http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Kłopoty z duszą i ciałem

Wyróżniony Kłopoty z duszą i ciałem

Pan prezydent Komorowski podpisał ustawę o leczeniu bezpłodności i upodobnił się zarazem do króla Zygmunta Augusta dlatego, iż jeden z jej zapisów skierował do TK  motywując to tym, że i on nie chce być strażnikiem sumień Polaków.


Tak czy siak, szykuje się nam niezły młyn, bo ustawa już jest kwestionowana przez opozycję, a zmiany w niej wydają się w perspektywie najbliższych wyborów parlamentarnych bardzo realne. Rzecz jednak rozbija się o to, że również coś takiego jak nie istniejąca dla mnie „opinia publiczna” (czyli nie żadna tam siła polityczna) jest bardzo podzielona w kwestii samej idei leczenia bezpłodności, bo wielu ludzi coś zupełnie innego widzi w tym jakoby prostym pojęciu. Czy „opinią publiczną” jest więc ta część społeczeństwa która uważa, że takim leczeniem jest metoda in vitro, czy też są nią ci którzy twierdzą, że to nie jest leczenie, tylko „produkcja ludzi”, a prawdziwą alternatywą jest „naprotechnologia”, o której z kolei Światowa Organizacja Zdrowia, czyli WHO, wypowiada się jak o potworze z Loch Nes.

Przyznaję, że sam jestem w kropce, bo czy np. zainstalowanie komuś plastikowego stawu biodrowego, lub też zastąpienie chorego serca innym etc. etc. jest leczeniem, czy też nie. Odpowiedź poprawna jest dowolna, bo zależy od tzw. punktu patrzenia, czyli od osoby udzielającej odpowiedzi, chociaż bardziej prawidłowa wydaje się ta, że nie jest to leczenie, tylko przywrócenie do  stanu używalności nie działającego poprawnie organizmu w sposób sztuczny.

Kłopot z tym, że z zapłodnieniem pozaustrojowym jest jeszcze więcej zamętu dlatego, że jest ono takim przywróceniem tylko jednorazowym, dla każdego - oczywiście udanego - aktu.
Jak raz wczoraj słyszałem w telewizji, że za metodą in vitro opowiada się ponad 80% procent Polaków, czyli tyle samo - co podobno szans na własne dziecko bez szkiełka - przyznaje sobie (ale tylko sama) naprotechnologia! Wszystkie te procenty nijak się jednak mają do deklarowanej przez Polaków przynależności do Kościoła Katolickiego, który  zrzesza ponoć ponad 90% ludności kraju i jest tejże szklanej metodzie zdecydowanie przeciwny. Gdzie w tym diabelskim młynie podziała się opinia publiczna, to ja już nie wiem, bo nie można być jednocześnie za i przeciw, czyli tu i tam.

Cały ambaras rozbija się zaś właściwie o jedną rzecz kardynalną. Od kiedy mianowicie poczęta istota ludzka, staje się człowiekiem? W tej delikatnej materii podzieleni są wszyscy z wszystkimi, ale najbardziej radykalne i jednoznaczne stanowisko prezentuje dzisiaj Kościół który uważa, że już powstały z połączenie komórek matki i ojca zarodek, jest człowiekiem i tyle. Dla człowieka myślącego kategoriami ścisłymi, może on zaś być tylko człowiekiem potencjalnie, bo z jednej strony na pewno nie jest gatunkiem obcym, ale z drugiej, nie jest i nie koniecznie będzie – i to bez względu na to, czy począł się naturalnie czy też sztucznie – człowiekiem, czyli samodzielnym, oddzielonym od łożyska swojej matki bytem, potencjalnie obdarzonym zdolnością do stania się „homo sapiensem”. Dla wątpiących w logiczność mojego rozumowania sceptyków, zadaję pytanie dodatkowe. W jakim stopniu taki noworodek stałby się człowiekiem, gdyby go - jak sławnych założycieli  Rzymu - wychowały np. wilki, a nie ludzie.

Według nauk Kościoła, wcale nie było jednak ewolucji, a człowiek nigdy nie był i nie jest zwierzęciem dlatego, że jako jedyny posiada nieśmiertelną duszę i zawsze był gotowy od zaraz. Dzisiaj spór dotyczy tego, kiedy ją otrzymuje, bo obecny „postęp nauki” (ten cudzysłów to nie wiadomo po co) każe niektórym twierdzić, że dzieje się to w chwili poczęcia i to nawet wtedy, gdy lekarz nakłuwa komórkę żeńską, aby ulokować w niej plemnik. Wszystko to zaś dzieje się nie w łonie matki, tylko na szkiełku Petriego. Zgroza.
Takie stanowisko Kościoła obowiązuje dzisiaj, bo w czasach św. Tomasza z Akwinu, wielkiego myśliciela i doktora Kościoła ustalono, że rzecz wcale nie jest taka prosta. Otóż obowiązywała wtedy zasada, że płód męski otrzymuje duszę, a więc staje się człowiekiem i podlega ochronie - również przed aborcją - w 40 dniu od poczęcia, a płód żeński, dopiero w 80 dniu od poczęcia. To, skąd oni wiedzieli kiedy nastąpiło samo poczęcie i skąd wiedzieli jakiej potencjalny potomek jest płci, aby go tak czy siak traktować, tego nie wie nikt. Tak po prostu wierzyli, a z wiarą się nie dyskutuje i tyle.

Ja sam wierzę w ewolucję, ale i w to, że każdy człowiek normalny, czyli zdrowy na umyśle - posiada sumienie, które można nazwać również duszą, czyli bytem niematerialnym, który odróżnia nas od każdego żyjącego dzisiaj zwierzęcia i generalnie, to jestem przeciwnikiem aborcji (oczywiście że nie w każdym przypadku) oraz za metodą in vitro, też w uzasadnionych przypadkach.

Punktem wyjścia dla mojego stanowiska jest to, że bytów idealnych nie ma i każdy człowiek obdarzony szczyptą inteligencji, musi się z tym stanowiskiem zgodzić. To zaś czy sam skorzysta z propozycji dzisiejszej nauki - czy też jakiejś szarlatanerii, to już wyłącznie wybór jego nieśmiertelnej duszy.

Z Panem Bogiem!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.