http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Licytacja Gwarnej i palenie korony

  • Napisane przez Jarosław Mikołajczyk
  • Dział: Kultura
  • 0 komentarzy
Wyróżniony Licytacja Gwarnej i palenie korony

Wczoraj zlicytowano została Restaurację Gwarna. To kultowe choć w ostatnim czasie funkcjonowania przypominające skansen PRL-u miejsce, miało dla wielu gnieźnian ogromny ładunek emocjonalny. To tutaj w czasach, gdy tak naprawdę na dobry niedzielny obiad nie było gdzie wybrać się z rodziną, gnieźnianie chadzali. Przez pewien czas było to miejsce gdzie bywać było w dobrym tonie.


Lokal poszedł pod młotek. Przez ostatnie trzy dni, w pomieszczeniach Gwarnej urzędowały teatry realizujące projekt „Bez kurtyny”. Licytacja, choć wiele osób potraktowało sprawę poważnie, była jedynie zdarzeniem z pogranicza teatru. To jednak dopiero o godz. 21.00 na gnieźnieńskim Rynku rozegrało się wydarzenie finałowe roboczo nazwane przez Karola Barckiego z Teatru Pomarańcze w Uchu na Skarpie bez Kartki - Pogrzeb. Trzeba przyznać, że ekipy pod kierunkiem Marka Kościółka z Teatru Krzyk z Maszewa sprawiły szczególny tryptyk teatralny i na koniec zostawiły to co można powiedzieć było trochę na kontrze.

Siłą warsztatów zapewne było czerpanie z miasta, wsłuchiwanie się w to, co mówią mieszkańcy, ale też udział w nich ale i w zdarzeniach dzieci i młodzieży z Gniezna. Wieczorne zdarzenie, któremu towarzyszył ciężki brzmieniowo koncert, poza pewną mocno rysowaną grą zwłaszcza wspomnianego Kościółka choć teatry posługiwały się symboliką i środkami zapewne uniwersalnymi, nabierało bardzo gnieźnieńskich sensów.  Ten przedziwny katafalk, pojazd prowadzony przez aktorów z koroną – zdecydowanie mocno choć czy zamierzenie wiedzą tylko autorzy urastał to metafory królewskości Gniezna. Faktycznej, historycznej a jednak dziś już trochę nadymanej i rozsypującej się.

Kolejne fragmenty widowiska wraz z paleniem symbolicznej konstrukcji króla, tudzież królestwa były oczywiście zabiegami dobrze znanymi z teatrów alternatywnych – nie były jednak prostym banałem. Do tej mocnej, krytycznej ale chyba pełnej przyjaźni dla Gniezna i mieszkańców opowieści, bardzo dobrze wprowadził dramatyczny moment zatrzymywania ruchu przez Kościółka. Kiedy nagle mocno skoncentrowany i sugestywny szef „Krzyku” kładzie się przed jadącym samochodem, a nie jest to ustawiony samochód, robi się na Rynku zamęt i niedowierzanie. Kolejne akcje z nadjeżdżającymi samochodami powoli wyjaśniają, że nie koniecznie mamy do czynienia z szaleńcem, że być może zaczyna się spektakl. Tym razem warto podkreślić, że prawie cała ekipa, jest dynamiczna i mocno skoncentrowana, pewna neurotyczność zachowań, widoczna mimo zmroku podnosi jedynie napięcie. Mimo, że jasnym jest iż spora część zdarzenia to improwizacja nie ma przypadkowości.

Bardzo dobre ogranie fontanny, zresztą to już mieliśmy we wcześniejszych działaniach. Spójność elementów i środków włącznie z grającym na żywo zespołem – to także siła tego rodzaju teatru. Tym razem poszukiwania i przestrzenie dość dalekie od wpływów Teatru Terminus A Quo. Dobre, proste w środkach wyrazu paraprzedstawienie z niesamowitym nerwem i odpowiednim tempem. Czytanie sensów i znaczeń warto zostawić każdemu z widzów z osobna. Na pewno nikt tu niczego nie profanował, ani też nikogo nie chciał obrazić.

