http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

100. urodziny najstarszej mieszkanki gminy Kiszkowo

Wyróżniony 100. urodziny najstarszej mieszkanki gminy Kiszkowo

Wyjątkowe urodziny obchodzi dziś pani Józefa Nowicka ze Skrzetuszewa. Najstarsza mieszkanka gminy Kiszkowo skończyła dziś 100 lat. Ten wspaniały jubileusz przeżywała wczoraj w gronie najbliższej rodziny i gości. Jubilatkę z okazji jej święta odwiedzili: Tadeusz Bąkowski, Wójt Gminy Kiszkowo wraz z żoną Marią Bąkowską, Kierownik USC - Angelika Wiśniewska oraz pracownik OPS Wiesława Winiecka.


Specjalne życzenia przygotowała Małgorzata Białkowska, pracownik OPS: - Każdy dzień życia jest darem, czymś jedynym i szczególnym - bo niepowtarzalnym, lecz zdarzają się wśród nich dni wyjątkowe – jak dzień dzisiejszy! 100 lat – czy to „już” -  kiedy jakby wczoraj, w pamięci wciąż żywy pierwszy, własny krok przez ten próg,  czy „dopiero” -  kiedy dziś przemierza go tyle stóp i wciąż tyle jeszcze jest do zrobienia?
Szanowna Jubilatko! Pani życie to barwna opowieść, to  najwspanialsza lekcja - bo autentyczna, bo dająca wiarę, że determinacja i odwaga, ale też łagodność, życzliwość i miłość do ludzi, do pracy, do życia, jest tym, co czyni je pięknym, co nadaje mu głęboki sens, co rodzi uznanie, szacunek i podziw, którego pełni jesteśmy wobec Pani. Niech trudy minionych lat, dziś i każdego kolejnego dnia owocują poczuciem spełnienia i przekonaniem, że wielkość i siła człowieka w tym właśnie trudzie się rodzi, nim się wyraża i trudem jest mierzona.  Niech dobro, troska i miłość jaką otoczyła Pani najbliższych, powraca do Pani ze zdwojoną siłą, dając poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. Niech pogoda ducha maluje same barwne pejzaże nadchodzących dni, miesięcy i lat w zdrowiu i wszelkiej pomyślności.


Pani Józefa urodziła się 17 lutego 1920 w Cleveland w Ohio w USA. Gdy miała 2 latka jej rodzice zamieszkali w Skrzetuszewie. We wrześniu 1940 r. gdy do miejscowości wkroczyli Niemcy, musiała opuścić dom rodzinny. - Pamiętam to jak dziś – wspomina Jubilatka. - Była sobota. Do Skrzetuszewa wkroczyli Niemcy, aby nas wysiedlić. Krzyczeli „Raus, weg!!!” Co oznaczało na zewnątrz, precz, wynocha! Niemcy zajmują Polskę. Będziecie pracować, nic wam się nie stanie. Zabierali broń i konie. Przed wysiedleniem, w naszej wsi mieszkało bardzo dużo Niemców. Z większością mieszkańcy utrzymywali sąsiedzkie stosunki. Nasz sąsiad pan Baumung ostrzegł nas kiedy Niemcy mogą wkroczyć na nasze tereny. Mama z bratem zdążyła wyjechać do Gniezna. Drugi brat był w Poznaniu w szpitalu. Wyjechałam więc z ojcem. Najpierw zawieźli nas końmi do Kiszkowa, skąd udaliśmy się do Łodzi. Wywieźli nas do jakiejś starej fabryki, zrobili nam rewizję. Dali czarny chleb z wodą. W nocy pojechaliśmy pociągiem do Chełmu Lubelskiego. Pod eskortą Niemców udaliśmy się do łagrów – były to obozy dla wysiedleńców. W Chemie były łaźnie. Mogliśmy się wykąpać. Spaliśmy na podłodze. Bez poduszek i nakrycia. Na śniadanie dostaliśmy chleb z marmoladą i czarną kawę, na obiad była zupa, a na kolację znów czarny chleb z marmoladą. Ludzie mieli przyznane gospodarstwa, na których zostawali. Ze względu na złe zdrowie ojca, udaliśmy się do naszej rodziny w miejscowości Pogwizdów w powiecie rzeszowskim. Miałam wtedy dwadzieścia lat. Na początku pomagałam wujkowi w gospodarstwie, a w późniejszym czasie pracowałam w niemieckiej kuchni. Pamiętam, że mój brat który został w szpitalu w Poznaniu, zmarł po kilku miesiącach walki z chorobą. To był maj 1941 roku. Mój ojciec nie mógł być nawet na jego pogrzebie, ponieważ dojechał tylko do Krakowa i został cofnięty z powrotem. Mama z moim drugim bratem dojechała do nas dopiero w 1943 roku. Na ziemie obecnej Wielkopolski wkroczyli Rosjanie. Niemcy zaczęli uciekać, a wysiedleni ludzie powracać na swoje gospodarstwa. Po pięciu długich latach, wróciliśmy do swojego domu. Podróż pociągiem towarowym trwała długo. Dom był ogołocony ze wszystkiego, ale najważniejsze, że był. Zaczęliśmy od nowa budować w nim nasze życie. Było to straszne przeżycie i już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Najgorsza była rozłąka z rodziną i to, że nikt z nas nie wiedział dokąd jedziemy, ani co się z nami stanie. Po wojnie także nie miałam łatwego życia. Trzynaście lat po ślubie zmarł mój mąż. Pozostałam na gospodarstwie sama z dziećmi. Pomagał mi ojciec. (…) Mam czwórkę dzieci: Krystynę, Teresę, Stanisława i Tadeusza. Ponadto mam 15 wnuków i 26 prawnuków oraz praprawnuczkę i praprawnuka.

Pani Józefa obecnie mieszka z córką Krystyną i jej mężem Józefem oraz wnuczką Iwoną i jej rodziną. Jubilatka cieszy się dobrym zdrowiem, pogodą ducha i doskonałą pamięcią. Bierze aktywny udział w życiu swojej rodziny, cieszy się z odwiedzin swych dzieci, wnuków, prawnuków i praprawnuków oraz bardzo interesuje się sytuacją polityczną w kraju i za granicą.

Jubilatka otrzymała także listy gratulacyjne i życzenia od premiera Mateusza Morawieckiego oraz Prymasa Polski Wojciecha Polaka.

Jeszcze raz pragniemy złożyć Szanownej Jubilatce najserdeczniejsze życzenia zdrowia, samych pogodnych i spokojnych dni, pełnych ciepła i radości oraz kolejnych zaszczytnych jubileuszy.

Fot. Anna Frąckowiak

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.