http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Po wakacjach...

Wyróżniony Po wakacjach...

Takie wakacje to naprawdę wspaniała rzecz. Minął już nieco ponad miesiąc, odkąd się skończyły w naszym województwie, a ja ciągle jestem pod ich wrażeniem. Było nie było, wakacje to jedna z niewielu okazji, w przeciągu całego roku, by wyjechać dokądś z rodziną i odpocząć. Początkowo planowałem wyjazd do Sopotu lub Władysławowa, ale okazało się, że nie są to miejscowości na moją kieszeń. Bałkany, zdecydowanie tańsze, odpadły ze względu na długi i kłopotliwy dojazd. Trzeba było szukać innego rozwiązania.


Zapakowałem więc rodzinę i pojechaliśmy w miejsce ciche, spokojne i zupełnie zapomniane przez Boga, gdyż nie było tam nawet telewizji, że o internecie nie wspomnę. Nie pamiętam już nawet, kiedy ostatnio spędziłem tyle czasu z rodziną. Czuliśmy się tam świetnie. Chodziliśmy sobie na długie rodzinne spacery, i to nie tylko po bułki i mleko. Podziwialiśmy lato we wszystkich jego odmianach i detalach. Zachwycaliśmy się porośniętymi kwiatami polnymi pagórkami, jeziorkami pełnymi nenufarów, podziwialiśmy zielone zbocza, obsypane makami i chabrami pola i łąki oraz poranną rosę, która zamieniała najzwyklejsze gałązki i suche badyle w malownicze i pełne uroku dzieła sztuki. Kompletnie zerwaliśmy też kontakt ze światem zewnętrznym.
    
Tak się bowiem szczęśliwie złożyło, że mój telefon komórkowy upadł mi tak nieszczęśliwie, że pękła antena (chyba?) i kompletnie straciłem zasięg. Byliśmy naprawdę odcięci od wszelkiej informacji, odcięci od świata. Momentalnie znikły więc wszelkie problemy dwóch zwaśnionych plemion, żyjących w jednym organizmie państwowym, szlag trafił rankingi partii politycznych, wybory, polityków oraz pozostałe nieszczęścia tego kraju.
    
Jedynym miejscem, w którym wracały dawne wspomnienia była miejscowa karczma. W niej bowiem, każdego dnia, grupa co najmniej kilkunastu raczej mężczyzn (płeć w kilku przypadkach trudna do ustalenia!), spożywając olbrzymie ilości nalewek i innych tanich win, opracowywała nową koncepcję polityki wewnętrznej oraz zagranicznej dla Unii Europejskiej. Nieodparcie kojarzyli mi się oni z byłą – na szczęście – demagogiczną partią chłopską, tyle tylko, że byli jakby mniej jurni.
    
A ja, no cóż, byłem sobą, nic nie musiałem robić, a sprawy zajmujące dotąd, w tak znacznym stopniu mój umysł, okazały się niewarte funta kłaków. I byłem naprawdę szczęśliwy. No może poza jednym drobnym wyjątkiem. Bo jeśli już coś mnie prześladowało, to – z uporem godnym lepszej sprawy – powracało pytanie, kim jest naprawdę Mateusz M.! Gdy tylko zaczynałem się nudzić, stawiałem sobie to pytanie, a następnie w mojej głowie, niczym taśma filmowa, przewijały się cytaty, słowa, wypowiedziane przez Pana Premiera, które najczęściej nawzajem się wykluczały.
    
Ale o to chwilowo mniejsza, bo w związku z trwającą właśnie kampanią wyborczą rozbawiło mnie pewne zdarzenie. Oto w zaprzyjaźnionym sztabie wyborczym, prowadzący zebranie ostrzegał, żeby nie wywieszać jeszcze plakatów, bo trwają jakieś tam formalności (losowanie lamp czy coś takiego?) i Urząd Miejski, póki co, jeszcze nie wyraził zgody na wieszanie plakatów. Mało tego, kandydat, który się pospieszył (wybacz Wojtku!) i już „się powiesił”, musi swoje plakaty zdjąć. No tak – przyszło mi do głowy – bez zgody Urzędu Miejskiego to się już nawet powiesić nie można!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.