3 batalie na 2 frontach

Jeszcze 3 tygodnie temu, składając sobie życzenia noworoczne, zastanawialiśmy się wszyscy, co też przyniesie nam nowy – 2018 – rok. Wiemy oczywiście doskonale, że oczekiwania to jedno, a rzeczywistość drugie. Mamy świadomość, że różni ludzie przywiązują wagę do różnych rzeczy, zdarzeń, zjawisk, osób… itp. Rozumiemy, że różne  zainteresowania rodzą różne preferencje. Jedno wszakże nie ulega najmniejszej wątpliwości, a mianowicie to, że w bieżącym roku czekają nas 3 wielkie batalie, na dwóch – na szczęście w przenośni – frontach.

Jubileusz

Dawno, dawno temu, lat 10 z okładem, za górami, za lasami, za szeroko rozlanymi rzekami – wszystko oczywiście w zależności od tego, z której strony się patrzy - na wielkopolskich równinach, u stóp gnieźnieńskiego Wzgórza Lecha, założył Karol portal informacyjny „informacjelokalne.pl”. Tak, tak, dokładnie ten sam, w którym czyta(sz) Pani/Pan właśnie niniejszy felieton. Trudno uwierzyć, a jednak!

Święto Trzech Króli

Kilka lat temu pewien znany polski satyryk skwitował lawinę życzeń, jaką z okazji świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku przekazują sobie nasi rodacy, krótkim, aczkolwiek niezwykle trafnym i dobitnym stwierdzeniem, które brzmiało „wszyscy wszystkim wszystkiego”. Uczciwie przyznaję, że jeszcze dwa tygodnie temu również i ja byłem jednym z kamyczków owej „życzeniowej” lawiny. Byłem maciupkim trybikiem w ogromnej, wielomilionowej machinie, której kwintesencją były słowa „wszystkiego najlepszego...”.

Na ten Nowy Rok

Za kilka dni powitamy Nowy Rok, który rozpocznie nowy – 2018 – rok. Przełom starego i nowego z pewnością upłynie – podobnie jak i minione święta Bożego Narodzenia – pod hasłem „wszyscy wszystkim wszystkiego”. I właśnie z najzwyklejszej troski o wypełnienie się powyższej formuły, nieśmiało sugeruję, aby na styku 2017 i 2018 wykonać kilka tradycyjnych czynności, które zapewnią nam szczęście, powodzenie i dostatek.

Gwiazdka 2017

Za 3 dni wigilia Bożego Narodzenia. Czy to się nam podoba czy nie, musimy przywyknąć do jesienno – wiosennych (bezśnieżnych i bezmroźnych) świąt. A przecież co jak co, ale śnieg i mróz akurat w te szczególne dni, bardzo by się przydał. Ba, przychodzi nam też  godzić się z wieloma innymi rzeczami, powodującymi, że dzisiejsze święta znacznie różnią się od tych z dzieciństwa. Ot, weźmy chociażby taką globalizację czy komercjalizację, która sprawia, że łatwiej dzisiaj o coca – colę czy hamburgera niż sianko pod obrus na wigilijnym stole. A czemu niby mają służyć pasterki odprawiane o godz. 22.00? Pewnie naszej wygodzie. A jeżeli tak, to równie dobrze  można i ją odprawić w pierwszym tygodniu grudnia, kiedy wszyscy mają więcej czasu, a ciśnienie przedświąteczne jest zdecydowanie mniejsze.

Przedświątecznie...

O, tempora! O, mores! Nikomu już nie można wierzyć. Zapowiadany od dłuższego czasu ostry atak zimy nie nastąpił. Miało powiać chłodem i zdrowo sypnąć śniegiem, tymczasem i jednego i drugiego, ani widu, ani słychu. Owszem, śniegu w niedzielny wieczór, to nawet trochę spadło, ale co z tego, skoro w poniedziałek rano nie było już po nim śladu…

Idą święta...

Jestem załamany. Nastała bowiem taka pora roku, że nic tylko usiąść i płakać. Durno, chmurno, nieprzyjemnie... – jak onegdaj śpiewał niezapomniany (?) Jan Kaczmarek. I rzeczywiście, niektóre dni są tak paskudne, że nawet z domu nie chce się wyjść. Ba, żeby tak tylko było można, przeczekać do wiosny w ciepłym, przytulnym mieszkanku z odpowiednim zapasem zielonej herbatki i soku malinowego, kaset i płyt oraz koniecznie z nieograniczonym dostępem do internetu! Niestety, trzeba chodzić do pracy, trzeba robić zakupy i trzeba wykonywać mnóstwo innych życiowych czynności, bez których ani rusz. Cholerny świat! A na zewnątrz czyhają same niebezpieczeństwa, ot chociażby bardzo groźna – przynajmniej zdaniem mediów – grypa. I to taka grypa, na którą co roku w Polsce umiera od kilku do kilkunastu osób, z czego połowa ze strachu.

Zima za pasem

Trudno w to uwierzyć, ale jutro już zaczyna się grudzień. A jak grudzień, to – powszechnie wiadomo – zima za pasem. Prawdziwa zima, taka, co to potrafi i skutecznie przymrozić i obficie śniegiem sypnąć. Jej przedsmak ponoć mamy poczuć na własnej skórze już w najbliższy weekend, a to za sprawą jakiegoś bliżej nieokreślonego... niżu genueńskiego (cokolwiek to znaczy).

Subskrybuj to źródło RSS