http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

„Polskie drogi”, wspomnienie górników z Karwiny i jazz

  • Napisane przez Jarosław Mikołajczyk
  • Dział: Kultura
  • 0 komentarzy
Wyróżniony „Polskie drogi”, wspomnienie górników z Karwiny i jazz

Dobry Browar, stosunkowo młode miejsce odwołujące się do gnieźnieńskiej tradycji piwowarskiej, to także kolejny klub, w którym żyje muzyka. Tym razem browarnicy zaprosili na Świąteczny Koncert Jazzowy w wykonaniu łódzkiego tria: Jagiełło, Kozłowski, Świtalski. Całość rozpoczęła minuta ciszy dedykowana górnikom którzy zginęli w Karwinie. Muzycznym epitafium dla nich był motyw z „Polskich dróg”, zagrany przez Marcina Jagiełłę na klawiszach.


Rolę prowadzącego słuchaczy poprzez koncert przejął na siebie Włodek Kozłowski, basista niezwykle punktualny, który nawet w swoich solówkach daleki był od efekciarskich zagrywek, które w Polsce wylansował Krzysztof Ścierański. Jazz to z natury muzyka gęsta, bass to rytm, puls,  pochody, kiedy trzeba to przede wszystkim baza czy jak mawiają niektórzy rama. I to wszystko było wczoraj w grze Kozłowskiego, tam gdzie trzeba – na swoim miejscu.

W klasycznym trio jazzowym ta baza czy rama to także bębny, a może przede wszystkim bębny. Robotyka rytmu, granie w punkt nie ustępowała lekkości, pojedyncze uderzenia o ranty czy gra na głęboko brzmiących tom-ach budowały wspomnianą lekkość interpretacji głównie amerykańskich standardów jazzowych.

Tomasz Świtalski zagrał też trochę loftowo. Nord – niezwykle rewolucyjne urządzenie, dla klawiszowców ważne co najmniej jak Hamondy, tylko lżejsze pod dłońmi Marcina Jagiełły zabrzmiał zawodowo. Nieco inne granie niż u Kuby Płużka, a jednak niezwykle trafione z e zdecydowanie sprawną lewą ręką. Efektowne w solówkach, ale i efektywne przy akompaniamencie tła. To był świetnie zagrany, klubowy koncert. Być może bez halnego i urwania głowy, ale też raczej takim rozbuchanym nie miał być w założeniu. Repertuar jazzowy dość szeroko potraktowany od tematów Duke Ellingtona czy Autum Laves Josepha Kosmy  po nieco współcześniejsze granie w stylistyce Chicka Corea czy Herbie Hancoka. Dobre amerykańskie granie, bez polskiej patyny lat 70-80.  

Bardzo normalny, równy koncert, w konwencji setów – jak to w klubach bywa. Dobra sprawa po pierwszym secie prośba do nieco głośniejszej części sali o zdecydowany szacunek do tych co chcą słuchać i tych, którzy graja. To jednak bolączka klubów nie mniej reakcja szefów Browaru bardzo dobra. Jednym z sukcesów DB i tego koncertu jest nieco inna klientela, niż ta którą widujemy podczas innych gnieźnieńskich koncertów. Dobrze umieszczona scena, tym razem w tym trudnym akustycznie lokalu zabrzmiało dobrze.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.