http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

100 lat historii, dziury w pamięci. Wirówki, centryfugi i „Dzieje Gniezna”...

Wyróżniony 100 lat historii, dziury w pamięci. Wirówki, centryfugi i „Dzieje Gniezna”...

Kolejny list zastępczy, pewnie ponownie adresowany do rajców miejskich. Uspokoję jednak „wysoką radę”, nie chodzi o połajanki. Za stary już jestem na rolę Jamesa Deana, jeśli się buntuję to raczej już nie „Bez powodu”.


Co boli? Mnie i chyba kilka tysięcy osób, przynajmniej tych, które współtworzą Interaktywne Muzeum Gniezna. Niepamięć.

Chyba od śp. księdza Dzierwy przejąłem przydomek „Muzealnego Stróża”, przejąłem przydomek i jakoś się nim przejąłem. Tak wiem, do znudzenia już mówię i piszę wraz z Dawidem Jungiem, Karolem Soberskim, Aleksandrem Karwowskim i jeszcze kilkoma maniakami pamięci, o dziurach w gnieźnieńskiej świadomości zbiorowej, jeśli chodzi o kulturę. Nie będzie dziś o: Kuczkowskim, Szczerkowskim, Piskurz czy Rzepie. Nie będzie o kulturze. Choć podobno wszystko jest częścią kultury.

Przy okazji jednego z działań IMG, kiedy jako ten muzealny stróż prowadziłem po ulicy Tumskiej, krótkiej niespełna 20 numerów spadła na nas „spacerowiczów” ogromna waga gnieźnieńskiego drobnego przemysłu, rzemiosła. Na tym krótkim odcinku między katedrą a Rynkiem, w ostatnich wiekach pracowały: dwie fabryki mebli, była też mała fabryka fortepianów, tu swój warsztat miał Pejka – szewc lepszy niż Salvatore Feragamo, zdjęcia robiła tu pani Molke, a czasem Mąke, (różnie się lubiła nazywać) tu powstało gnieźnieńskie Towarzystwo Sokół no i to stąd wyszedł Smok–Nakulskiego (pistolet kieszonkowy 6,35 mm projekt z 1924 roku… Tu wreszcie sprzedawała cuda i cudeńka Lebiedziowa, a jeszcze niedawno grał tu jazz światowej klasy. To tylko jedna z tych ulic gęstych od historii. Ten spacer przypomniał nam dzieje Gniezna tak ważne, tak bardzo tworzące naszą tożsamość, przypomniał też „Dzieje Gniezna”, te co to miały wyprostować Topolskiego i w ogóle być godne, a przypomniały, powiedzmy to wreszcie ser z dziurami. W przeciwieństwie do sera jednak w „dziejach” dziury nie są smaczne.

O jednej z tych dziur, chciałbym dziś zapamiętać
Konia z rzędem temu, kto w owych Dziejach Gniezna znajdzie informacje o 100-litrowej Centryfudze firmy Różakolskiego. Owszem S. Różakolski pojawia się w przypisach w jednym zdaniu, że miał sklep rowerowy. Oddajmy autorom co autorskie. I? I nic więcej. Powiedzmy wprost poruta, papudractwo i tyle. No chyba, że jeszcze fakt, że Różakolski od rowerów to brat.

„Wirówy” jako zakład, to ogromna część tożsamości gnieźnioków, nie tylko tych, którzy robili we Wirówach, Cyntryfugach, u Różakolskiego, potem w Spomaszu. Pewnie też i tych, co dziś robią w Trepko… Połowa polskiej wsi przez długie lata kojarzyła Gniezno właśnie z centryfugami, wirówkami do mleka. Jeszcze przed wojną, a może przede wszystkim wtedy w kraju, ale nie tylko popularne wirówki do mleka, kojarzono tylko z Alfa-Laval i Różakolskim.

Wirówka jako urządzenie, genialnie prosty pomysł doprowadzony przez Karola de Laval do ruchu ciągłego dzięki perfekcyjnemu systemowi przekładni, ręczna wirówka – separator Lavala kompletnie nie wymagała od wirującego mleko użycia siły, geniusz zawierał się też w wykorzystaniu grawitacji w oddzielaniu śmietany od mleka i użyciu bąka. Każdy, kto widział wyważanie bąka w Spomaszu wie, o czym mówimy. To genialne i przełomowe urządzenie jest dziś samo w sobie zapomniane, bo przecież po co wirować mleko, skoro ono od razu jest w kartonikach, a śmietana oddzielnie w kubeczkach na półce w składzie?

