http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Polszczyzna – Ojczyzna?

Ja wiem, że pewnie jestem monotematyczny, ale tak jakoś mnie natkło po tych ostatnich wyborach, że i ja postanowiłem włanczyć się w ten szlachetny nurt. Otóż, dołanczając się do ogólno-narodowego trendu składania sobie nawzajem życzeń, a po odbytych niedawno wyborach do parlamentu europejskiego w szczególności, to ja właśnie pragnąłbym wszystkim – niezależnie od tego czy się dostali czy też nie – serdecznie pogratulować oraz z całego serca życzyć wszystkim samych szczęśliwych dni w nowej części powyborczego dwutysięcznego dziewiętnastego roku. W temacie poprawności języka polskiego jesteśmy mistrzami, więc jako dodatkową atrakcję w tymże dwutysięcznym dziewiętnastym anno domini roku proponuję zorganizowanie konkursu języka polskiego dla wszystkich chętnych mieszkańców naszego sercowo-europejskiego kraju.

Futboliści

Jak sportowa Polska długa i szeroka, wszędzie słychać „Piast Gliwice mistrzem jest!”. No, może poza Warszawą, ale tam zawsze wszystko jest inne, niż w pozostałych rejonach kraju (dla warszawiaków czytaj: na prowincji!). Zostawmy jednak najdziwniejszą piłkarską ligę Europy i skupmy się raczej na – też dziwnej, tyle że jakby mniej – reprezentacji.

Jesienny maj a Konstytucja

Środek maja, jesień w pełni… Uczciwie trzeba przyznać, że to rzadkość, nawet w naszej strefie klimatycznej. Zazwyczaj o tej porze roku panowała wyjątkowo piękna, ciepła i słoneczna aura. Wyjątkowo, bo – jak okazuje się w tym roku – maj to jeden z najbardziej okropnych i najmniej sympatycznych miesięcy w 2019 roku. Ponure, „małolistne” drzewa,  szaruga, słota, zimnica, zmrok, przenikliwy wiatr i siąpiący ostatnio deszcz, oto prawdziwa twarz miesiąca, który zazwyczaj uchodził nie tylko za najpiękniejszy, ale nawet za miesiąc – w naszej polskiej (nie walentynkowej) tradycji – zakochanych. Wszystko stoi, co widać zresztą za oknem.

Niepamięć

Słyszałem kiedyś, że… kto prochu nie wymyślił do sześćdziesiątki, już go nie wymyśli. Nie wiedzieć czemu, stwierdzenie to uznałem za „prawdę objawioną” i przyjąłem je dosłownie. Przyjąłem i się… przejąłem. No cóż, czas ciągle przyśpiesza, życie umyka galopem, bliżej pewnie już człowiekowi, niż dalej. A przecież wypadałoby pozostawić po sobie jakiś ślad, zwłaszcza, że gdzieś tam za progiem podstępnie czają się już – dwie nieodłączne francowate siostry – skleroza i demencja.

Oszustwo

Historia ta jest tak niezwykła, niesamowita, niewiarygodna, niesłychana i wprost nie z tej ziemi, że nie tylko trudno w nią uwierzyć, ale nawet ją opisać. No, bo jak niby mamy uwierzyć, że na przełomie XX i XXI wieku, dosłownie na naszych oczach, oszust (oszuści?) potrafił bezczelnie podszyć się pod najważniejsze w państwie osoby, wykonywać ich obowiązki, korzystać z ich przywilejów, odbierać w ich imieniu najwyższe światowe laury?!

Jaki wstyd!

Ach, ta ludzkość! Którejkolwiek dziedzinie naszego życia by się nie przyjrzeć, wszędzie kolosalny wręcz postęp. Ot, weźmy sobie chociażby taką sferę werbalną, czyli język. Tysiąc z górą lat temu krakowski bodajże mnich – kronikarz zapisał w prowadzonym przez siebie roczniku „DCCCCLXVI Mesco dux Poloniae baptizatur”, czym w prosty i oczywisty sposób przekazał nam kilka bardzo ważnych wiadomości. Dowiedzieliśmy się bowiem, że księciem Polski był niejaki Mesco (Mieszko), że przyjął on chrzest oraz, że wydarzenie to miało miejsce w 966 roku. Jedno proste zdanie, a tyle informacji. A tak przy okazji, wielka szkoda, że kronikarz ów nie określił miejsca, w którym książę Mieszko ochrzcił się. Uniknęlibyśmy wielu sporów i niepotrzebnych przepychanek pomiędzy Gnieznem, Ostrowem Lednickim i Poznaniem, które szczególnie przybrało na sile kilka lat temu, w przeddzień 1050 rocznicy owego wydarzenia.

Mamuśki

Łza się mi w oku kręci, a po plecach ciary chodzą, kiedy sobie przypomnę, jak grubo ponad cztery lata temu, o tej mniej więcej porze, zadzwoniła do mnie Mamusia i kategorycznym tonem oświadczyła, że jak tylko znowu zdecyduję się gdziekolwiek kandydować, to ona nie chce mnie znać! Zagroziła wtedy nawet, że się mnie wyrzeknie, że zmieni nazwisko, że woli by mówiono na nią Mama Muminka albo i jeszcze gorzej, byle tylko nie musiała być rodzicielką kogoś, kto zajmuje się polityką, nawet jeżeli dotyczy ona tylko szczebla lokalnego.

Europejskie bieganie…

Niezwykle fatalny – przynajmniej pod względem sportowym – był miniony weekend dla mieszkańców Gniezna i całej Wielkopolski. Poznański Lech przedłużył swoją mizerną, by nie powiedzieć fatalną passę i – poniekąd już tradycyjnie – uległ rywalowi po bezbarwnej (czytaj: bez ładu i składu) grze, o której najlepiej jak najszybciej wypadałoby zapomnieć. Kolejorz uległ na wyjeździe liderującej Lechii Gdańsk 0:1 i bezsensownie pęta się gdzieś tam w środkowej strefie tabeli, co zaszczytu ani honoru raczej jemu nie przynosi.

Subskrybuj to źródło RSS