Reborn dolls – rarytas dla kolekcjonerów i nie tylko...

Wyróżniony Reborn dolls – rarytas dla kolekcjonerów i nie tylko...

Nieopodal Gniezna, w Jankowie Dolnym mieszka pani Angela Śliwińska. Dla większości z nas mogłoby się zdawać zwyczajna kobieta, która czerpie radość z tego, czym zajmuje się na co dzień. Jest to jednak artystka, którą należałoby nazwać prawdziwą czarodziejką. Gdy przekroczymy progi jej uroczej pracowni, możemy zacząć się zastanawiać w jak pięknym i magicznym miejscu się znaleźliśmy.


W jej zaczarowanej pracowni powstają lalki wyglądające zupełnie jak dzieci. Rebornerka od pięciu lat zajmuje się tym kunsztem artystycznym polegającym na tworzeniu lalek kolekcjonerskich będących imitacją noworodków czy też niemowląt. Poprzez kolejno wykonywane czynności nadaje im odpowiednie kształty, proporcje, a w szczególności wygląd dziecka. Niezwykłość i charakter tego miejsca nadają również zapach oliwki unoszący się gdzieś w powietrzu, porozrzucane maskotki, pieluszki, a przede wszystkim „dzieci” leżące w stylowych wózkach oraz kołyskach. Wszystkie te elementy składają się na autentyczność reborn dolls.

Wszystko zaczęło się od przypadku...
Pewnego wieczoru, gdy Pani Angela przeglądała wiadomości w internecie trafiła na artykuł w języku angielskim, w którym jej szczególną uwagę przykuło zdjęcie słodkiej buzi małej dziewczynki. Kiedy jednak rebornerka zaczęła czytać jego treść, ku jej zaskoczeniu, okazało się, że dziecko na zdjęciu jest...lalką. - Na początku pomyślałam, że jest to zapewne reklama produktu, czyli czapeczki, którą ta dziewczynka miała na główce. Jednak z każdą chwilą, gdy coraz bardziej zagłębiałam się w treść tego artykułu dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak reborn dolls – tworzenie lalek przypominających żywe dzieci - wyjaśnia Angela Śliwińska.

Bohaterką przeczytanego przez nią artykułu była brytyjska policjantka, która na rzecz robienia reborn dolls zrezygnowała z pracy w policji. Właśnie wtedy, jednym z marzeń A. Śliwińskiej było pozyskanie takiej lalki, aby mogła ją dotknąć, poczuć i zobaczyć na własne oczy. Dopiero po bardzo długim czasie, udało jej się zdobyć najpierw jedną, a niedługo potem drugą taką lalę. - Jeszcze te parę lat temu pojęcie reborn dolls nie było aż tak popularne i znane jak dzisiaj. Nasze polskie warunki uniemożliwiały swobodny zakup niezbędnych akcesoriów do ich tworzenia, dlatego też wszystko musiałam sprowadzać zza granicy – wyznaje.

Kit – etapy dzieła doskonałego
Każda lalka w surowej formie zwanej dalej „kitem” jest wykonana z elastycznego winylu i sprowadzana przez panią Angelę, m.in. z Anglii, Kanady, Niemiec czy ze Stanów Zjednoczonych. Laleczka zostaje przysłana w kilku elementach, zamknięta szczelnie w małym kartoniku, a te setki główek o różnych kształtach z „dziecięcymi” grymasami twarzy, pomarszczone rączki ze ściśniętymi piąstkami, a także maleńkie nóżki, tworzone są już wcześniej przez rzeźbiarki, które w swoich głowach mają tysiące roześmianych czy śpiących buziek. Warto podkreślić, że każda taka stworzona lala ma swoje własne imię jakie nadaje się chłopcom czy dziewczynkom, jak np. Noah, Lotti, Tommy, Lincoln, Sophie czy Kami Rose i posiada certyfikat autentyczności.

Proces tworzenia tej małej imitacji „dziecka” składa się z kilku podstawowych etapów – pierwszym z nich jest umycie i odtłuszczenie kitu, aby nałożona później farba w pełni pokryła powierzchnię winylu. Kolejno, należy wybrać odpowiedni kolor farby, który pełni funkcję podkładu – nakładamy ją nawet i kilkanaście razy. - Przy tworzeniu każdej lalki wypalam poszczególne warstwy farby. Najdłuższym jednak procesem powstawania reborn dolls jest przyszywanie im pojedynczych włosów cienką igłą. Lalki te nie są lalkami funkcyjnymi to znaczy, że nie płaczą, nie siusiają czy się ich nie karmi...za to jest możliwość wyboru- czy chce się posiadać lalkę śpiącą- z zamkniętymi oczami czy z otwartymi - zaznacza rebornerka.  

Pani Angela wykorzystuje szklane oczy, dzięki którym uzyskuje głębię ludzkiego oka. Wśród etapów tworzenia lalki znajdują się również malowanie żyłek na jej powłoce, rumieńców oraz zadrapań.

W celu nadania jeszcze większej autentyczności lalom artystka je obciąża, czyli ustala odpowiednią wagę względem ich wielkości. Każda z nich wyposażona jest w materiałowe body, którego tors jest wypełniany watą rozprężającą. - Aby lalka jeszcze bardziej przypominała żywe dziecko skraplam każdy tors oliwką dziecięcą, dzięki której reborn doll ma specyficzny zapach maluszka. Reszta kończyn, jak ręce czy nogi wypełniają szklane kulki w formie granulatu - opowiada.

