http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Sukces to szczęście, a szczęście samospełnieniem”

Wyróżniony „Sukces to szczęście, a szczęście samospełnieniem”

Dzisiaj w cyklu „Być kobietą” rozmowa z Agnieszką Zawiszą – artystką, ilustratorką, autorką książek dla dzieci i architektem wnętrz. Jest rodowitą gnieźnianką mieszkającą we Włoszech, szczęśliwą żoną znanego malarza Salvatore Ravo i spełnioną mamą dziewięcioletniej Miriam. Jest osobą charyzmatyczną, radosną, barwną, optymistycznie nastawiona do życia i nie bojącą się wyzwań. Artystka podzieliła się z nami szczegółami ze sfer swojego życia zawodowego i prywatnego.


   - Jakie są początki styczności Pani ze sztuka malarską i tego, czym się obecnie Pani zajmuje zawodowo?
   - Tak naprawdę malować lubiłam od zawsze, ale prawdziwą przygodę związaną z malarstwem i rysunkiem – sztuką, przeżyłam podczas studiów. Studiowałam w Poznaniu w Wyższej Szkole Sztuki Stosowanej na kierunku grafika i architektura wnętrz. To był taki mój początek do tego, kim teraz jestem i czym się zajmuję zawodowo.

„Niosę w sobie dużo z dziecka”
   - Proszę nam opowiedzieć o swojej pracy zawodowej: gdzie głównie powstają Pani projekty i nad czym aktualnie Pani pracuje?
   - Zawodowo zajmuję się ilustrowaniem i architekturą wnętrz. Jednakże obecnie poświęcam się książek dla dzieci, które powstają zarówno spod mojego tzw. pędzla, jak i pióra – jestem ich ilustratorką i autorką. Przygoda moja z tym rozpoczęła się, kiedy urodziłam Miriam. Wtedy to na nowo odkryłam w sobie dziecko, wróciłam do swojego dzieciństwa i zauważyłam, że ono nie jest dalekie, jest ciągle wewnątrz mnie. Mając dziś 36 lat czuję żywą część dziecka w sobie, które bardzo doceniam i kultywuje. Staram się wykorzystać t cechę w mojej pracy, połączyć to z pasją malowania i rysowania.

   Moje projekty powstają, można powiedzieć, że wszędzie. Dwie pozycje spośród moich prac zostały wydane w Gnieźnie. Są to – „Lech, Czech i Rus” oraz „Historia o chłopcu imieniem Wojciech”. Nawiązują one do ważnych wydarzeń historycznych związanych z naszym miastem. Pomysł taki narodził się w momencie, gdy będąc w podróży w Gnieźnie chciałam zrobić prezent dla moich znajomych z Włoch. Pragnęłam im przekazać, przez ilustrację i grafikę, jakąś cząstkę naszej historii, z pierwszej stolicy Polski. Zabrakło mi na rynku takich pozycji – ilustrujących nasze korzenie, mówiących o naszej tradycji i kształtujących świadomość dzieci. I wtedy zaświeciła mi się lampka w głowie - „przecież ty w tym pracujesz, powinnaś to zrobić sama”. Następnie już będąc we Włoszech zrobiłam zarys pierwszego projektu z prostymi, kolorowymi rysunkami i z nieskomplikowanymi słowami, bo wiedziałam, że chcę trafić do dzieci.

   Najnowszym dziełem moim jest pozycja w języku Włoskim  „Un seme specjale” („Specjalne nasiono”). Propozycję do współpracy otrzymałam od organizatorów festiwalu „Arte e fede” („Sztuka i wiara„). Pozycja ta nawiązuje do obchodów rocznicy 750-lecia Cudu Bożego Ciała. Wydarzenie to miało miejsce w malutkiej miejscowości pod nazwą Bolsena, oddalonego 20 km od miasta Orvietta, gdzie obecnie mieszkam z rodziną.  

„Aktywnie uczestniczę w życiu Gniezna”
   - Nawiązując do rocznic. Obchodzimy w tym roku w Gnieźnie rocznicę chrztu Polskiego i koronacji królów Polskich. Czy w związku z tym ma Pani jakieś plany nowych projektów związanych z tymi wydarzeniami?
   - Mieszkając w oddali o tysiące kilometrów od miasta, gdzie się urodziła i spędziłam dzieciństwo, staram się aktywnie uczestniczyć w życiu kulturalnym Gniezna, bo ciągle czuję się jego częścią. Plany na nowe projekty są, o których rozmawiałam z nowym prezydentem miasta – Tomaszem Budaszem. Najprawdopodobniej  wspomniane wydarzenia staną się inspiracją do powstania świeżych pozycji.

