http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Konstantyn, Teodozjusz i Helena – pierwszymi promotorami chrześcijaństwa

Wyróżniony Konstantyn, Teodozjusz i Helena – pierwszymi promotorami chrześcijaństwa

W czwartek zakończyła się dwudniowa konferencja naukowa poświęcona konwersji i sakralizacji władzy na przestrzeni różnych epok, a także poruszająca kwestie związane z wielusetletnią chrystianizacją Europy. W jednym z wykładów, który wygłosił prof. Kazimierz Ilski, wybitny historyk i dziekan Wydziału Historii UAM w Poznaniu sięgamy czasów, gdy chrześcijaństwo potrzebowało promotorów.


Najstarszym chronologicznie wśród tematów konferencji było zagadnienie dotyczące promotorów chrześcijaństwa u schyłku antyku. - Chciałbym poruszyć wątek promocji marketingowej chrześcijaństwa, a więc takich działań rozmaitych i to zarówno propagandowych, jak również prawno-ustrojowych czy nawet korupcyjnych, bo promotorstwo często może być przecież korupcyjne, gdy mówimy, że sprzedajmy jakąś ideę, bo nam się to opłaca. Zwłaszcza, gdy chodzi o władzę, to promocja tego typu zachodzi zawsze i to jest pewnego rodzaju korupcja – uważa prof. Kazimierz Ilski, dziekan Wydziału Historii UAM w Poznaniu.

Prelegent postanowił zwrócić uwagę na takich promotorów, którzy aktywnie publikowali idee chrześcijańskie w tym okresie. Zdaniem naukowca z tej grupy promotorów należy jednak wykluczyć biskupów, kapłanów i innych osób związanych z kościołem, gdyż w tym zagadnieniu nie chodzi o lansowanie własnej sprawy. - Przez promotorów chrześcijaństwa widziałbym raczej tak wybitne postaci, które skupiały także instrumenty władzy w swoich rękach i które zdecydowały ostatecznie o miejscu kościoła w świecie polityki – stwierdza odważnie naukowiec. Pierwszym promotorem według tak stworzonej definicji mógłby być w wielu opiniach Konstantyn Wielki, cesarz rzymski żyjący na przełomie III i IV wieku. To przecież on właśnie dokonuje przełomu, który stworzył płaszczyznę tolerancyjną, czyli edykt mediolański o wolności wyznania. Dzięki temu chrześcijanie mieszkający w tej części Imperium Rzymskiego mogli już od 313 roku legalnie wyznawać swoją religię. - Gdy jednak zastanawiam się nad tym dłużej, to wydaje mi się, że Konstantyn jest promotorem samego siebie, a cała reszta jest pewnym instrumentem, który pozwala wykreować się w zmieniającym się świecie na władcę, który ma wszystkie nici w swoim ręku i jest w stanie spełniać wszystkie wymogi dotyczące charyzmy, a nawet przeprowadzić apoteozę. Ostatecznie wykorzystuje to do przedstawienia samego siebie nawet poza granicą własnej śmierci w postaci apoteozy. Rok 313 jest niczym innym, jak tym, co chce mieć każdy władca, czyli ma być święty spokój w cesarstwie, bo przecież jeszcze w dokumencie z 311 roku wyraża się o chrześcijanach niezbyt pochlebnie, że są dziwakami i że są piekielnie uparci. Jeśli ktoś widzi w tym zachowaniu gest promocji, to jest to raczej pewien ruch defensywny – uważa prof. Ilski.

Konstantyn Wielki przyjął jednak chrzest dopiero pod koniec życia myśląc, zapewne chciwie, że ten gest go uzdrowi lub z powodu wspomnianej promocji własnego kultu w przyszłości, bo jak się szybko okazało, wkrótce po tym akcie umarł. - Ciekawe jest tu wożenie w ostatnich latach życia za Konstantynem Wielkim złotej trumienki, która towarzyszyła jemu podczas każdej podróży oraz to, że w jednej z wybudowanych przez niego świątyń od dawna czekał na niego sarkofag – mówi dalej referent.

Pierwszą promotorką chrześcijaństwa tymczasem staje się Helena, która była matką Konstantyna Wielkiego. - Tu należy zauważyć, że pobożność kobiet jest o wiele bardziej ekspresywna niż mężczyzn i jest zawsze porządniejsza i długotrwała. Jest jeszcze coś takiego w zakresie meta-władzy, tj. wpływ kobiet na mężczyzn i Helena ma tego rodzaju władzę nad synem oraz jego środowiskiem, a to się przejawia tym, że ona ciągle o coś marudzi. Teraz nie ma pewności, czy ktoś za Heleną stoi, tego nie wiemy. Ona buduje natomiast pewien obraz chrześcijaństwa, ale to wiemy dopiero z późniejszego źródła, że ona sankcjonuje pewnego rodzaju zachowania według schematu świątyń oraz miejsc świętych. Okazuje się, że ona organizuje wyprawy do Jerozolimy i podnosi autorytet relikwii Krzyża Świętego, każe zbudować świątynię grobu Chrystusa – wylicza prof. Ilski.

Na skraju omawianego okresu pojawia się jeszcze Teodozjusz Wielki, kolejny rzymski cesarz, który podnosi autorytet biskupa Konstantynopola oraz ustanawia chrześcijaństwo oficjalną religią w państwie rzymskim. - On jest tutaj już osobiście zaangażowany i doktrynalnie zorientowany. W jego przypadku sceneria chrztu też jest inna i prowadzi do czegoś innego, bo przecież Konstantyn ochrzcił się i szybko umarł. Teodozjusz natomiast ochrzcił się i ozdrowiał, pokazując, że chrzest może być dobry nie tylko dla ducha, ale także dla ciała i to też jest wymowne – zauważa.

- Jego źródłem myślenia staje się to, że jest wdzięczny. Potem wydaje konstytucje ograniczające przywileje Westalkom i starym kultom, promuje biskupów i przenosi nawet na nich autorytet sędziów, a za chwilę wchodzą do struktur administracyjnych i sądowniczych państwa. Czy to jest już nieodwracalny proces? Gdyby nie Teodozjusz, to tak mogło by być, a on potem jeszcze do skutku pisze w kolejnych konstytucjach, że pogan już nie ma na tym świecie i to jest dopiero zachowanie marketingowe, bo on wie, że jeszcze są. To jego realne promotorstwo polegało na tworzeniu takiego systemu doboru kadr, w którym znajdowali się tylko chrześcijanie, a wszyscy inni nie mają szans – podsumowuje prof. K. Ilski.
Ostatnio zmienianypiątek, 21 październik 2016 02:49

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.