http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Pieśni morza wypełniły gnieźnieński Rynek

Wyróżniony Pieśni morza wypełniły gnieźnieński Rynek

To już trzeci rok piosenki żeglarskiej na gnieźnieńskim Rynku. Właśnie rozpoczął się przegląd zespołów szantowych pod hasłem Rynek pod Żaglami, w ramach którego dziś wieczorem zaprezentowano dwa zespoły: Węże z Poligonu i Banana Boat. My natomiast pozbieraliśmy kilka opinii na temat współczesnej roli piosenek szantowych, które doprowadziły nas ostatecznie do bardzo ciekawego stwierdzenia.


Wśród zasłuchanych spora grupka publiczności. Na wieku twarzach da się zauważyć szeroki uśmiech, a na innych odrobinę rozmarzenia. Wszyscy chętnie się włączają do inicjowanego przez wykonawców wspólnego pośpiewywania. – Ja myślę, że nie tylko szantowa, ale muzyka w ogóle działa dobrze na ludzi – podkreśla Andrzej Janka, lider zespołu Zagrali i Poszli oraz pomysłodawca i organizator festiwalu Rynek pod Żaglami. – Tak się złożyło, że my postanowiliśmy się specjalizować w muzyce żeglarskiej i ja jestem zachwycony, że ludzie specjalnie w tym celu przychodzą na Rynek, na razie tylko raz w roku, bo być może to będzie częściej. To jest po prostu mistrzostwo świata, jeżeli ktoś nie tylko słucha, ale jeszcze podryguje, a może jeszcze trochę tańczy, to ja już sobie niczego lepszego nie mogłem wymarzyć. Sami jeździmy po różnych przeglądach piosenki żeglarsko-szantowej i spotykamy wspaniałych artystów i stąd wychodzą te zaproszenia – dodaje A. Janka

Skąd wzięły się piosenki żeglarskie i o czym opowiadają? Jedno można już było zauważyć w czasie kilku koncertów, że czasem wypływają z nich życiowe mądrości. – Nas wszystkich łączy szeroko pojęta muzyka żeglarski, folk islandzki i dużo piosenki turystycznej – mówi Maciej Nowak z zespołu Węże z Poligonu, który przyjechał z Piły. – Sens tych piosenek jest taki, żeby dobrze się bawić przede wszystkim, bo mimo tego że się starzejemy, to wciąż czujemy się młodo i taki rodzaj myślenia przez naszą muzykę przekazujemy tutaj publiczności i jeżeli ludzie dobrze się bawią i są zadowoleni, to my również jesteśmy zadowoleni – zapewnia M. Nowak.

Ponad godzinę grała potem główna gwiazda wieczoru, Banana Boat, czyli zespół śpiewający a capella, tj. bez używania instrumentów. – To dlatego, że prawdziwe szanty śpiewano a capella, to były pieśni morza śpiewane na pokładzie żaglowców, gdzie nie było miejsca na instrumenty. Pod pokładem, kiedy skończyło się już wachtę i nie lała się już woda ze każdej strony, to wtedy można było już pod pokładem wziąć sobie do ręki instrumenty. W związku z tym szanty, to były pieśni pracy, tradycyjne i na pokładach śpiewano tylko a capella, był szantymen, który podawał jakiś rytm i cała załoga mu odśpiewywała – przypomina Maciej Jędrzejko z zespołu Banana Boat, który działa nieprzerwanie od 1994 roku.

– Te pieśni morza dzielą się więc na pieśni morza, czyli pieśni pracujących i pieśni kubryku, czyli jakby pieśni po pracy. Tam jest jeszcze kilka działów tej muzyki, a nas zainteresowały te szanty kilkaset lat później, więc dzisiaj bardziej przykładamy już wagę do tego, żeby to dobrze brzmiało i te harmonie głosowe były piękna. Szanty są więc takie, jak ludzie, którzy je śpiewają, a więc są ludzie, którzy mają czasem jakąś iskrę i potrafią napisać coś fajnego, a szczególnie, jak zaczynasz żeglować, to doświadczasz jakiegoś kontaktu z naturą, z potęgą morza i wiatru, to wtedy siłą rzeczy musisz przemyśleć różne sprawy i to, co się działo w domu i to, co się działo w życiu. Nagle okazuje się, że pojawia się jakaś tęsknota, wspomnienie jakiejś miłości czy inne rzeczy, które trzeba odgrzebać i przemyśleć raz jeszcze, a w związku z tym nasza muzyka dojrzewa  też razem z nami i jak mieliśmy po 15 lat, to śpiewaliśmy o sztormach i przeciąganiu liny, dzisiaj natomiast te teksty są już wielopoziomowe i opowiadają o miłości, o zazdrości, o tęsknocie, o rozpaczy i o tym, że się starzejemy, bo jak podróż żeglarska, to nasze życie także upływa. W takich tekstach, jak piosenka „Arktyka”, która w pierwszej warstwie jest o pływaniu po północnych morzach, tak już w drugiej jest mowa o pierwszej miłości do kobiety. Szanty różnią się więc od innych gatunków muzycznych tym, że ci ludzie, którzy je dziś wymyślają, to są twórcy poezji morskiej i ona jest taka, jak ludzie, raz jest dobra, a raz cienka zwyczajnie, my staramy się tworzyć ją najlepiej jak potrafimy i chyba należymy do grona tych zespołów, które robią coś bardziej ambitnego – dodaje M. Jędrzejko.

W niedzielę wieczorem ciąg dalszy festiwalu Rynek pod Żaglami i dwa koncerty, o godz. 18.30 – Jolly Roger i o 20.30 - Zagrali i Poszli.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.