch klinczujących się nawzajem ugrupowań jest już dla wielu Polaków po prostu niestrawny. Zresztą, świadome niepójście na wybory także jest pewnym wyborem, pewną manifestacją polityczną, a mówiąc językiem sportowym, jest ono czerwoną kartką dla elity politycznej kraju i porażką demokracji. Konia z rzędem ofiaruję politykowi, który przyzna, że fakt, iż ponad połowa Polaków nie wzięła udziału w niedzielnych wyborach to jego/ich (polityków) wina.

Stąd też zapewne wziął się fenomen Pawła Kukiza, pejoratywnie ochrzczonego przez swoich przeciwników „człowiekiem pozasystemowym”. Wiadomo, to co mieści się w systemie jest dobre, przewidywalne, normalne. Rzeczy czy zjawiska „pozasystemowe” są złe, nienormalne, nieprzewidywalne i w ogóle do d...! Osobiście nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dzięki Kukizowi w Polsce nastąpił pewien przełom, odbyła się bezkrwawa rewolucja, nastąpiło potężne tąpnięcie w dotychczasowym POPiSowym układzie, a jego skutki odczujemy już jesienią, podczas wyborów parlamentarnych.

A póki co, sprawa wyboru prezydenta RP ciągle pozostaje otwarta. 0,9 % to tak naprawdę żadna przewaga, a wielka mobilizacja trwa zarówno w obozie miłośników dżumy, jak i wśród sympatyków cholery. Determinacja jest ogromna, a specjaliści z obu sztabów nie mają żadnych skrupułów i nie zawahają się, aby pełnymi rękoma czerpać pomysły ze sztabów... swoich niedawnych rywali. Obecnego (ciągle jeszcze) prezydenta poparł już oficjalnie PSL oraz Aleksander Kwaśniewski, pytanie tylko, czy to wystarczy, jako że druga strona również ogłosiła pełną mobilizację i to nawet z... ambon!

No cóż, nam pozostaje już tylko czekać i mieć nadzieję, że przyszły prezydent zrobi tak, jak uczynił to Tomasz Budasz i w centralnym miejscu swego gabinetu, powiesi powiększone i oprawione przedwyborcze obietnice, a następnie konsekwentnie będzie odkreślał te już zrealizowane.
Więcej w tej kategorii: « Sport, to zdrowie! PRL wiecznie żywy »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.