Czy to miał być pucz?

Wyróżniony Czy to miał być pucz?

Do udziału w tej debacie zaproszono wszystkich mieszkańców Pierwszej Stolicy Polski, ale swoją obecnością w spotkaniu zatytułowanym „Próba puczu czy obrona demokracji?” dopisali tylko sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, którzy popierają działania obecnego układu rządzącego w polskim parlamencie.


Dwaj parlamentarzyści partii rządzącej z Gniezna, wzorem lidera swojej partii – Jarosława Kaczyńskiego, który planuje spotkania z wyborcami w całym kraju, postanowili odwiedzić wszystkie powiaty ze swojego okręgu wyborczego, by tłumaczyć, co się wydarzyło na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia. - Jeżeli dzisiaj ktoś mówi, że to, co się dzieje obecnie w Polsce ma znamiona faszyzmu czy władzy autorytarnej, to właściwie niczego nie rozumie albo widzi coś tak, jak mu każą widzieć, ale być może ktoś zechce spojrzeć na to także z drugiej strony, bo o to chodzi, żeby mieć taki ogląd całości – mówi Robert Gaweł, senator Prawa i Sprawiedliwości. Podobne spotkanie odbyło się dziś po południu w Słupcy. - Wysłuchujemy zarówno głosów poparcia, jak też głosów krytyki i to jest konieczne, bo polityk musi spotykać się z ludźmi, a że sytuacja jest dość napięta, więc należy rozmawiać – dodaje.

Próbowano odpowiadać na pytanie, czy protest opozycji i inne działania, które na chwile przeniosły się na ulice Warszawy przed miesiącem, to miał być pucz i przejęcie władzy? - Jeśli chodzi o samo pojęcie puczu, to jest próba przejęcia władzy siłą, a w XX wieku mieliśmy kilka puczów, takich znaczących, które przeszły przecież do historii, czyli m. in. w Niemczech, gdzie był pucz Kappa czy pucz Hitlera oraz w Chile, gdzie był pucz Pinocheta. To były jednak jakieś osobowości, a tu takich osobowości nie ma, bo mamy tutaj, jeżeli chodzi o naszą opozycję takie raczej postaci z tragikomedii – ocenia R. Gaweł. Jego zdaniem, Ryszard Petru z Nowoczesnej i Mateusz Kijowski z Komitetu Obrony Demokracji stali się osobami niewiarygodnymi. - Oni nawet zawiedli swój własny elektorat i swoich zwolenników, bo nie można walczyć o praworządność w Polsce, jak się samemu nie spełnia obowiązku prawnego wobec własnej żony i wedle alimentów wobec własnych dzieci. Mnie osobiście zawiódł również pan Schetyna, bo jednak jest politykiem większego kalibru i powinien potrafić pewne rzeczy przewidzieć, a jednak nie potrafił – podsumowuje działania opozycji.

Jeszcze inaczej analizuje sytuację inny z naocznych świadków wydarzeń z 16 grudnia. - Patrząc retrospektywnie, bo było inaczej na sali, gdy były emocje, a teraz jesteśmy już mądrzejsi, po tym już miesięcznym okresie refleksji; to była to próba puczu, a przynajmniej próba niedopuszczenia do tego, żebyśmy przyjęli budżet. Wiadomo przecież, że jeśli budżet nie jest uchwalony, to są nowe wybory i wtedy można jakby na nowo zrobić plebiscyt przeciwko Prawu i Sprawiedliwości, o to chodziło. To się nie udało i bardzo dobrze, że tak się stało, ale także okazało się, że PiS zachowało zimną krew i że mieliśmy dobre dowodzenie, a przy okazji sprawdziliśmy się, jako drużyna, bo nie było żadnych przetargów i zatargów. Te wszystkie zarzuty, że nie było kworum, to wystarczy tylko pomyśleć, było kilka głosowań w sali plenarnej, tam było kworum i mieliśmy przejść tylko kilkadziesiąt metrów do Sali Kolumnowej. Dlaczego nie mielibyśmy tam mieć kworum? To jest nielogiczne – podkreśla Krzysztof Ostrowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

- Było wiele zarzutów, że opozycja nie mogła wejść do Sali Kolumnowej, ale jest wiele przykładów posłów opozycji, którzy byli w tej sali i nagrywali, ale nie byli tam, żeby głosować. Pani poseł Paulina Hennig-Kloska zarzuca mi nawet lokalnie, że ja nie pozwoliłem jej wejść na te salę i nie pozwoliłem jej głosować. Przecież pani poseł weszła na tę salę i zaraz krzyczała, bo byłem obok, że nie mamy kworum, zachowywała się agresywnie i próbowała prowokować, nagrywać. Ona nie przyszła tam, żeby głosować i pracować, tylko przeszkadzać. Dziwię się jej, że ona się teraz na ten temat jeszcze publicznie wypowiada. Dzisiaj przejrzałem sondaż zrobiony dla Rzeczpospolitej i nam przyrosło 8 proc. a Nowoczesnej o 8 proc. spadło poparcie. Tak społeczeństwo to ocenia – wskazuje K. Ostrowski.