Ostatnim, równie trudnym, czasochłonnym i jednocześnie drogim etapem jest odpowiednie dobranie kreacji i wyeksponowanie gotowego już produktu. W pracowni Angeli Śliwińskiej lalki leżą w angielskich wózkach, łóżeczkach, a niekiedy i siedzą na kanapie. - Sprowadziłam sobie wózek prosto z Anglii, niektórzy ludzie zaczepiali mnie na ulicy, gdy wraz z przyjaciółkami wybrałyśmy się na sesję zdjęciową do Poznania, no, a w wózku oczywiście leżała jedna z moich lal – mówi, po czym dodaje: - Zamówiłam sobie także dwa komplety ciuszków dziecięcych, które sprowadziłam z Hiszpanii. Jestem zakochana w ich produktach, a kobieta, która szyje tego rodzaju ubranka zachwyca mnie za każdym razem swoją kreatywnością.

Nowe życie
Pojęcie z języka angielskiego „reborn” rzeczywiście ściśle wiąże się z czymś nowym, obecnie tworzonym i rodzącym się na nowo. Ważnym aspektem w tej gałęzi artystycznej jest nieustanne posiadanie świadomości, że są to tylko przedmioty – lalki w szczególności kolekcjonerskie, a nie prawdziwe dzieci, jak to jednak niektórzy uważają. Niekiedy zdarzają się przypadki, że pokrzywdzone przez los kobiety niespełnione w roli matek utrzymują, że są to maleńkie żywe dzieci i jest to dla nich świetna okazja, aby takowe „dziecko” prędko pozyskać. Zdaniem rebornerki, mimo różnych reakcji społecznych, czuje ona ogromną satysfakcję i zadowolenie tworząc każdą lalę z osobna. - Tak naprawdę nigdy nie wiem jakiego mogę spodziewać się efektu końcowego i nie mogę tego przewidzieć. Czasami już na początku jej malowania mam pewien zamysł, jednak w rezultacie wizja często staje się odrębna od moich początkowych założeń - tłumaczy Śliwińska. I tak jak być powinno, prawidłowo, artystka dobrze wie, że tworzy przedmioty, a nie rzeczywiste „dzieci”, które należałoby karmić, przewijać, kąpać czy też wybierać się z nimi na popołudniowe spacery.

Dla kogo i dlaczego?
Zakup reborn dolls nie należy do najtańszych, bo za taką lalkę musimy zapłacić średnio tysiąc pięćset złotych. Jednak jeśli chcemy posiadać coś naprawdę wyjątkowego, to powinniśmy wiedzieć, że często ma to swoją wysoką cenę. U naszych zachodnich sąsiadów takowe lale „dzieci” sięgają nawet do pięciu tysięcy złotych.

- Moje produkty trafiają do różnych klientów. Niekiedy są to mamy, które chcą zrobić super prezent swoim córkom. Ja jednak zachęcam je do tego, aby kupiły im zwykłą lalkę do zabawy, ponieważ te są typowo lalkami kolekcjonerskimi - tłumaczy Angela Śliwińska.

Imitacje „dzieci” kupują także osoby pracujące w branży filmowej, wtedy taka lalka jest używana jako rekwizyt, inni z kolei potrzebują ciekawego eksponatu wystawowego i również sięgają po reborn dolls pani Angeli. Niestety, zdarzają się też i klienci, którzy rzeczywiście poszukują takich lalek, którą będą mogli traktować jak prawdziwe dziecko – osoby samotne, nieposiadające własnych dzieci. - Kiedyś lalkę zakupiła ode mnie pani, która rozwiodła się z mężem i dwukrotnie poroniła. Na dodatek, w międzyczasie pochowała swojego ojca - wyznaje artystka. Kobieta nazywała ją dzieciątkiem, wypytywała Panią Angelę, czy będzie mogła ją kąpać i wykonywać przy niej czynności pielęgnacyjne.

Społeczeństwo o sztuce reborn dolls
Jak dobrze wiemy, ilu ludzi tyle możliwych opinii. Ta gałąź sztuki rzeczywiście może i nie jest odpowiednia dla każdego odbiorcy, jednak należy w pełni szanować ten artyzm, którym zajmuje się pani Angela Śliwińska, ponieważ wkłada w niego całe swoje serce. Zapewne część społeczeństwa uzna, że lalki przypominają im raczej odrażające czy makabryczne dzieci. Jednak coraz częściej można spotkać się z tymi komentarzami nie negującymi jej profesji.

- Cieszę się, że o mojej twórczości ludzie zaczynają się wypowiadać dobrze, nie krytykują tego co robię, a raczej śmieją się z wyglądu lalek i chętnie uwieczniają ten moment w ich towarzystwie na fotografiach - wyjaśnia, po czym dodaje: - Głosów negujących jest dużo mniej niż kiedyś, natomiast spotykam się bardzo często z podziwem, zaskoczeniem, uznaniem...i pochlebnymi opiniami o wykonywanych dziełach.

Warto zaznaczyć, że rebornerki bywają mocno krytykowane i strofowane przez nasze społeczeństwo. Jednym z głównych zarzutów jest stwarzanie realnego zagrożenia przede wszystkim względem kobiet nieposiadających dzieci z powodu bezpłodności czy też poronienia.

Ostatnio zmienianywtorek, 24 październik 2017 10:10

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.