http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Bogactwo naszej gwary w nowej książce

Wyróżniony Bogactwo naszej gwary w nowej książce

W środowe popołudnie do rąk gnieźnian trafiła książka pt. „Bądźma Ludźmi, Szak! Rzecz o gwarze gnieźnieńskiej”. Na premierę wydawnictwa w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie przybyli najbardziej zapaleni miłośnicy naszego dialektu, który obecnie stanowi element mogący promować nasze miasto. Autor publikacji natomiast z rąk prezydent Tomasza Budasza dziś odebrał Medal Koronacyjny za zasługi na rzecz krzewienia lokalnej kultury.


Dziś gwarą sprawnie posługują się już tylko osoby starsze, a dzieciom i młodzieży trudno zrozumieć, gdy powiemy do nich, że wyglądają „jak szuszwol” lub „są zbyt wypindaczeni”. – Ja już jakiś czas temu mówiłem do moich kolegów z Wydziału Promocji, że musimy coś zrobić, żeby nasza gwara nie zaginęła, bo jest naprawdę piękna, bogata i ja się cieszę bardzo, że udało się nam doprowadzić do szczęśliwego finału wydanie tej książki – podkreśla Tomasz Budasz, prezydent Gniezna, który odznaczył prof. Włodzimierza Bulikowskiego za książkę „Bądźma Ludźmi, Szak! Rzecz o gwarze gnieźnieńskiej” - Medalem Koronacyjnym. – Takich ludzi jest dziś mało, a pan profesor to jest człowiek renesansu: pisze, mówi, a do tego jeszcze przebada i wyda diagnozę. To jest najwyższe odznaczenie miejskie za cały jego wkład na rzecz naszej gwary – dodaje T. Budasz.

Odpowiedź na pytanie, skąd wzięła się fascynacja profesora językiem gwarowym można znaleźć już przy okazji czytania pierwszego rozdziału książki. – Byłem kiedyś na wizycie domowej i wychodzę z tej wizyty, a pacjentka, której przekazałem kilka uwag na temat zdrowia, że trzeba brać lekarstwa na nadciśnienie i to ciśnienie trzeba kontrolować, ta pani, nieco starsza, z zasadami, chyba jeszcze przedwojennymi, nagle mówi do mnie w taki sposób: „jutro przyjdę do przychodni i każę sobie mierzyć ciśnienie”. Więc byłem zszokowany, jak taka osoba dobrze wychowana może gdzieś przyjść i nakazać sobie zmierzyć ciśnienie. To słowo „każe” zaczęło tak mnie nurtować, że zacząłem się zastanawiać, że coś w tej mowie jest takiego – mówi prof. Włodzimierz Bulikowski, na co dzień lekarz dermatolog i specjalista medycyny pracy. – To wszystko było przez tą panią, bo gdyby powiedziała, że pozwoli sobie zmierzyć ciśnienie lub dam sobie zmierzyć, to ja bym w życiu się tym tematem nie zajmował. To była taka pozostałość po składni niemieckiej i dlatego to mnie zaczęło tak bardzo interesować. Od jakiś chyba 60 lat ja się tą gwarą zajmuję – dodaje prof. Bulikowski.

Gwara gnieźnieńska jest bardzo złożona, jak tłumaczy nam autor słynnego już słownika. – Ten słownik, który się ukazał, to jest w tzw. postaci surowej, dlatego że myśmy na razie poniechali w nim wszelkich wyjaśnień, które mamy. Ciekawa jest rzecz w gwarze tyczącej się obszaru gnieźnieńskiego, jest dużo słów języka jidysz, ale z rdzenia semickiego, bo większość języka żydowskiego jest oparta głownie na trzonie niemieckim. Zatem niektóre nasze wyrazy są semickie, np. „jezdem bejt” tzn. jestem wyczerpany i „bejden” to jest słowo semickie albo jest takie słowo „sor” i to jest taki gospodarz, człowiek zasobny i ważniak przy tym, to też jest słowo semickie, które rzeczywiście jest bardzo podobne do angielskiego „sir” i do francuskiego „sier”, które występowały w języku starożytnym. To jest bardzo duże hobby i przyjemność, bo poodnajdywałem w tej naszej gwarze słowa powchodzenia bretońskiego, a skąd się wzięły? Bretończycy pracowali przy renowacji pałacyku w Zakrzewie i oni pozostawili pewne rzeczy. Ja kiedyś byłem na tym terenie i ktoś do mnie mówi: „proszę pana, ale bydzie dzisiej wioł chwin”, ten chwin to jest wiatr – tłumaczy autor.

Oprócz słynnego słowniczka przygotowanego przez profesora Bulikowskiego, w książce znajdziemy zbiór felietonów autorstwa Andrzeja Malickiego i Jarosława Mikołajczyka. Czy książka może nasze miasto odtąd lepiej promować jako oryginalny produkt lokalny? – To jest bardzo ważna książka i od razu zaznaczę, że nie dlatego, że ja tam mam te swoje trzy grosze. Dla mnie ważna, bo miałem kilku swoich bohaterów: „Moja Babcia”, „Wuja Cześku - Romana Strugarka”, „Stary Marych”, Bolech z Cierpięgów”. Dziś mamy wieczór z człowiekiem, który od dawna już powinien być Honorowym Obywatelem Miasta Gniezna, z dwóch powodów, bo po pierwsze nie pochodzi z Gniezna i po drugie zachował coś niezwykle istotnego dla Gniezna, czyli naszą „gadkę” – uważa  Jarosław Mikołajczyk, dziennikarz TV Gniezno i portalu informacjelokalne.pl oraz przewodnik turystyczny.

– Gdy zaczynałem oprowadzać jako przewodnik Organizacji Turystycznej „Szlak Piastowski”, to sobie myślałem, że fajny ten myk, żeby oprowadzać tych turystów przy użyciu języka gwarowego i że będę oprowadzał czasami seniorów czy jakieś gnieźnieńskie stowarzyszenia i tyle. Muszę powiedzieć, że ostatnio oprowadzałem po Gnieźnie Kaszubów i niesamowicie się nam rozmawiało, oczywiście oni mnie tylko po części rozumieli, a z kolei gdy oni zaczynali mówić po kaszubsku, ja też niewiele rozumiałem. Innym razem z Polesia oprowadzałem i oni też byli zafascynowani nie tylko oprowadzaniem, ale gwarą, a poza tym oprowadzanie w gwarze daje pewną możliwość, której nie daje normalne opowiadanie, że możemy z przymrużeniem oka potraktować naszą historię i troszeczkę ją inaczej tłumaczyć, więc myślę, że tak, gwarą można promować nasze miasto – twierdzi J. Mikołajczyk.

Tym bardziej więc warto szerzej promować wydaną właśnie książkę, by każdy turysta po wizycie w Gnieźnie, mógł zabrać ze sobą ten kawałek niepowtarzalnej gwary gnieźnieńskiej w swoje strony, co być może kiedyś spowoduje, że tutaj powróci.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.