Logo
Wydrukuj tę stronę

Drużyna Tomasza

Wyróżniony Drużyna Tomasza

Żeby wszem i wobec było jasne, i to nawet w zaprzeczeniu do użytego nieco powyżej tytułu, uprzejmie informuję, że coś takiego jak „drużyna Tomasza Budasza” – w umysłach zdecydowanej większości średnio rozgarniętych gnieźnian z pewnością momentalnie zapala się lampka z napisem „Drużyna Pierścienia, a więc tym bardziej” – nie istnieje!


Zanim jednak do tego dojdziemy, chciałbym jeszcze na chwilkę powrócić do minionych wyborów, a właściwie do przedwyborczej debaty kandydatów na prezydenta Gniezna, jaka odbyła się w jednej z sal jednego z gnieźnieńskich hoteli. Odwołuję się do tego zdarzenia, ponieważ doszło tam do gorszącej – przynajmniej moim zdaniem – i cokolwiek bulwersującej sceny, kiedy to prowadzący spotkanie redaktor Maciej Maliński przedstawił trzech kandydatów (P. Kamiński, P. Lubbe, Z. Miękiszak) i poinformował, że w spotkaniu nie weźmie udziału obecny prezydent T. Budasz, ktoś z obecnych w sali wykrzyknął, że… „pewnie goni króliki po mieście”, co – sądząc po reakcji – rozśmieszyło kilku mniej sprawnych intelektualnie przedstawicieli publiczności. Niestety, nie zauważyłem kim był ów „dowcipniś”, a szkoda, bo bardzo chciałbym go zapytać, jak się czuje po tak druzgocącym triumfie byłego i obecnego prezydenta i czy może też chciałby za kimś lub czymś „pogonić po mieście”, może przykładowo za rozumem?!

Wspominam to zdarzenie tylko i wyłącznie dlatego, że – uważam – należy brać odpowiedzialność za swoje słowa, zwłaszcza te wypowiadane publicznie oraz dlatego też, że głupota (i inne negatywne uczucia) nie powinny brać góry nad zdrowym rozsądkiem (i uczuciami pozytywnymi). Nie mam najmniejszego zamiaru bronić tutaj Tomasza Budasza czy wręcz go gloryfikować, bo on tego po prostu nie potrzebuje. Wygrał w cuglach, zdystansował rywali, praktycznie rzecz biorąc… rozjechał ich (nas!), broni go osiągnięty wynik i czy to się komuś podoba czy nie, należy podejść do tego z powagą i szacunkiem.

Tego samego nie da się niestety powiedzieć o „Tomaszowej drużynie”. W przywołanej na wstępie niniejszych rozważań „Drużynie Pierścienia”, jej członkowie tworzyli idealny zespół, uzupełniając się nawzajem. Każdy z nich wnosił coś swojego, niepowtarzalnego, co w chwilach zagrożenia mogło uratować cały team. Tymczasem patrząc na „drużynę z ulicy Lecha” nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w zdecydowanej większości widzę dość przypadkowo dobrane tradycyjne… maszynki do głosowania. Wielu radnych znam osobiście, niektórych nawet bardzo lubię i to właśnie uprawnia mnie do takiego, a nie innego spojrzenia na „problem drużyny”. Odrzucam więc prywatne sympatie, „uobiektywniem się”, patrzę chłodnym okiem i jakoś nie widzę tutaj tej kreatywności i innowacyjności, o której czytałem na przedwyborczej ulotce.

Widzę natomiast doskonale efekt działania metody d’Hondta, powodujący, że liderzy list pociągnęli za sobą osoby, które niekoniecznie cieszą się aż takim społecznym zaufaniem, by zasiadać w radzie. Zresztą, wystarczy porównać ilości głosów, jakie otrzymali poszczególni kandydaci i wszystko będzie jasne. Uważam też – to moje osobiste zdanie i nikt nie musi się z nim zgadzać – że twórczych i kreatywnych, mówiących własnym głosem, prospołecznych działaczy i najzwyklejszych pasjonatów można w obecnej radzie policzyć na palcach jednej ręki.

I jeszcze jedno, co – szczerze mówiąc – kradnie mi spokój i spędza z powiek sen, czyli ta koalicja... Ja wiem, dlaczego musiała zostać zawarta, ja wiem przeciwko komu, ja to nawet rozumiem, ale jako człowiek z solidarnościowym rodowodem (mam na myśli oczywiście tę wielką Solidarność, tę z lat 80-tych, tę, za którą dostawało się ZOMOwską pałą, tę z Wałęsą na czele, tę kiedy za słowem „solidarność” kryła się treść i jak najbardziej pozytywne emocje) nie mogę tego ani strawić, ani przeboleć. Momentalnie przypomina się mi Jaromir Dziel – człowiek skądinąd przecież zacny i bardzo wartościowy – i te jego „eSeLDowskie szabelki”, jakoby niezbędne do dobrego zarządzania miastem. Mam tylko nadzieję, że obecna koalicja wyrąbie sobie swoimi szabelkami więcej szczęścia, więcej dokonań, więcej sukcesów i osiągnięć. Może nawet uratuję Wenecję przed niechybną śmiercią! Amen.
Informacjelokalne.pl