Podczas spotkania obaj politycy wypowiedzieli się także, jakich reakcji oczekują od opozycji w przyszłości. - Oczekujemy tego, żeby ten dialog, który opozycja powinna prowadzić i krytyka była racjonalna, merytoryczna, żeby nie uciekali się do emocji. Jak włączymy media, to widzimy, że są media te rządowe, czyli TVP, a ja spotykam kogoś, kto mówi: „ja już nie mogę oglądać 1 programu Telewizji Polskiej, bo jak TVN włączę, to tam jest prawda mówiona”. Ja mówię, to masz problem, który ja miałem kiedyś, bo wszystkie media jechały na tzw. jedno kopyto. Chodzi o to, żeby media były różnorodne i każdy obywatel, jeśli zacznie myśleć, to sobie wyrobi pogląd na każdy temat. Oczekujemy od opozycji tego, żeby rozmawiała, żeby wnosiła uwagi merytoryczne i żeby działała w granicach prawa. To, co się stało 16 grudnia w Sejmie, w związku z reakcją pana marszałka Kuchcińskiego na zachowanie pana posła Szczerby, spotkało się z reakcją kompletnie nieproporcjonalną. To jest wyciąganie jakiś armat na wróble, a tak się nie robi – zauważa R. Gaweł.

A jaka będzie najbliższa przyszłość w ocenie lokalnych polityków parlamentarnych. - Ja myślę, że spokoju nie będzie, ponieważ już samo wzięcie władzy przez Prawo i Sprawiedliwość i konsekwentne wdrażanie programu, czyli właściwie cała zmiana związana z tym, co się w Polsce od roku dzieje, musiało się z takim oporem spotkać. Myślę, że teraz te ustawy kolejne, które wprowadzamy, też będą wywoływały emocje. Myślę, że te emocje powinny być w miarę spokojne i wyważone, a nie, aby były to takie zachowania, że się ludzie rzucają pod samochód pani premier. Czy ktoś widział, żeby ktoś rzucał się w Niemczech pod samochód pani kanclerz, pod samochód pani premier brytyjskiej czy jakiegoś innego przywódcy europejskiego? Tam by zrobili z tym porządek w trzy minuty, a u nas jest inaczej, jest histeria, eskalacja konfliktu, który został przeniesiony na ulice i to jest niebezpieczne – uważa senator.

- Ja nawet rozumiem w pewnym sensie te działania opozycji, bo jeśli nam uda się zrealizować budżet tegoroczny, czy potem przyszłoroczny i jeśli nam uda się przeznaczyć te 50 miliardów złotych na cele socjalne, na cele naprawy Rzeczpospolitej, a przy okazji jeszcze zmniejszyć ten deficyt budżetowy, czyli poprawić finanse państwa, to oni w wyborach za 2-3 lata nie maja czego szukać. Z ich punktu widzenia pozostają już tylko takie działania radykalne, ale na pewno nie są to działania dobre dla Polski i dla Polaków, to są na pewno działania szkodliwe i myślę, że dobrze byłoby, żeby zredefiniowali swoje działania opozycyjne – doradza K. Ostrowski.

2 komentarzy

  • mający nadzieję
    mający nadzieję wtorek, 24, styczeń 2017 20:17 Link do komentarza Raportuj

    Jeśli senator Robert Gaweł twierdzi , że jeśli ktoś ma inny pogląd bo widzi władzę autorytarną to niczego nie rozumie lub widzi to tak jak inni mu każą to to kończy dyskusję, bo pan Gaweł wie najlepiej i jest nieomylny. Nie liczą się zdania profesorów prawa, prawników, konstytucjonalistów , bo one są niezgodne za zdaniem prezesa.
    Program socjalny będzie zrealizowany bo społeczeństwo zapłaci np. resztą pieniędzy z OFE, podnoszeniem ukrytych podatków, zmniejszeniem dofinansowań do wielu rzeczy, jakieś autostrady nie powstaną itp.

  • pavelski
    pavelski wtorek, 24, styczeń 2017 14:19 Link do komentarza Raportuj

    PISiorski comingout!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.