- Czerpanie z miejsca i z ludzi to nasza domena, próbujemy chociaż przez moment pooddychać  tym czym oddycha miasto, ale z punktu widzenia gościa, popatrzeć na to co się dzieje dookoła jak to funkcjonuje, tyle ile się da ale przede wszystkim czerpać z przestrzeni, z ludzi...To jest akcja, którą próbujemy później gdzieś tam przeforsować czasami humorystycznie i zabawowo, a czasami w kontrze. Tak to wygląda – mówi Marek Kościółek.

Oczywiście wiele z sensów to, rzeczy nabudowane przez odbiorców, choć niewątpliwie teatry Krzyk i Pomarańcze to teatry zaangażowane, których spektakle czy zdarzenia nie opierają się na wygłupie, czy dramacie dla samego wygłupu i by było dziwnie. - Na pewno trochę tej kontry jest, jesteśmy z nurtu teatru zaangażowanego, społecznego, to jest taki teatr, który nie jest po to by poklepywać się po ramieniu nawet z przyjacielem i tylko mówić, że jest w porządku. Chcemy przyjacielowi powiedzieć co jest nie tak i oczekujemy tego tez w drugą stronę na tym polega relacja – wzajemność, żebyśmy sobie mówili prawdę o tym co nas dotyka, boli ale żebyśmy się szanowali a mówili o tym tylko po to by się zastanowić nad pewnymi sprawami dookoła nas. Być może ktoś inny widzi to z innej perspektywy – dodaje po namyśle Kościółek.

Ostatni dzień „Bez kurtyny” to okazja do pewnych podsumować, poprosiliśmy o to Piotra Wiśniewskiego – pomysłodawcę projektu. - To był na pewno eksperyment. Sami nie wiedzieliśmy co z tej współpracy teatrów Krzyk i Pomarańcze z uczestnikami warsztatów wyniknie. Patrząc na to ilu ludzi to obejrzało i na reakcję myślę, że to był dobry pomysł. „Bez kurtyny” zapełniło trzy wieczory, a każdy był inny, wszystko to w ramach KFA, myślę, że za rok zaprosimy inny teatr by oddać mu przestrzeń miasta – powiedział Piotr Wiśniewski dyrektor KFA. - Myślę, że tak jak to chyba określił gdzieś Marek udało nam się zrobić taki tryptyk. W pierwszy dzień była to praktycznie zapowiedź tego co chcemy zrobić trochę sprawdzenie i publiczności i nas we współpracy z uczestnikami warsztatów. Johnny Deep w Gnieźnie czyli dzień drugi to był taki już mocniejszy ale zabawowy akcent. A na koniec zrobiliśmy Pogrzeb, czyli tak już bardziej ku refleksji – powiedział Karol Barcki z Teatru Pomarańcze w Uchu na Skarpie bez Kartki.

Komentarz od autora
   Po za osobą, która jak zwykle nie widziała, ale nie omieszkała powiedzieć, że ktoś powiedział, że takie nic z tym Johnny Deepem w rozmowach z tymi, którzy byli bardzo pozytywne, nawet jeśli zdziwienie. Hejterami z natury, nie należy się przejmować, bo oni wciąż są na wojnie, nawet jeśli noszą pacyfy. Bardzo dobrze, że nareszcie zobaczyliśmy ten rdzeń teatru ulicy, jego mięcho tworzone przecież przez pasjonatów, prowadzonych przez fachowców w dziedzinie, którzy na co dzień zmagają się z materią działań, nie będąc instytucjami z ogromnym budżetem. Tempo powstawania zdarzeń z dnia na dzień spora dawka improwizacji – dobra robota, czas zacząć teatr z młodymi w Gnieźnie by nie zmarnować kapitału społecznego „Bez kurtyny”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.