Deprecha

Jesienią – mam to pewne jak w banku – zawsze dopada mnie melancholia. Popadam w takie dziwne stany psychiczne, że gdybym mógł wyjść i spojrzeć na siebie z boku, byłbym z pewnością przerażony. Powiedzieć, że jestem rozgoryczony czy nieszczęśliwy to mało, ogarnia mnie bowiem najczarniejsza rozpacz, a całe moje życie zamienia się w jedno wielkie i niekończące się pasmo mąk, udręk, nieszczęść i ciągłych upokorzeń. Spoglądam wstecz i  widzę, że wszystko zaczęło się, kiedy byłem jeszcze w łonie swojej matki.

Pod Trzema Mostami

Im bardziej zanurzam się w wiek średni stabilny, tym więcej mam rozterek i dylematów. Drobiazgi, nad którymi niegdyś niejako z marszu przechodziłem do porządku dziennego, teraz urastają do rangi trudno rozwiązywalnych problemów moralno – etycznych, by nie powiedzieć ważnych życiowych wyborów.

A pamiętasz...

A pamiętasz, że jak byłem mały, to zawsze było lato... Zawsze świeciło słońce, było cieplutko i cudownie śpiewały ptaki. Fakt – przypominam sobie jak przez mgłę – zdarzały się burze, grzmiało, „błyskało się”, padał deszcz, a nagrodą za to chwilowe załamanie pogody było... bezkarne brodzenie na bosaka w ciepłych kałużach. Niewiele było wtedy piękniejszych i zabawniejszych rzeczy na świecie.

Kompromitacja, czyli sukces

Nasza reprezentacja w piłce nożnej poniosła druzgocącą klęskę w starciu z Duńczykami. Nie dość, że przegraliśmy 4:0, to jeszcze uczyniliśmy to w katastrofalnym stylu, a że pojedynek odbył się w ramach eliminacji do MŚ, to i cały piłkarski świat dowiedział się o polskiej kompromitującej porażce. Najbardziej jednak boli fakt, że wielu „statystycznych” kibiców, po wygranej z Danią, widziało już biało-czerwonych na piątym miejscu w rankingu FIFA. Już byliśmy w ogródku, już witaliśmy się z gąską…

Desygnaty

O tym, że media uważają nas za kretynów wiadomo już powszechnie. Zapanowała bowiem dziwna moda, polegająca na tym, aby zamiast uczciwej i rzetelnej informacji krzyczeć tytułami, nagłówkami czy najróżniejszego rodzaju desygnatami. Synonimami, które mają za zadanie mrozić krew w żyłach, przykuwać wzrok lub po prostu zwracać uwagę. Tego typu zwroty i określenia są bardzo szybko podchwytywanie przez „pospolitych użytkowników języka” i funkcjonują sobie w nim zupełnie bezkarnie.

500 plus 500

Trudno w to uwierzyć, ale pewna moja znajoma pomyliła pigułki antykoncepcyjne z tabletkami na uspokojenie, w efekcie czego urodziła dziesięcioro dzieci i w ogóle się nimi nie przejmuje. Przejmować się zresztą nie musi, gdyż o nią i jej dzieci dba nasze, znowu socjalistyczne, państwo, czyli mówiąc krótko – my wszyscy.

Tomasz z Gniezna

Kilka lat temu jeden z moich przesympatycznych znajomych zaskoczył mnie dziwnym pytaniem. Otóż, zapytał on, czy gdyby zdecydował się kandydować w kolejnych wyborach samorządowych na prezydenta Gniezna, to czy zostałbym szefem jego sztabu wyborczego, a po wygranych wyborach rzecznikiem prasowym.

Święte Gniezno...

Być może się powtarzam, bo artykułowałem to już wielokrotnie. Pisałem, mówiłem, akcentowałem, że żałuję, iż nie jestem miejskim radnym. Tak bardzo chciałbym włączyć się w realizację wiekopomnego planu miejskich rajców, jaki sobie w każdej chyba zakładają kadencji, a polegającego na tym, aby jak najwięcej miejsc w naszym mieście otrzymało – delikatnie mówiąc – „święte” lub przynajmniej „świątobliwe” nazwy.

Subskrybuj to źródło RSS