http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Absolutna awangarda” w Gnieźnie

Wyróżniony „Absolutna awangarda” w Gnieźnie

To nie było zwykłe przedstawienie, a wielka sztuka uliczna. I choć wszystko wyglądało absurdalnie, to miało jednak wydźwięk bardzo prawdziwy. Dość liczna publiczność na Rynku w Gnieźnie miała okazję podziwiać pierwszy spektakl w ramach Gnieźnieńskich Spotkań Teatralnych „Bez Kurtyny”, które potrwają do niedzieli.


W czwartek wieczorem wystawiono sztukę Teatru Terminus A Quo pt. „Przemiana” w reżyserii Edwarda Gramonta. Jej temat rozbawił do łez niektórych zgromadzonych swoją dosłownością i absurdalnością. Cały spektakl miał charakter pantomimy. – To jest taki pewien rodzaj happeningu i gdyby generalnie go umiejscowić w historii literatury, to to jest Franz Kafka i jego utwór, w którym pokazuje przemianę Gregora, u którego rodzina nagle widzi robala zamiast kogoś bliskiego. Ja tak sobie myślę, że to może być jakby wyjście do tego, co jest naprawdę w każdym człowieku – mówi Edward Gramont.

– Ta sztuka, to jest pomysł autorski mojego aktora Cezarego Molendy, który wymyślił taką piękną etiudę w Laskach i ją jakby przeniósł autonomicznie na dalszy plan poprzez realizację tego spektaklu. Myśmy razem zastanawiali się, jak to zrobić, żeby powstała z tego już taka sztuka, która będzie zastanawiać widzów, przechodniów itd. Ostatnio graliśmy to w Czarnogórze, na pewnym festiwalu i muszę powiedzieć, że recenzja tego była taka, że potem usłyszeliśmy czy gdzieś przeczytaliśmy, że to jest „absolutna awangarda” i to nas bardzo poruszyło, bo on od aktora wymaga faktycznie dużych umiejętności. Po drugie można powiedzieć, że w tym szaleństwie jest metoda, bo tam z bardzo eleganckiego pana siedzącego przy stoliku i pijącego sobie piwko, on nagle przemienia się jakby w takiego potwora, z którego wychodzi demon, szaleniec. W tym szaleństwie jest jednocześnie pewna metoda na życie, nie będę zdradzał wszystkich szczegółów, bo to nie chodzi o to, żeby wszystko powiedzieć, to trzeba zobaczyć – opowiada E. Gramont.

Na koniec dostajemy oczywiście taką puentę, która dla widza jest zapewne bardzo zaskakującym zakończeniem. – On tam na sam koniec już taki utytłany w tym soku pomidorowym, cały obsypany mąką, ziemią, liśćmi i innymi rzeczami, on znowu się ubiera w tę elegancką białą koszulę, w swój garniturek i cóż, no okazuję się finalnie, że on wcale już nie jest taki czysty. Nam chodziło o to, żeby obnażyć te demony, które siedzą w każdym człowieku, bo co my wiemy o ludziach, których spotykamy? A w każdym chyba siedzi jakiś demon i ten spektakl z takiej potrzeby właśnie powstał – podsumowuje E. Gramont.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.