http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Zapomniane lokalne historie tragiczne

Wyróżniony Zapomniane lokalne historie tragiczne

Na wojnie ludzie giną z różnych powodów i w różnych okolicznościach, zawsze tragicznych, ale czasami - dość głupich – jakkolwiek to zabrzmi. O wydarzeniach związanych z „wyzwoleniem” Czerniejewa (ten cudzysłów to dlatego, że miasta nikt nie bronił. Ba, już wyzwolone, ktoś chciał ponownie zdobyć) ale ja nie o tym, chociaż, po kolei…


O wydarzeniach związanych z zakończeniem wojny w Czerniejewie szeroko pisał ś.p. Kazimierz Bilski, na podstawie własnych wspomnień, oraz ja sam, na podstawie wspomnień rodziców i znajomych z lat dzieciństwa, tudzież na podstawie zeznań świadków składanych mnie na potrzeby tworzonej książki Życie przemija, pamięć pozostaje (do pożyczenia w bibliotekach miasta Gniezna i do kupienia w Czerniejewie za 20 zł) We wspomnianej książce podaję, że tzw. wyzwolenie mojego miasta kosztowało życie 35 Niemców i sześciu Rosjan. Dzisiaj wiem na pewno, że ofiar tych było więcej, ale ile dokładnie tego nie wie nikt dlatego, że podana liczba obejmuje - w przypadku Niemców - ilość ekshumowanych ze zbiorowej mogiły żołnierzy, którzy po śmierci przypominali jeszcze ludzi, czyli byli w jednym kawałku. Parę dni temu spotkałem się bowiem ze świadkiem, który opowiadał mi o rozmaitych epizodach tych wydarzeń i powiedział o tym co widział w rozbitym za szkołą niemieckim pojeździe pancernym, któremu o mało nie udało się uciec do pobliskiego lasu. Otóż wewnątrz były tylko rozbryzgane po ścianach i przypalone strzępy załogi. Nikt nie był w stanie nawet powiedzeń ilu ludzi tam zginęło. Ja wiem, że przytaczanie tego typu faktów jest zbyt drastyczne, ale tak właśnie wygląda wojna.

Podobny los spotkał załogę jednego z radzieckich czołgów, który po trafieniu go na terenie szkoły dosłownie eksplodował i rozpadł się na strzępy, Co stało się z jego załogą, nie trudno się domyślić. Moja opowieść zmierza jednak w nieco innym kierunku i dotyczy wydarzeń po zakończeniu walki. W książce opisany jest epizod cudownego ocalenia jednego Niemca, który przeżył rozstrzelanie. O okolicznościach tego wydarzenia opowiadał mi jego nieletni wówczas świadek. Teraz rozmawiałem z innym, który mieszkał w domu na którego podwórzu odbyła się egzekucja. Otóż kiedy się okazało, że jeden z Niemców przeżył salwę pepeszy, jego ojciec udał się do radzieckiego kamandira z pytaniem, co teraz z tym nieszczęśnikiem zrobić. Rosjanin jemu oświadczył, że walka się zakończyła i on już do nikogo strzelał nie będzie, przytoczony fakt odsłania pewnie różny od wyobrażeń obraz rosyjskiego żołnierza. Kim jednak byli ci biedni ludzie, którzy tutaj zginęli? Tego już się nigdy nie dowiemy, bo aczkolwiek starałem się tego dociec po obu stronach konfliktu, to moje wysiłki spełzły na niczym.

Co prawda o tym jednym szczęśliwcu wiem więcej, był on stroicielem fortepianów i raczej nie marzył o pójściu na front. Ten cudownie zakończony epizod pozwala mi przejść do innej tragicznej historii, o której w czasie realizacji wspomnianej książki pierwsza  opowiedziała mi wychowanka PDDZ, Wanda I. która jako dziecko była świadkiem ekshumacji radzieckiego żołnierza z mogiły znajdującej się za czerniejewskim pałacem, w którym mieściła się wspomniana placówka wychowawcza, a zaraz po wojnie stacjonowali Rosjanie. Otóż pani ta najbardziej zapamiętała z tej upiornej operacji jeden szczegół. Powiedziała mi, że nieboszczyk był zakopany nie w żadnej tam trumnie tylko w takim „korycie od świni” I tutaj Czytelnikowi należy się wyjaśnienie. Nie chodziło bynajmniej o koryto do podawania karmy, tylko o koryto używane wtedy powszechnie do oparzania ubitej świni przed jej oskrobaniem ze szczeciny. Autorka tych wspomnień dokładnie określiła mi miejsce i teraz, ilekroć przechodzę tamtędy z pieskiem, to wspominam tragedię tego człowieka, o którego losie opowiedział  mnie teraz wcale o to nie pytany człowiek, o którym wspominałem powyżej.

