http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Tylko dla Orłów” - pierwszy taki bieg w Gnieźnie i nie ostatni

Wyróżniony „Tylko dla Orłów” - pierwszy taki bieg w Gnieźnie i nie ostatni

O tym, że było to udane przedsięwzięcie i warto było zrobić pierwszą tego typu imprezę biegową w Gnieźnie świadczy przede wszystkim duża frekwencja. W I biegu survivalowym „Tylko dla Orłów” brało udział kilkuset zawodników i zawodniczek. Do tego było jeszcze kilkadziesiąt osób towarzyszących, które nie biegły, ale kibicowały.


Zawody odbyły się przy ulicy Kokoszki, na terenie toru motocrossowego i przyległego do niego obszaru leśnego. – Każdy podbieg czy przeszkoda, naturalna czy sztucznie zrobiona jest ciężka. To jest trasa z wieloma zbiegami i to dość stromymi momentami. W kilku miejscach jest czołganie i teren jest wymagający dla każdego zawodnika – mówi Paweł Bączyk ze Stowarzyszenia 4Human, które zorganizowało i przeprowadziło całe zawody. – Są tutaj różne miejsca i jak wiadomo, jeden lubi to, a drugi tamto, więc ktoś czuje się lepiej na podbiegach, a kto inny na zbiegach. Dla każdego inny fragment może stanowić inną trudność i nie mnie oceniać, który moment jest najtrudniejszy. Jest dzisiaj z nami ponad 400 zawodników i jak na pierwszą edycję to jest dobrze – uważa P. Bączyk.

Najważniejsza była tutaj zabawa, choć rywalizacja z własnymi słabościami też miała istotne znaczenie dla ukończenia trasy biegu, bo łatwo nie było. – Biegłam po raz pierwszy w takim biegu i jest rewelacyjnie. Dla mnie chyba najtrudniejsze były takie „snopki-ścianki”, ja nie mogłam po prostu na to wejść, ale się udało – opowiada nam Ania Polgert, jedna z uczestniczek biegu przełajowego, która pobiegła w biegu survivalowym z mamą. – Było dużo momentów, gdy myślałyśmy, że nie damy rady. Tak było np. gdy pan przez mikrofon nam powiedział, że dopiero przebiegliśmy 2 km, a nam wydawało się tak jakoś, że to już końcówka – zdradza po chwili namysłu jej mama, Basia Nowak.

I jak się okazało, to nie jedyni debiutanci na tym wydarzeniu sportowym. – Trasa wydawała się nam trudna, ale było super i jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, jedynie niektóre podbiegi były trudne. Najbardziej trudną, ale fajną jednocześnie przeszkodą były rampy, tj. te namioty drewniane, przez które trzeba było przejść. Ważne było też to, że można było sobie pomagać i chyba niektórym było trzeba pomóc w tym – podkreśla Krzysztof Zioło, który pomagał w rej przeszkodzie swojej małżonce.

– Bez tej jego pomocnej ręki chyba by mi się nie udało i dla mnie rzeczywiście to było chyba najtrudniejsze, a ogólnie bardzo fajna trasa, w pewnym momencie, który chyba jest najdalej od startu bardzo przydatna była woda, która trochę ochłodziła i od razu biegło się lepiej, ale potem trzeba było poprosić strażaków, żeby wodą polali i tylko dlatego wyglądamy trochę lepiej aniżeli na mecie. Dziś jesteśmy tu po raz pierwszy i już wiemy, że następnym razem będziemy tutaj również – dodaje Ewa Zioło.

Po wysiłku czekał każdego oczywiście pakiet regeneracyjny, w skład którego wchodziła grochówka, kiełbasa z grilla oraz chleb ze smalcem, a także kawa i herbata. Niektórzy musieli skorzystać z drobnej pomocy medycznej, ale uśmiech na dosłownie każdej twarzy oznaczał, że akcja była udana.

Dzisiejsze zawody miały za zadanie spełnić jeszcze jedno zadanie, czyli zachęcić wszystkich uczestników do dalszej aktywności w tego typu imprezach biegowych, a okazją ku temu będą kolejne zawody z cyklu biegów przełajowych. Na chętnych już czekają organizatorzy, którzy chętnych zapraszają w połowie września na takie same zawody w Kępnie, a na początku października bieg survivalowy zagości ponownie w Gnieźnie.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.