http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Po wyborach

Wyróżniony Po wyborach

Dokładnie dwóch tygodni potrzebowałem na to, by dojść do siebie po przegranych wyborach. Przy okazji, Karolu, dziękuję za urlop!


Na początek małe sprostowanie, związane z wyborami właśnie, a ściślej mówiąc z przedwyborczą kampanią. Otóż, nie mam na imię Fredyk, nie noszę też imienia Fred, Zygfryd, Fryderyk, Ferdynand czy też żadnego innego, od którego można by ukuć taką formę.

Mirosława Fredyk to moja wspaniała i przesympatyczna koleżanka, z którą ślepy – ale jakże łaskawy – los połączył mnie przed tegorocznymi wyborami do tego stopnia, że nasze twarze, imiona i nazwisko widniały obok siebie na jednej wyborczej „dykcie”.
    
Znajomość z Mirką – i nie tylko – to jeden z wielu pozytywów minionej – to nic, że przegranej – kampanii. Tak samo zresztą, jak odświeżenie znajomości czy kontaktów towarzyskich z wieloma innymi wartościowymi i najzwyczajniej w świecie fajnymi osobami, od Pawła Lubbego (pamiętamy o odmianie nazwisk, prawda?) poczynając, poprzez Adama Galusa a na p. Bogusiu kończąc.
    
Plusów „dodatnich” (cha, cha, cha… !) było oczywiście znacznie więcej i myślę, że będzie jeszcze okazja, by opowiedzieć o nich na tych łamach. Ponieważ większość ich jest niewymierna i nie od razu je widać, proszę mi uwierzyć na słowo, że summa summarum… opłacało się! Nowe doświadczenia życiowe – i nie tylko – są po prostu bezcenne.
    
Pojawiły się oczywiście także plusy „ujemne” (cha, cha, cha… !), czyli wrażenia negatywne, oto bowiem okazało się – a stwierdzam to ponad wszelką wątpliwość – że miażdżąca większość elektoratu w najmniejszym nawet stopniu nie jest zainteresowana programami wyborczymi. Jest natomiast bardzo zainteresowana wykorzystaniem możliwości ponarzekania sobie, napiętnowania, szkalowania i w najlepszym razie – mówiąc delikatnie – takim załatwieniem „obywatelskiego obowiązku”, żeby jak najmniej angażować umysł czy intelekt.
    
Skąd to przekonanie? Otóż, pewien mój bardzo dobry znajomy podszedł do wyborów niezwykle ambitnie. Stworzył on bowiem swój 14-punktowy program wyborczy, w którym zawarł między innymi największe bolączki, nurtujące jego oraz jego sąsiadów. Kolega ów mieszka w najściślejszym centrum miasta, gdzie prawdziwym utrapieniem są parkujący we wjeździe na ich posesję bezmyślni kierowcy – klienci sąsiedniej apteki. Nie ma dnia, żeby nie dochodziło tam do scysji, nierzadko bardzo emocjonalnych. Nie ma też dnia, żeby mieszkańcy owej posesji nie komentowali takiego stanu rzeczy, nie wylewali łez goryczy, nie narzekali czy wreszcie nie wypowiadali – delikatnie mówiąc – pełnych złości komentarzy pod adresem służb porządkowych, które w tym akurat przypadku wykazują się zadziwiającą indolencją. Wpisał więc mój zacny znajomek do swego programu wyborczego punkt, wydający zdecydowaną wojnę dzikiemu parkowaniu w centrum miasta, doskonale wiedząc, że jedna mała kamerka na ścianie apteki skutecznie załatwiłaby sprawę wjazdu na ich posesję.
    
