http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Codzień

Wyróżniony Codzień

Od niepamiętnych już lat powtarzam ów rytuał, rytuał, który stał się moją drugą naturą. Każdego dnia rano, tuż po przebudzeniu, sprawdzam czy nie ma mnie na liście stu najbogatszych Polaków. Jeżeli mnie tam nie ma, to oczywiście wstaję i jadę do pracy.


W pracy z kolei, pierwszą rzeczą, jaką ostatnio (od jakichś dwóch lat) robię, jest sprawdzenie czy nie mam przypadkiem jakiegoś marszu lub protestu w obronie demokracji, a przeciwko brutalnemu autorytaryzmowi, prymitywnej indoktrynacji i ogólnie pojętej brutalizacji – delikatnie mówiąc – naszego życia społecznego i politycznego. Jeżeli nie, to siadam za biurkiem i biorę się do roboty. Wcześniej jednak sprawdzam, czy nie zmienił się przypadkiem p. o. prezydent, p. o. premier oraz p. o. minister, któremu podlega mój resort. Jeżeli nie, to mój zapał do pracy znacznie spada, gdyż mój ciężki trud i tak zostanie – w najlepszym razie – zmarnotrawiony.
    
Nie mając zbytniej motywacji do pracy, zasiadam do śniadania. Wcześniej jednak sprawdzam, czy aby na pewno zabrałem ze sobą swój ulubiony kefirek z ziarnami słonecznika, gdyż tylko to jadam na pierwszy posiłek.

Wstępnie posilony, zasiadam przy komputerze, wcześniej jednak sprawdzając czy jest prąd. Jeżeli jest, puszczam sobie moje ulubione kawałki muzyczne i piszę. Zanim jednak napiszę, długo myślę, co w ogóle mam pisać. Zajmuje mi to nieco czasu, więc organizuję sobie szybko coś na kształt drugiego śniadania. Przedtem sprawdzam oczywiście, czy na liście stu najbogatszych rodaków coś nie drgnęło, czy przypadkiem nie pojawiło się tam moje nazwisko.

Po drugim śniadaniu (obecnie kefirek ze zmiksowanymi truskawkami) przychodzi pora na poranny przegląd prasy. Wcześniej jednak obstawiam zakłady, wybudowania ilu nowych pomników, tablic, ulic, rond itp. poświęconych Lechowi Kaczyńskiemu lub innym takoż „wyklętym”, zażądali „prawdziwi Polacy”.

Trzecie śniadanie odsuwam nieco w czasie, gdyż od natłoku informacji o nowych przedsięwzięciach „repolonizacji”, błogosławieniu „dzieł”, oddawaniu w opiekę, zawierzaniu itp. politycznych hucpach mam mdłości i okropną niestrawność.

Nadchodzi pora, by zrobić coś pożytecznego dla społeczeństwa. Z olbrzymim zapałem i niesamowitym poświęceniem trenuję... wstawanie z kolan! Przerywam dopiero wtedy, kiedy czuję na skroniach pierwsze krople potu.

Po dobrze spełnionym obowiązku przychodzi czas na trzecie śniadanko – wiadomo, kefirek z ziarnami dyni – jako, że do trzech razy sztuka. Zajadam się więc sfermentowanym mlekiem i dyniowymi ziarenkami w ciszy i skupieniu, co oznacza, że ciągle nie ma mojego nazwiska wśród setki najbogatszych Polaków.

Czas szybko mija podczas wydajnej pracy, trzeba się więc zbierać do domu. Wcześniej jednak sprawdzam swoją pocztę elektroniczną. Najczęściej znowu nikt mi nie proponuje członkostwa w zarządzie Orlenu, PKO czy KGHM. Nie proponują mi też stanowiska w żadnej innej radzie nadzorczej czy spółce skarbu państwa. No i jeszcze ta nasza – pożal się Boże – reprezentacja, która zaledwie zremisowała (a już prowadziła 2:0) z Chile!

Rozczarowany do świata, który nie wiedzieć czemu, nie chce się poznać na moich talentach, wsiadam do auta i wracam do Gniezna, gdzie znowu krzątam się nieco...

Obiad zazwyczaj jadam na kolację, a zaraz potem znowu ostro biorę się do roboty. Samo podlewanie kwiatów balkonowych zajmuje mi grubo ponad godzinę, że o ogrodowych nawet już nie wspomnę. Godzina nadziei, że oto może jednak jestem na tej liście stu najbogatszych...

Rozczarowany, chciałbym już tylko pooglądać telewizję, taką normalną, profesjonalną... z prawdziwymi wiadomościami, ze sprawdzającą się prognozą pogody, z profesjonalnymi dziennikarzami, no i z rzetelnym dziennikarstwem. Tylko skąd ją wziąć?  Najprawdopodobniej przyjdzie mi teraz – w wieku średnim stabilnym – uczyć się kolejnego języka. Kolejny trudny wybór, CNN czy France24, angielski czy francuski... Najczęściej zasypiam przy telewizorze, nie rozstrzygnąwszy tego ostatniego dylematu...

Zasypiam, by rano, po przebudzeniu sprawdzić, czy nie ma mnie na liście stu najbogatszych Polaków.

1 komentarz

  • Piotr Fischer
    Piotr Fischer poniedziałek, 18, czerwiec 2018 11:43 Link do komentarza Raportuj

    Kochany Zbiniu - przy takim wypełnianiu swoich obowiązków to nie dziwię się, że Gimnazjum w Kłecku, którego Jesteś jeszcze dyrektorem jest w stanie likwidacji. Pozdrawiam.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.