http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Misjonarzem można być na trzy różne sposoby

Wyróżniony Misjonarzem można być na trzy różne sposoby

W Gnieźnie odbywa się właśnie niecodzienna konferencja naukowa, na którą zjechali misjolodzy z całej Polski. Tematem sympozjum są osiągnięcia, nowe metody i nowe wyzwania, które stoją przed osobami chcącymi ewangelizować swoje najbliższe otoczenie, a być może nawet wyruszyć z taką misją do innych miejsc świata.


W niedzielę wieczorem rozpoczął się Gnieźnieński Zjazd Misjologów. Trzydniowa konferencja, w ramach której zaplanowano wykłady i dyskusje odbywa się już po raz dziesiąty. Jest to stosunkowo młoda dziedzina nauki, której początki datować można na czasy II soboru watykańskiego A czym jest misjologia i kim jest misjolog? - Jest to naukowa refleksja nad dziełem rozkrzewiania wiary i ocena tego dzieła w świetle dokumentów kościoła. Ta nauka jednak rozwija się dopiero teraz bardzo dynamicznie w różnych wspólnotach chrześcijańskich. Ja niedawno uczestniczyłem w podobnym zjeździe misjologicznym w Seulu w Korei – mówi ks. prof. Jan Górki, prezes Stowarzyszenia Misjologów Polskich i wykładowca misjologii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. - Celem naszego corocznego zjazdu, który organizujemy zawsze w innej diecezji jest zapoznawanie kolejnych środowisk z naszym zadaniem misjologii. My ją uprawiamy  na różnych uniwersytetach, na różnych wydziałach teologicznych – dodaje ks. J. Górski.

Wśród wielu prelegentów znalazł się także jeden z gnieźnieńskich wykładowców, który tłumaczył, na czym polega znaczenie misyjności kościoła domowego. - To jest przedmiot moich refleksji i badań naukowych, które zawarłem w książce pt. „Misyjna świadomość kościoła domowego”. Jest to pokazanie, że małżeństwo i rodzina, jako kościół domowy są odpowiedzialne za dzieło misyjne – wyjaśnia ks dr Franciszek Jabłoński, misjolog, referent ds. misji Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie. Tegoroczne spotkanie misjologów w Gnieźnie odbywa się pod hasłem „Misja św. Wojciecha trwa”. Okazuje się, że misjonarzem można być na trzy różne sposoby. - Pierwsze odbywa się wewnątrz rodziny i małżeństwa, kiedy współmałżonek jest niewierzący albo niepraktykujący, ale tak można także oddziaływać wobec swoich dzieci. Ad Extra, to krąg drugi, bo potem podobnie działać można na zewnątrz wobec innych rodzin, innych małżeństw i jest nawet taki program w kościele „Małżeństwo dla Małżeństwa”. Ad Gentes, to jest trzeci krąg i wtedy małżonkowie mogą też pojechać na misję i tam głosić Ewangelię, ale także wspierać dzieło misyjne poprzez modlitwę, pomoc materialną – wymienia ks. F. Jabłoński.

Tradycyjne pojęcie misji, to ten trzeci z podanych przypadków, kiedy dochodzi do spotkań wielokulturowych. Niesienie roli misyjnej w tym przypadku jest najczęściej trudne. - Takie spotkania zawsze są wielkim wyzwaniem, bo w tych przypadkach misja jest bardzo długim i niełatwym procesem. Uznanie Chrystusa jako Zbawiciela i Pana Boga, to dla tych ludzi pochodzących z innych tradycji oznacza w pewnym sensie zerwanie z niektórymi elementami tej tradycji, w której się wychowali i do której należeli ich przodkowie. Myślę, że etnologia może przyczynić się do tego, żeby trochę takiemu misjonarzowi ułatwić poznawanie języka tych plemion czy innych grup, co znacznie pomoże w ewangelizowaniu tych ludzi. To jest kolejne z naszych wyzwań – uważa dr Anna Meier, etnograf i misjolog, jedna z uczestniczek Gnieźnieńskiego Zjazdu Misjologów.

Czy w dzisiejszych czasach trudno zachęcać Polaków do wyjazdów na tego typu misje? - Czasem nawet jest natłok zapytań. Chodzi raczej o to, żeby wszystko przemyśleć i żeby motywacja była jasna. Misjonarzem może być każdy, świeckim lub duchownym. Są dwa wymogi, to jest posłanie przez kościół i tylko ktoś wiarygodny oraz autentyczny może stać się świadkiem, a druga sprawa, to jest miejsce, w którym jest zapotrzebowanie na ewangelizację. W polskim kościele wypracowano taki system szkolenia, który trwa 9 miesięcy i po tym czasie można stać się pełnoprawnym misjonarzem. Misjonarstwo, to też jest wielkie spektrum niesienia pomocy, bo mogą to być przecież także lekarze, informatycy, budowlańcy, stolarze, specjaliści od wodociągów. W każdej właściwie dyscyplinie chętni są mile witani i przyjmowani – informuje ks. dr Grzegorz Wita z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

 

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 12 wrzesień 2016 18:11

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.