„Ta muzyka była genialnie płynna i lekka”

Wyróżniony „Ta muzyka była genialnie płynna i lekka”

W czwartkowe popołudnie gościem Instytutu Kultury Europejskiej był nasz kolega redakcyjny - poeta, śpiewak operowy, krytyk literacki i teatralny oraz regionalista - Dawid Jung. Opowiedział on o muzykach związanych z XIX-wiecznym Gnieznem i jak się okazuje, było ciekawie. Prelekcja odbyła się w ramach Gnieźnieńskich Konwersatoriów Historycznych.


To były przede wszystkim czasy, kiedy ludzie częściej ze sobą się spotykali i częściej wychodzili z domu. Okazjami do takich spotkań były właśnie koncerty, dość często kiedyś organizowane. Choć sama muzyka, której wówczas słuchano była inna niż współczesne kompozycje. – Muzyka była nawet takim spoiwem tej ludzkiej integracji, a do tego Gniezno XIX-wieczne, to przecież rywalizacja trzech kultur: żydowskiej, niemieckiej i polskiej. Każda z tych kultur miała swoje organy, towarzystwa śpiewacze i operowe, prześcigała się w spektaklach, w pokazywaniu własnej tożsamości. Gniezno było od wieków, no takim bastionem polskiej muzyki w katedrze. Zespół wokalno-instrumentalny jest datowany od 1589 roku, od Pawła Pakosza i to jest jeden z najdłużej istniejących zespołów wokalno-instrumentalnych w Polsce, nieprzerwanie trwający do dziś przy katedrze – zauważa Dawid Jung.

Koncerty odbywał się nie tylko we wnętrzach katedralnych, ale także w domach mieszczan. – Mieliśmy naprawdę wybitnych muzyków uznanej europejskiej renomie. Warto wymienić tu Wojciecha Dankowskiego, który jest najwybitniejszym przedstawicielem stylu galant w Polsce. Jego zachowane w Gnieźnie symfonie, msze i muzyka religijna są genialne i to jest być może nawet schyłek XVIII wieku, tu cały czas muzykolodzy się sprzeczają, że on zmarł w 1800, 1814 lub nawet 1836 roku. Wiadomo, że on 4-5 lat mieszkał w Gnieźnie i tu przez ten czas muzykował – dodaje prelegent.

- Na pewno musimy wspomnieć też Franciszka Ścigalskiego i to jest po prostu geniusz. Zmarł w 1846 roku w Gnieźnie i stworzył bardzo dużo muzyki, część zaginęła oczywiście w wojnę i przez pożary. To, co się natomiast zachowało, to jest wspaniałe i ta muzyka niedawno znów zaczęła na nowo, bo wykonują ją znani muzycy, z to z tego względu, że ta muzyka Ścigalskiego, który przez ponad 30 lat mieszkał w Gnieźnie, tu założył rodzinę, mieszkał i potem zmarł, ona jest wręcz genialna – podkreśla D. Jung.

Wśród jego opowieści nie mogło zabraknąć też takich wątków, które dziś mogą mocno zaskakiwać. – Warto wspomnieć, że była fabryka fortepianów w Gnieźnie. Mieściła się przy ulicy Tumskiej, a prowadził ją Michalski Włodzimierz. Ogłaszał się w Dzienniku Poznańskim w 1856 roku, a do tego handlował skrzypcami. Tu taka ciekawostka, że on wtedy twierdził, że posiada dwustuletnie skrzypce z Cremony, czyli chyba wiadomo wszystkim, o jakie skrzypce chodziło – tłumaczy gość IKE.

A jak można określić muzykę, którą wówczas tworzono na naszym terenie? – Ona była lekka i przyjemna, po prostu mozartowska. To taki dojrzały Mozart i wcale tutaj nie przesadzam. To jest przełom XVIII i XIX wieku, bo ci ludzie, o których wspominam, oni się urodzili pod koniec XIX wieku, a umierali w pierwszej połowie XIX wieku – podsumowuje D. Jung. – Ta muzyka jest genialnie płynna i lekka, a przy tym refleksyjna, typowo polska, bo przecież byliśmy pod zaborami, więc mimo tej pozornej radości, no są tam takie przebłyski refleksji czy czegoś jeszcze głębszego, co miało służyć Polakom, ku dodaniu otuchy – kończy.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.