On jest Włochem, ona Polką, a połączyła ich sztuka
   - O karierze zawodowej Pani otrzymaliśmy bardzo ciekawe informacje. Przejdźmy więc może do sfery życia osobistego. Pytanie, które rodzi się na wstępie jest następujące:  kiedy i w jakich okolicznościach poznała Pani męża, bo dotarcie do znanego malarza i plastyka, zapewne nie należało do najłatwiejszych zadań?
   - Męża poznałam w Szkocji w Edynburgu w 2004 roku. Byłam wówczas na ostatnim roku studiów, przygotowywałam się do obrony pracy magisterskiej. Równocześnie zaczęłam programować swoją karierę zawodową - szukałam stażu lub praktyk, by stawiać pierwsze kroki na tej drodze. Chodząc ulicami Edynburga wchodziłam od galerii do galerii zostawiając CV. O owym czasie Salvatore Ravo w jednym z takich galerii prezentował swoją wystawę, na którą otrzymałam zaproszenie.  Podczas tegoż wydarzenia odbyło się nasze pierwsze spotkanie, przy czym ja na początku nie miałam pojęcia, że rozmawiam z głównym bohaterem wieczoru. Po pierwszym spotkaniu już było wiadomo, że dużo nas łączy. Stał się on moją inspiracją do pracy magisterskiej, a dziś już mogę powiedzieć, że również, inspiracją życiową. Jedno jest pewne połączyła nas sztuka.

   - Czy trudno być żoną znanego artysty?
   - Na pewno nie jest to zadanie łatwe, ale to tak jak w każdym małżeństwie. Trzeba znaleźć wspólną przestrzeń, ale równocześnie dać możliwość partnerowi kreowania swojej osobistej, swobodnej strefy. Staramy się jak najwięcej spędzać wspólnie czas, ale potrafimy tez uszanować prywatne pragnienia drugiej osoby. My mamy to szczęście, że związała nas  wspólna pasja. Salvatore często pomaga mnie w grafice, daje wskazówki, ja również wnoszę swoje spojrzenie do jego prac, uzupełniamy się wzajemnie.

   - Jak wpływają na Wasz związek różnice kulturowe?
   - Każdy z nas wywodzi ze swojego domu rodzinnego inne obyczaje i przyzwyczajenia. Sztuka polega na tym, by móc znaleźć wspólną przestrzeń. Na początku były problemy związane ze sferą językową – porozumiewaliśmy się w języku angielskim, ale w momencie, kiedy przeprowadziłam się do Włoch, bardzo szybko udało mi się przyswoić ojczysty język Salvatore. Zarówno mnie, jak i mojemu mężowi cechuje otwartość na różność, na obcą kulturę. Staramy się je scalić i wychować naszą córkę zarówno w obrębie jednej, jak i drugiej tradycji. Z dumą mogę powiedzieć, że Miriam jest dzieckiem dwujęzycznym, czuje się związana z Polską. Nie ukrywam, że jest to głównie moją zasługą, gdyż mieszkając w tak odległym od Polski kraju, potrafiłam przekazać swojej córce cząstkę mnie, mojego kraju, mojej kultury.  

„Sukces jest szczęściem, a szczęście samospełnieniem”
   - Czym jest dla Pani sukces i jaki jest według Pani przepis na niego?
   - Sukces – nie lubię tego słowa, jest dla mnie po prostu szczęściem, a szczęście samospełnieniem. Jestem optymistką, osobą radosną, uśmiechniętą i pozytywnie patrzącą na świat. Lubię kolory, jasne barwy, które działają na moją świadomość w sposób konstruktywny i staram się nimi otaczać. Każdy dzień jest dla mnie ważny i wartościowy. Staram budząc się rano pamiętać o tym, nie ważne czy jest słońce, czy też pada deszcz. Każdy kolejny dzień jest darem, różni się od poprzedniego i następnego.

   Ważne jest, by móc określić swoje cele i twardo do nich dążyć, bo to my kreujemy naszą rzeczywistość. Nie wolno się poddawać niepowodzeniami, tylko nimi się podbudować do dalszej walki. Ja w ten sposób postępuję w swoim życiu, i to jest dla mnie recepta na szczęście.

   Tym o to pozytywnym akcentem zakończyła swoja wypowiedź Agnieszka Zawisza - rodowita gnieźnianka, utalentowana artystka, która nie zapomina o swoich korzeniach, kultywuje, pielęgnuję i przekazuje swojej córce  tradycje i ojczysty język swojego kraju.  Słowa, które padły na koniec z jej ust niech staną się mottem życiowym dla nas w drodze do osiągnięcia sukcesu.

   Pozostaje nam życzyć bohaterce dzisiejszego artykułu dalszych sukcesów zarówno na arenie zawodowym, jak i w życiu osobistym.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.