Otóż okazało się, że ów nieszczęśnik zakopany w parku, wcale nie zginął od niemieckiej kuli, tylko sam się zabił z powodu zdrady kochanki („frontowej żony”) która go opuściła i  odjechała szukać szczęścia, a on trafił do koryta „złotej rączki” Domu Dziecka pana S. Każdy człowiek niezależnie od okoliczności zewnętrznych które go dopadną, pozostaje człowiekiem i do ostatnich swych dni dokonuje wyborów, dobrych lub złych. Ten miał za sobą wojnę i można by pomyśleć, ze się mu udało, ale wybrał jak wybrał i teraz spoczywa na cmentarzu przy witkowskiej, ale w którym grobie? A któż to wie. Sprawa ustalenia tożsamości poległych tutaj Niemców jest beznadziejna, Ale i z Rosjanami jest zupełny galimatias. Otóż od samych Rosjan otrzymałem imienny wykaz poległych w okolicy i z adnotacją, że są oni pochowani przy witkowskiej. Szkopuł w tym, że w tym wykazie nikt nie zginął w czasie wyzwolenia Czerniejewa! Nikt taki nie figuruje też w książce Waleriana Występskiego o gnieźnieńskich cmentarzach. Ja sam pamiętam dwa groby Rosjan na naszym parafialnym cmentarzu, skąd ich ekshumowano. Wszystko to są już jednak zapomniane lokalne historie…

4 komentarzy

  • Włodek Nowakowski
    Włodek Nowakowski poniedziałek, 19, listopad 2018 00:40 Link do komentarza Raportuj

    Zawsze lubiłem słuchać wspomnień mojej babci o tym co się działo w czasie okupacji i pierwszych latach powojennych. Nikt jednak wówczas nie myślał o spisywaniu tych wspomnień i to był błąd, bo dzisiaj już niewiele z tego pozostało... Pamięć zawodna... Panie Szczepanie dziękuję za takie artykuły. Pozdrawiam

  • Maria
    Maria niedziela, 18, listopad 2018 22:22 Link do komentarza Raportuj

    Panie Szczepanie piękną historię Pan opisał. Tragiczna, ale wzruszająca... Dziękuję!

  • Szczepan
    Szczepan niedziela, 18, listopad 2018 14:49 Link do komentarza Raportuj

    Szanowna Pani. Zgadzam się z Panią w całej pełni w tym, że pamięć o wielu ciekawych i tragicznych wydarzeniach z lat wojny przetrwała w wielu miejscach, ale to są ostatnie chwile na ich "zatrzymanie w czasie" i powinniśmy zrobić wszystko, aby ci którzy przyjdą tu po nas, mieli świadomość tego, skąd się wzięli i czemu tutaj jest tak, a tam inaczej.. Z Pani wpisu wynika, że jest Pani dysponentem takiej wiedzy, proszę więc o jej spisanie i opublikowanie. Zachęcam też do utrwalenia wiedzy innych na dostępnych dzisiaj urządzeniach zapisujących. Pozostawmy po sobie jakiś ślad, szkoda, aby pozostał tylko milczący grób...Samego dobra.
    Szczepan Kropaczewski

  • Justyna Wieczorek
    Justyna Wieczorek niedziela, 18, listopad 2018 13:24 Link do komentarza Raportuj

    Drogi autorze takich tragicznych, ale niestety zapomnianych historii w okolicach Gniezna jest wiele... Ludzie odchodzą, pamięć przemija... Pozdrawiam

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.