Drugim punktem, tworzonym z myślą o sąsiadach, a właściwie o ich wspólnej sprawie, było walka z nocnym „życiem miasta”, czyli szczególnie uciążliwym – zwłaszcza latem – piciem alkoholu w ciemnych bramach (ale także w lokalach), a następnie „triumfalnym” – najczęściej pełnym wulgarnych krzyków – powrotem do domu między innymi przez deptak, nierzadko o pierwszej, drugiej, a nawet trzeciej godzinie nocy. Bywało, że rodzimi troglodyci dawali o sobie znać we wszystkich tych godzinach, przy okazji prowadząc zaciekłą walkę z „zagradzającymi im drogę” koszami na śmieci. A tak swoją drogą, ciekawe dlaczego ulice Gniezna nie są patrolowane nocą przez pieszych funkcjonariuszy, że o straży miejskiej nie wspomnę.

Już tylko te dwa punkty – a proszę pamiętać jeszcze o 12 innych, w tym w większości ambitnych i naprawdę przemyślanych – powinny sprawić, że mój znajomy otrzymałby (80 mieszkań razy średnio 4 osoby, minus nieuprawnieni) lekko licząc około 200 głosów tylko od swoich sąsiadów. Tak przynajmniej w swej dziecięcej naiwności sądził. Tymczasem okazało się, że w mateczniku, czyli w lokalu wyborczym, w którym głosował on i sąsiedzi, zdobył on ich zaledwie 31 (słownie: trzydzieści jeden głosów)! I co ja mam teraz zrobić… ?!

Znajomy nabrał przekonania, że sukcesu wyborczego w żadnym przypadku nie gwarantuje ani chęć „poprawiania świata”, ani myślenie prospołeczne, ani nawet dobrosąsiedzkie narzekanie. Tak naprawdę liczą się bowiem tylko dwie rzeczy, populizm w swej najczystszej postaci (chleba i igrzysk!) oraz szyld.

Szyldem – magnesem podczas ostatnich wyborów było oczywiście hasło „Tomasz Budasz”. Nie wiem, czy prawdą jest teza innego znajomego, który stwierdził, że gdyby krowa zrobiła sobie zdjęcie z T. Budaszem, to zostałaby radną, ale możliwości takiej nie wykluczam.

Czy to się komuś podoba czy nie, Tomasz Budasz jest dominującą postacią w życiu społeczno – polityczno – gospodarczym Gniezna i ta dekada (4 lata minione + 5 lat przyszłych) bezapelacyjnie należy do niego. Uściślając, w Gnieźnie A.D. 2018 jest Prezydent Tomasz Budasz a potem długo, długo nikt. I to tak dłuuuuugo, że nawet nie warto wymieniać następnych.

3 komentarzy

  • Kris cross
    Kris cross czwartek, 08, listopad 2018 11:39 Link do komentarza Raportuj

    Cha cha to taniec.

  • Wyborca
    Wyborca czwartek, 08, listopad 2018 10:54 Link do komentarza Raportuj

    Dla przypomnienia, w wyborach prezydenckich Prezydent Budasz uzyskuje blisko 80% głosów. Pan Lubbe, jako frontman Pańskiej formacji w wyborach do rady miasta uzyskuje 178 głosy, mniej, niż 8 z 9 kandydatów listy Prezydenta w tym samym okręgu. Pan Dzionek ma prawie 1400 głosów, Pani Krzymińska ponad 1100. To nie jest przypadek, ani bezmyślność wyborców. To są ich świadome decyzje.

    Za przedostatni akapit nie jeden mógłby się obrazić, a jak miał Pan 14 dni na przemyślenia, to widocznie za mało...

  • Szczepan
    Szczepan czwartek, 08, listopad 2018 10:14 Link do komentarza Raportuj

    Cóż, od zawsze wiadomo, że mądrość określonej społeczności, wcale nie jest prostą sumą intelektu jej członków dlatego, że poszczególne wektory myślowe jednostek wzajemnie się znoszą i efekt czyjegoś sukcesu jest zazwyczaj emanacją wyboru jakiegoś tam hasła, a nie pogłębioną analizą interesu tejże grupy. Sam to kiedyś przerabiałem i wiem jak się wtedy czuje ten, którego tak potraktowano, ale wtedy nie było jeszcze okręgów jednomandatowych.
    Szczepan Kropaczewski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.