http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Secesja

Ludzie, żona mnie zostawiła! A zaczęło się tak niewinnie. Reakcja prawdziwie łańcuchowa rozpętała się parę lat temu, a dokładnie wtedy, kiedy Kosowo oderwało się od Serbii i ogłosiło niepodległość. Pamiętacie jak Stany Zjednoczone – bo co im tam – natychmiast uznały to nowe europejskie państwo. Wtedy w odwecie Serbowie uznali prawo północnoamerykańskich Indian do własnej państwowości i z radością uznali niepodległość Królestwa Apaczów, Królestwa Siouxów oraz Cesarstwa Mohikanów. W imieniu tych ostatnich do Belgradu przybył z osobistym podziękowaniem sam Unkas.

Panaceum

Okazuje się, że reklamy – nawet te najgłupsze i najbardziej nachalne – niekoniecznie   muszą kłamać. Oto bowiem przykładowo, prawdą jest, że cudowne lekarstwa naprawdę istnieją. Wiemy o tym wszyscy. Zdecydowana większość z nas, co rusz przecież przeżywa, mniej lub bardziej gwałtowny, atak producentów owych niesamowitych preparatów o cudownie uzdrawiających właściwościach lub – co częściej – próbę zainteresowania nimi przez kogoś znajomego, kto już cudowny eliksir zna, zażywa i szczerze poleca, i właśnie dobrze się składa, bo akurat buduje siatkę sprzedaży.

Szwardzwals

W jednym z największych gnieźnieńskich hipermarketów można kupić – uwaga! – szynkę SZWARDZWALSKĄ. Ten niewątpliwie oryginalny produkt, być może nawet spokrewniony z tradycyjną szynką szwarcwaldzką, opatrzony był komentarzem: „Najlepsza jakość w najlepszej cenie”. Szczerze mówiąc nie wiedziałem, że szwardzwalskie wyroby cieszą się tak dobrą jakością, no i ceną. Zresztą, skąd miałem o tym wiedzieć, skoro nawet nie wiem gdzie ów Szwardzwals leży. Aha, gdyby komuś było mało owego szwardzwalskiego smakołyku może dokupić sobie, w tym samym hipermarkecie, salami ZIŁOWE. To pewnie z kolei jakiś wyrób bardzo podobny do salami ziołowego, jednak sądząc na podstawie nazwy,  dodaje się do niego nie zioła a ziła. Siła ził!

Tajemnica państwowa

Wołodię poznałem jakieś prawie już 40 lat temu, w czasie studiów, w Moskwie. Była pierwsza połowa lat 80-tych. My byliśmy już po doświadczeniach pierwszej Solidarności, oni tkwili w głębokiej komunie, a mówiąc obowiązującym wówczas językiem, byli rozwiniętym społeczeństwem socjalistycznym. Do pełni szczęścia, czyli do prawdziwego komunizmu, brakował im już tylko mały kroczek.

Wspomnienia merkantylne

Wszystko wskazuje na to, że ów paskudny koronawirus zagościł u nas na dobre i nieprędko nas opuści. Wszyscy są załamani – a jakże – wszyscy, oprócz mnie. Bo ja uwielbiam uciekać od rzeczywistości, żyć przeszłością, wracać myślami, wspominać… Ostatnio, przechodząc obok nieczynnej galerii handlowej, wspominałem, jak to jeszcze stosunkowo niedawno robiłem zakupy z osobistą małżonką. Tą samą, o której czasami myślałem, że wyszła za mnie tylko po to, żeby mieć z kim chodzić po sklepach.

Smród

Co to się u nas porobiło? Co zrobiliśmy z tym pięknym onegdaj krajem, położonym między Bugiem a Odrą lub – jak wolą niektórzy – rozciągającym się „od Bałtyku po gór szczyty”? Jeszcze stosunkowo niedawno śmialiśmy się z dowcipów typu: – Dlaczego na wsi jest świeże powietrze? – Bo chłopi okien nie otwierają! Tymczasem… „życie przerosło kabaret”! Świeżego powietrza nie ma już ani na wsi, ani w mieście, a Polska należy do najbardziej zanieczyszczonych krajów Unii Europejskiej. Zamiast powietrzem, oddychamy jakąś bliżej nieokreśloną mieszanką trujących gazów, a statystyki zachorowań i – co gorsza – zgonów, spowodowanych skażonym powietrzem, są po prostu zatrważające. Złośliwi twierdzą nawet, że smog tak trwale wrósł już w nasz krajobraz, iż niedługo zostanie wpisany na polską listę dziedzictwa narodowego.

Nuda w czasie zarazy…

Oglądam mecz, powtórkę oczywiście, Real Madryt bezlitośnie gromi jakiegoś tureckiego cieniasa z aspiracjami do Ligi Mistrzów. Jest już 4:0, a nie skończyła się nawet jeszcze pierwsza połowa. Nawiasem mówiąc, w tureckim zespole nie gra ani jeden Turek, ale co mi tam… I tak patrzę bez większego przekonania i jakiegokolwiek zainteresowania, jak na wszystko, co już dawno się zdeaktualizowało, przebrzmiało.

Wielkanoc wczoraj i dziś

Od dawna wiadomo, że najsympatyczniejsze ze świąt jest wyczekiwanie na nie. Bo jak już przyjdą, to mijają, jak z przysłowiowego bicza trzasł. Pozostaje niedosyt, żal, rozczarowanie, no i tradycyjny polski kac poświąteczny. Tyle przygotowań, pracy, bieganiny, nerwów i stresów, a wszystko po to, by przez dwa dni jeść (pić), spać i nudzić się. Kompletnie bez sensu!

Subskrybuj to źródło RSS