„W Sylwestra o północy, stawia się lewą nogę na stół i pije się zdrowie konia”

  • Napisane przez Wojciech Orłowski
  • Dział: Sport
  • 0 komentarzy
Wyróżniony „W Sylwestra o północy, stawia się lewą nogę na stół i pije się zdrowie konia”

W sylwestrowe południe na gnieźnieńskim Rynku już po raz dziesiąty spotkali się koniarze z naszego regionu, aby złożyć sobie noworoczne życzenia przy symbolicznym kieliszku szampana. Za pierwszym razem było ich tylko sześcioro, tym razem na głównym dziedzińcu miasta pojawiło się aż siedemdziesiąt koni. Spotkanie było także okazją do zbierania pieniążków na operację chorego oczka Hani Pietraszewskiej.


Każde kolejne spotkanie koniarzy w sylwestrowe południe charakteryzuje się tym, że koni i jeźdźców jest coraz więcej na Rynku w Gnieźnie. - W tym roku koni jest około siedemdziesięciu i to jest rekord, czyli frekwencja dopisała. Pierwsze nasze spotkanie miało miejsce tu w 2006 roku i wtedy było nas tylko sześcioro. To było typowo spontaniczne spotkanie, chcieliśmy się przejechać po mieście, było fajnie i potem daliśmy znać innym koniarzom, którzy zaczęli się do nas przyłączać, z roku na rok jest nas coraz więcej – mówi Patryk Dobrzyński, organizator spotkania, który zaznacza przy okazji, że to nie są jeszcze wszyscy koniarze z Gniezna i okolic. - W tym roku postanowiliśmy, aby nie było, że tylko nabrudzimy i odjedziemy, w związku z powyższym robimy też coś pozytywnego i zbieramy pieniążki na Hanię, żeby to oczko miała jak najszybciej zdrowe. Pojawiliśmy się tutaj też po to, aby jej dopomóc – dodaje P. Dobrzyński z Rancza Ganina pod Gnieznem.

Zadowolenia z podjętej inicjatywy nie kryją rodzice chorej dziewczynki. Leczenie dziewczynki w Stanach Zjednoczonych ma kosztować ponad 1,5 miliona złotych - Dzięki przychylności wielu ludzi w tej chwili mamy już połowę tej kwoty uzbierane i czekamy na termin leczenia w Nowym Yorku, który podejrzewam będziemy znali za trzy tygodnie. Zostaje nam do uzbierania drugie tyle, czyli 700-800 tysięcy złotych, ale jesteśmy pełni nadziei, że się uda – wierzy w to Marcin Pietraszewski, tata Hani. Przypomnijmy, że 1,5-roczna dziewczynka ma nowotwór złośliwy zwany „siatkówczakiem”. - Leczymy się od samego początku w Warszawie. W tej chwili jesteśmy na etapie takim, że Hani grozi usunięcie oczka. Dlatego chcemy to ratować za wszelką cenę i lecimy w tej sprawie do USA – dodaje M. Pietraszewski.

Tymczasem na dziedzińcu miasta pojawia się niemały tłum widzów i gości, wśród których jest m.in. gospodarz naszego miasta. - Nie wiedziałem nawet, że życzy się zdrowia koniom, ale życzę wszystkim może nawet takiego końskiego zdrowia w przyszłym roku – mówi Tomasz Budasz, prezydent Gniezna. Przedstawiciel władz powiatowych natomiast zwrócił się do samych bohaterów widowiska. - Życzy się też zdrowia koniom i życzmy im tego, a wszystkim koniarzom samych sukcesów w zawodach i w życiu osobistym również – stwierdził Jerzy Paweł Lubbe, kiedyś także uprawiający jeździectwo. - Koniarzom należy życzyć ułańskiej fantazji. Charakter konia jest niesamowity i wiem, że koniarze go też mają, w związku z tym bądźmy przez cały rok z końmi, bo one są wierne i dużo zrobiły dla nas historii – podsumowuje Jacek Kowalski, były prezydent miasta.

Pytamy także, w jaki sposób konie okazują czułość swoim właścicielom. - Dla nas to naturalne, my się do siebie przytulamy i one na pewno nie uciekają od tych przytulań. Druga sprawa, że chyba rozumiemy się, tak ja to odczuwam - wyjaśnia Roksana Dziel ze stadniny koni w Jankowie Dolnym, która w siodle po raz pierwszy zasiadła około 20 lat temu, a dziś jest właścicielką klaczy o imieniu Apaluzo. - W moim przypadku przygoda z końmi zaczęła się sześć lat temu, od tego czasu skupiam się na treningach, które są dwa razy w tygodniu i trwają około godziny. Ale wcześniej oczywiście idzie się do stajni, czyści się te konie, ubieramy je i dopiero potem jeździmy. Konia trzeba też pogłaskać i wyprowadzić, a on odwdzięcza się tym, że potem jest grzeczny – uważa Kaja Słomka, 15-letnia gimnazjalistka z Janowa Dolnego.

Na koniec sprawdzamy jeszcze, w jaki sposób pije się toast za zdrowie konia. - Robi się to w Sylwestra o północy, stawia się lewą nogę na stół i pije się zdrowie konia. Lewa noga oznacza w tradycji jeździeckiej i w całym naszym porządku dziennym tyle, że to jest noga, którą wsiadamy na konia – tłumaczy P. Dobrzyński. - Niektórzy stawiają na stole nogę prawą, bo nie do końca wiedzą, o co w tym chodzi, potem dopiero zdają sobie sprawę, że stawia się nogę lewą i dlaczego tak się robi – dodaje.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.