http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Facebook. Wolność słowa czy wolność osobista?

Nie miało już być słowa o Marszu Równości. I nie byłoby. A jednak marsz przeszedł, a nienawiść i hejt pozostały. Nie będę się powtarzał, o moim monotypie, a może jednak: jedna żona, jeden syn, jeden Bóg. Mam też jednego papieża – Franciszka innego dziś nie ma. Taką drogę wybrałem świadomie. Tylko, że to jest moja droga i nikomu jej nie narzucam, ale też nikomu nic do niej. Wiem z tego powodu, nie dostanę: 500 +, nie dostanę mieszkania socjalnego, nie dostanę darmowego biletu na szlakę dla syna, ani dopłaty do czynszu. Mój wybór i moje konsekwencje, nie widzę powodu, by zazdrościć komuś jego wyborów, a przede wszystkim jego konsekwencji. Szanuję wybory innych.

Wbrew małostkowości. Historia opowiadana w niewielkim Czerniejewie

Tak to już jest... Kiedy coś robisz liczba tych, którzy trzymają kciuki, żeby się nie udało, jest proporcjonalna do tych, których ucieszy twój sukces. Jak nawinął kiedyś Paweł Włodkowski z MOLESTY „jest coś czego ci ludzie nie wybaczą – sukces”. Zostawiam jednak „życzliwość” tzw. branży lokalnych mediów. Tu już dawno taka niepisana zasada: cisza o działaniach Soberskiego, szczególnie. No bo ogólnie milczymy, nawet gdyby ktoś z konkurencji Nobla dostał. Głupie to? No jest głupie.

Kim jest człowiek, który boi się własnego nazwiska? Bezimiennym, tchórzem. To proste

Się zaczęło, pisanie komentarzy. Czy to źle? Chyba nie. Anonimowość internetu, wygodniejsza niż dzwonienie do wydawcy. Wygodniejsza dla wszystkich. Zatem przyznam, że po moim artykule o jednej z konferencji w starostwie pan/pani bez imienia i nazwiska (czyli Nikt?) wysłał komentarz. Redaktor naczelny zdecydował, że nie publikujemy tego komentarza, jak i wielu innych pod innymi tekstami. Jako autor komentowanego tekstu i zastępca red-nacza, raczej nie miałem nic przeciwko publikacji. Zgodziłem jednak się z Karolem, że tu nie chodzi o mnie, czy portal tylko o to, że zacznie się ping – pong polityczny i internetowa jatka.

List zastępczy. Co się stało w tym mieście (i powiecie) nad Weneją?

Dziś będzie bardziej społecznie niż kulturalnie. Choć jak nie zdążyliśmy jeszcze zauważyć, ktoś uznał, że sprawy społeczne w powiecie gnieźnieńskim będą teraz kulturalne. W sumie decyzja starostwa ma jakieś uzasadnienie. Zarówno sprawy społeczne, jak i kultury to obszary zajmujące się ludźmi niedostosowanymi lub dysfunkcyjnymi. Po prostu permanentna patologia kultury. Tylko to raczej inne formy niedostosowania są, rzadko się z sobą przenikające.

Gnieźnianie są niereformowalni w sprawie segregacji śmieci? A może, to nie mieszkańcy są winni

Dziś krótko, bo temat śmierdzący. Nie będę pisał o smogu, ten, jaki jest, każdy się dusi. Zacznę od mojego podwórka. Sąsiedzi zwłaszcza ci starzy, nie pisze tu o wieku, tylko zasiedzeniu, to normalni, dobrzy ludzie. Po naszym podwórku fruwają wiecznie śmieci, nie jest to jednak raczej niczyją złą wolą. Myślę też, że fakt, iż są tu jeszcze: adwokaci, dwa lokale gastro i hostel, ma pewnie wpływ na ilość wyprodukowanych śmieci, nie wierzę jednak, że wszystkiemu winni „prywaciorze”.

Róbmy swoje. Myśl lokalnie, działaj globalnie, a nie dyrdymały

Już raz postawiłem veto słowom René Dubos. Zakładam, że myśl wyprzedza działanie, tak jak, zanim zakładamy krawat, trzeba oblec na siebie, jak mawiała moja babka, podkoszulek — potem koszulę i dopiero na nią np. niebieski jedwabny Hemley. Odwrotna kolejność jak się, kto uprze, jest rzecz jasna możliwa, tyle że elegancka nie jest. Myśl - potem czyn. Gacie, a potem portki. Nie da się mieszkając na Kareji myśleć jak na Brooklynie, nie da się też myśleć jak „Boy or Girl from Hackney”. Ten konkretny bruk, który szlifujemy za gzuba, konkretny widok za oknem, a nawet smog w powietrzu, kształtuje nasze myślenie – to wydaje się oczywiste.

Subskrybuj to źródło RSS