Zatem genialnie proste centryfugi zaczęto produkować około 1890 roku, mówimy o produkcji masowej w Niemczech i Szwecji. Nie minęło 30 lat od tego momentu, który rewolucjonizował wieś na świecie, w ten trend, w niesamowicie ważnym momencie zaczął się wpisywać w historię przemysłu mleczarskiego otwarty właściwie tuż po Powstaniu Wielkopolskim warsztat Różakolskiego w Gnieźnie. Firma powstała w 1919 roku jako mały zakład remontujący wirówki do mleka. Już w 1934 roku rozpoczęto produkcję i sprzedaż własnych wirówek „Korona” o wydajności 60 l/h i 100 l/h. Różakolski za swoją centryfugę otrzymywał liczne nagrody między innymi na Wystawie Międzynarodowej w Nowym Jorku. Bardzo szybko stał się jednym z ważniejszych producentów wirówek do mleka w Europie. Współpraca z Alfa Laval to tak jakby w motoryzacji robota dla Rolls Roys'a. Można zaryzykować stwierdzenie, że Stanisław Różakolski obok Bolesława Kasprowicza i może braci Waberskich największy fabrykant Gniezna. Rzecz jasna PRL robił swoje, by go zdyskredytować, bo nie dość, że fabrykant, to jeszcze uczciwy człowiek, do tego powstaniec wielkopolski, mimo tego przez 5 lat po II wojnie światowej jeszcze był właścicielem firmy. Długo w świadomości gnieźniaków jeszcze za Spomaszu to był zakład Różakolskiego. Był chyba moment, kiedy wirówka mogłaby stać się logiem Gniezna, bo kojarzono to miasto tylko z trzema sprawami: katedrą, Dziekanką i Wirówkami. Ten czas odszedł, ja to rozumiem. Kiedy jednak otwieram dzieło nad dziełami, które tak wychwalali jednym głosem poseł Zbigniew i prezydent Tomasz oczekuję, by nie pomijano rzeczy, spraw ważnych. Zostawmy jednak te „Dzieje Gniezna”, jest w nich kilka naprawdę dobrych rozdziałów, kultura i przemysł chyba po prostu szczęścia nie maja w dziejach Gniezna.

No to w sumie, o co chodzi?
Duńska firma, która dziś działa na terenie Spomaszu, odwołuje się do fantastycznej tradycji, która rozpoczął Stanisław Różakolski  przy ulicy Dąbrówki. Trepko dumne jest z tego, że u źródeł obecnego polskiego ich zakładu leży ogromna tradycja, zmysł Różakolskiego i niesamowita akuratna wielkopolska rychtyg robota. W tym roku firma z Danii świętuje 100 rocznicę istnienia, podkreślając, że jubileusz wyzwolenia Wielkopolski spod zaborów nie zbiega się tak dokładnie z żadnym innym wydarzeniem, jak 100. rocznica pojawienia się wirówek Różakolskiego.

Dobra dość biadolenia, „wysoka rado” i miejska i powiatowa, zresztą nie tylko ta obecna, idę szukać jakiejś tabliczki pamiątkowej, albo może fontanny w formie Korony – wirówki Korony. Wszak żyję w Królewskim Gnieźnie. Żeby nie było, że tylko do radnych piszę panie pośle Zbigniewie czy nie lepiej by brzmiał na  Targowichu plac Różakolskiego? Panie senatorze, cholera Robert – Różakolski był powstańcem i może nie był takim znawca Mickiewicza jak Cegielski, ale był naszym Hipolitem.

Tak tylko napisałem, wcale nie dlatego, że ojciec w Wirówach robił, a ja u babci w latowy kuchni wirowałem nieraz mleko centryfugą z Gniezna.

http://informacjelokalne.pl/images/stories/2019/07/13/60362064_2334275873295266_17614932191215616_o.jpg

Więcej w tej kategorii: « Hejt UFO „na Pomniku” »

1 komentarz

  • aldo
    aldo poniedziałek, 15, lipiec 2019 14:52 Link do komentarza Raportuj

    Zastanawiam się dlaczego o niekompletności Dziejów Gniezna nikt wcześniej nie napisał. Brak informacji o Różakolskim jest żenujący, ale wystarczy doczytać dział o kulturze, w którym naukowiec zauważa jedynie działanie grupy teatralnej, w której sam brał udział, pomijając kilka istotnych i nagradzanych teatrów.

    Bardzo trafna uwaga na temat placu na Targowichu.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.