Chora desperacja czy też bohaterstwo?

19 października na Placu Defilad w Warszawie, wydarzyła się straszna i smutna rzecz, samo podpalenia dokonał Piotr S. Bez wątpienia wydarzyła się tragedia człowieka, który sam i świadomie wybrał swój los. Czy z powodu tego, że samobójca przed tym desperackim aktem wygłosił manifest polityczny jakoby uzasadniający ten czyn, należy uznać go za bohatera?


Na powyższe pytanie każdy może sobie odpowiedzieć jak tylko chce, moje stanowisko w tej sprawie jest jednoznaczne i oczywiste. Uznanie niewątpliwej tragedii tego człowieka za bohaterstwo, to – nie obawiam się użyć tego stwierdzenia – czyste wariactwo. Dlaczego?

„Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla Niej pracować, jeszcze trudniej umrzeć, a najtrudniej cierpieć” Ktoś powie, że Piotr S. wypełnił te wszystkie kryteria, bo za życia pracował, a po podpaleniu się, cierpiał. Czy jednak autor tych słów miał na uwadze samobójstwo, czy też raczej cierpienie lub śmierć na polu chwały, gdzie nikt tej śmierci nie szuka, a co najwyżej się na nią godzi, do samego końca walcząc ze swoim wrogiem. Odpowiedź wydaje się oczywista, bo jeżeli za bohaterstwo uznamy samobójstwo w warunkach pokoju i pracy dla dobra wspólnego, to zabijmy się wszyscy, przy czym ja wypisuję się z takiego układu, bo wariatem nie jestem. Jeżeli więc czyn tego człowieka popełniony w dzisiejszych warunkach ktoś chce uznać za heroiczny, to co powiedzieć o czasach okupacji, niewoli a nawet tzw. komuny. Jedyny wniosek logiczny jaki możemy tu wyciągnąć, to samobójstwo zbiorowe.

„Volenti non fit iniuria” – chcącemu nie dzieje się krzywda, tak brzmi łacińska maksyma adekwatna do tego przypadku. Piotr S. niezależnie od stanu zdrowia psychicznego, z pewnością sam wybrał swój los. Inną sprawą jest to, czy w pełni uświadamiał sobie to, na co się zdecydował, ale tego to nie dowiemy się już nigdy.

Samobójcy zdarzają się zawsze i każdy ma jakiś powód, dla którego zdecydował się na swój czyn. Ten człowiek uzasadnił go aktualną sytuacją polityczną, a opozycja wykorzystuje to dla własnych celów i usprawiedliwia, by nie powiedzieć że pochwala to, co zrobił ten biedny człowiek, ale sama się nie podpala, on też nie musiał, mógł raczej przystąpić do innych  niezadowolonych i walczyć o swoje, czyli cierpieć w imię swoich przekonań. Rzecz w tym, że w telewizji słyszałem, iż podczas rządów obecnej „totalnej opozycji – propozycji” podobnego czynu dokonało dwóch takich desperatów, licząc tylko te przypadki, gdy samobójcy wybrali ogień. Jeden ponoć spłonął skutecznie, a drugiego szczęśliwie uratowano. Czy ja uważam, że wtedy ci ludzie postąpili właściwie? W żadnym przypadku! Bo czy wariatami dzisiaj są ci, którzy dają  rządzącym w  sondażach 47 procent poparcia? Według „bohaterstwa” Piotra S. tak. Przecież według niego i jego akolitów jest tak źle, ze tylko się podpalić i przejść do historii jako bohater i symbol. Dobrze, że Episkopat Polski zdecydowanie odciął się od słów biskupa Pieronka o „bohaterstwie” tego biednego człowieka, bo tylko tego brakuje, aby z ambon popłynął apel o kupowanie benzyny z powodu gender i innego zepsucia.

Każde samobójstwo jest tragedią i smutkiem, ale żadne nie jest konstruktywnym wyjściem. Jednemu z moich bliskich znajomych pokomplikowało się Zycie i się powiesił. Nic dobrego i dla nikogo z tego nie wynikło, zła pozostało dużo, ale nie dla niego, nim musieli zająć się schorowani rodzice, a małą córką matka i społeczeństwo. Niektórzy nazywają to wprost tchórzostwem, a ja uważam, że bliżej mi tu do tego określenia, niż do bohaterstwa. Zawsze to trudniej wziąć byka za rogi i walczyć, niż się powiesić lub podpalić.

Jeżeli ktoś uważa inaczej, to niech to logicznie uzasadni, bo proste stwierdzenie nie, bo nie, uważam za „mądrość” porównywalną do samego samobójstwa.
Więcej w tej kategorii: « Słuszna linia... Consensus »

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.