http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

„Myślę, więc jestem”

Wyróżniony „Myślę, więc jestem”

Myślę, więc świadomie podejmuję decyzje. Bez dwóch zdań: moja decyzja o przystąpieniu do powstającej właśnie Fundacji „Przywracamy Pamięć”, była krokiem świadomym, a jeżeli tak, to podstawowym jej wypełnieniem, jest głoszenie i przywracanie pamięci o tym, że Polska, moja kochana Ojczyzna, przygarniała innowierców ratując ich od śmierci na stosie i była  potęgą w sercu Europy, która stanowiła o jej być lub nie być, a przynajmniej takim a nie innym kształcie tego kontynentu…


Sinusoida kojarzy się zazwyczaj z graficznym przedstawieniem przebiegu jakiegoś cyklicznego procesu, który podlega w czasie zmianom od wartości dodatnich do ujemnych. Podobnym procesom podlegają też państwa i narody, które je tworzą. Ale ja mówię o Polsce, nie o żadnym innym kraju  który ma swoją własną historię i współczesność, więc to Jej chcę poświęcić trochę wysiłku i napisać parę nieporadnych słów o kraju moich dziadów w chwili, gdy (o zgrozo!) nawet wielu Jej synów chce przyznać innym rację twierdząc, że była ona KRAJEM morderców, a jej mityczny założyciel… był urodzonym idiotą.

Nie tak znowu dawno temu, inni „starsi i mądrzejsi” próbowali nas przekonać, ze najlepiej dla nas będzie, gdy zapomnimy swego języka i nauczymy się mówić po niemiecku. Mnie, chciano nauczyć w szkole języka Puszkina i pewnie nic w tym złego, gdyby nie pewien autentyczny przykład, który daje do myślenia. Otóż pamiętam to dobrze, gdy w ramach tej socjalistycznej edukacji, miałem się nauczyć ruskiego wierszyka o Janku – czemu więc o Janku, a nie Iwanie, który to „był nie umion” czyli z polskiego na nasze – był głupi bo „sitom czerpał wodu, ptic uczył letać…” Doprawdy, biedak ów miał  dziwne pomysły i chociaż mówił po rosyjsku, to dziwnym trafem,  nosił polskie imię…

Sinusoida nie zatrzymała się w swoim biegu, czasy germanizacji wzięli diabli, ruskiego też już w szkole nie uczą przymusowo. Teraz „starsi i mądrzejsi” chcą nam wmówić i dać do wierzenia, że byliśmy NARODEM morderców. Nie to, że tacy - jak zawsze i wszędzie i nam TEŻ  się zdarzyli, ale, że byliśmy nacją programowo dążącą do wymordowania innej nacji, którą to kiedyś przygarnęliśmy i gdzie ona znalazła – jak sama mówiła, swój raj na ziemi.

Zgadzam się z tym, że język dyplomacji wymaga pewnego umiaru i ważenia słów. W języku dyplomacji należy mieć się na baczności, chociażby wypowiadane słowa były oczywistą prawdą. Otóż oczywistą prawdą jest to, że pomijając inne, również „bardzo zasłużone” w tym dziele ludy, naród żydowski też wydał z siebie wielu kolaborantów i morderców a wobec oczywistych dowodów i świadectw, on wcale temu nie zaprzecza, ale… Ano właśnie. Naród ten uważa, że ma alibi dla tych przypadków dlatego, że „jako jedyny” był skazany na zagładę. Analogicznie, każdemu kto uważa, że naród polski był przez Niemców skazany na świetlaną przyszłość, gratuluję dobrego samopoczucia. Przywołanie tutaj popularnego przysłowia – „słoń, a sprawa polska” może być odebrane różnie. W stu procentach adekwatne jest zaś powiedzenie tow. Stalina, który twierdził, że jak (przykładając do polskiego konkretu) Wiśniewki ze strachu o własne życie, a nawet dla innego zysku wydał Niemcom Neslenbauma, to była to zbrodnia, ale gdy dowolny i nie oskarżany dzisiaj o nic kraj zapakował do pociągu tysiące Żydów i wysłał ich wprost do gazu, to była to statystyka, a nie masowe morderstwo.

Pech Polaków polegał na tym, że to tutaj Żydów mieszkało najwięcej i to tutaj powstały niemieckie obozy zagłady i to tylko tutaj - tylko za podejrzenie pomocy Żydowi (przecież takiej sprawy nie rozpatrywał żaden sąd) szło się do piachu z marszu razem z Żydem. Inne KRAJE - podkreślam - nie poszczególni ludzie z tych krajów, wysyłali zorganizowane transporty wprost do gazu, ale dzisiaj Żydzi mówią o „polskim”, a  nie francuskim czy innym niż niemiecki  holokauście. Na szczęście w przyrodzie, tak jak w Internecie, nic nie ginie i każdy może sobie przeczytać wzruszające świadectwo prawdziwego Żyda Icchaka Kacenelsona, który przeżył warszawskie getto i przeżył powstaniu w nim, a następnie przecież nie bez pomocy Polaków, bo i kogo innego? W czasie okupacji!!! wyjechał wraz z synem do „bezpiecznej” Francji, a stamtąd „wrócił” do Auschwitz i tego samego dnia został razem  z nim zagazowany jak szczur - nie przez Polaków, tylko przez Niemców. Otóż człowiek ów w czasie francuskiego internowania, napisał wstrząsający dokument i zakopał go w odnalezionej po wojnie butelce.  W swej poruszającej  relacji na żywo, zatytułowanej „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie” autor, co ciekawe nie oskarża Polaków, nawet Niemców nie, tylko oskarża swoich braci Żydów, pisząc: „Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska…” Każdemu polecam, wystarczy wpisać hasło w Internecie.

1 komentarz

  • Sczepan
    Sczepan czwartek, 01, marzec 2018 08:14 Link do komentarza Raportuj

    Dla jasności sprawy. Ja nie komentuję swojego felietonu, tylko oceniam zachowanie jego Czytelników, a tym bardziej tych ludzi, których zasygnalizowany w widocznym dla każdego wstępie problem, nic nie obchodzi, bo mają te sprawy w ,,, Otóż każdemu kto jednak materiał przeczytał, polecam wywiad z Andrzejem Szpilmanem na WP, Andrzej Szpilman jet synem ("pianisty") Władysława Szpilmana, który - jako Żyd ocenia ten ostatni cyrk z historią holokaustu okiem tych, którym tą rzeź zgotowano.
    Szczepan Kropaczewski

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.