http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

JO myślę tak, a WY?

Wyróżniony JO myślę tak, a WY?

Zbyt częste przywoływanie chińskiego przekleństwa o ciekawych czasach, może nam spowszednieć, to prawda, ale ja tym razem wątpliwości nie mam żadnych, wkrótce doczekamy się w Polsce bardzo ciekawych czasów.


Niespodziewany (jak dla kogo) sukces Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, zaskoczył wielu i łatwo to poznać po minach przegranych pewniaków, które są bezcenne… Co jednak czeka nas po tym tryumfie demokracji za kilka miesięcy? Pytanie dobre do szklanej kuli czarnoksiężnika, a o tryumfie demokracji napisałem dlatego, że zgodnie z jej zasadą, o zmianie „Pierwszego Strażnika Żyrandola”, zadecydował vox populi, czyli demokracja właśnie. Czy był to również vox Dei? Na to pytanie można odpowiedzieć wymijająco dlatego, że Pana Boga wybory w Polsce pewnie nie obchodzą nic, ale że w żadnym razie nie były one obojętne dla Jego sług w kraju nad Wisłą, to oczywiste.

Demokracja demokracją, a prawda prawdą, ta ostatnia zaś nie jest wcale pustym hasłem, tylko jest wartością wypełnioną konkretną treścią i tak czy siak, nazywa się ona dzisiaj Paweł Kukiz. A jest to pan, który zawładnął sercami wielu Polaków i wcale nie kryje tego, że zamierza zburzyć - mówiąc kolokwialnie - całą polską politykę dlatego, ze sam ma ją w d…!

Przyznaję, że sam mam czasami dość rozmaitych – pożal się Boże „polityków”, ale pół biedy gdy ktoś, a raczej coś, czyli określona siła polityczna pochodząca z wyboru zwana partią, za tych ludzi bierze odpowiedzialność i albo skutkuje to aprobatą społeczną jej poczynań, albo też taki kontrowersyjny byt werdyktem wyborczym trafia do politycznego Hadesu. Pan Kukiz zaś żadnej partii budować nie zamierza, on proponuje ni mniej ni więcej, tylko wzięcie władzy przez każdego z namaszczonych przez siebie posłów, na swoim podwórku.

Stwierdzenie to jest oczywiście pewnym uproszczeniem, czyli popularnym skrótem myślowym, ale faktem jest to, że ma się tak stać poprzez obsadzenie Sejmu ludźmi nie powiązanymi żadnym wspólnym programem, oraz celem, tylko enigmatycznym działaniem skoncentrowanym na jak najlepszym dobru swoich wyborców. A więc każdemu swojemu  dobrze, oraz (podobno) w imię dobra wspólnego wszystkim. Ja zaś uważam, że tego typu założenie jest jak najbardziej słuszne… ale w odniesieniu do gminy Kozia Wólka, lub temu podobna i wymyślona na potrzebę chwili społeczność, ale ni jak się to ma dla dobra wielkiego jednak kraju, jakim jeszcze jesteśmy. Jest tak natomiast dlatego, że interes kraju, to absolutnie nie to samo co subiektywny interes jego obywatela. Dlaczego? Otóż dlatego, że żaden kraj nie jest rajem, czyli Edenem wyizolowanym ze świata przez mityczne rzeki, tylko jest bytem absolutnie podlegającym potężnym czynnikom zewnętrznym, z którymi musi się on liczyć jako całość. Żadnego zaś z mieszkańców przysłowiowej Koziej Wólki, a nawet nie zrzeszonego posła osła, nawet teraz nic to nie obchodzi, bo on siedzi sobie wygodnie na swojej d… i wielką politykę ma w tym właśnie miejscu. Tutaj zastrzegam, że sam nie wierzę w aż taki sukces miłośników JOWów i entuzjastów pozbawienia partii budżetowych pieniędzy, bo oba te pomysły wydają się mnie zbyt naiwne, jak na zbiorowy rozum Polaków.

Rewolucje ustrojowe nigdy nie kończą się dobrze, tym bardziej wtedy, gdy ich przywódcy mają tak abstrakcyjne pomysły jak ten, który wszak mówi otwarcie, że zamierza zniszczyć dotychczasowy porządek, a potem… wrócić do śpiewania piosenek! Czytałem kiedyś (bodajże u S. Lema) o takim trybunie ludowym, który nazywał się Jan Kupa. On też bardzo zamącił w swoim kraju, a co z tego wynikło, to już wiadomo z Francji, Rosji, etc..

Nowy ruch ma się ponadto składać z młodych ludzi. Ja co prawda nic do młodości jako takiej nie mam, ba! chętnie bym do niej wrócił jeszcze dzisiaj, ale każdy kto dożyje wieku podeszłego potwierdzi prawdę, że „młodość jest wprawdzie piękna, ale na ogół głupia”. Słowa tej życiowej sentencji wziąłem zaś w cudzysłów dlatego, że usłyszałem je od śp. kolegi Rysia, który zaś do takiego wniosku doszedł nie bez przyczyny…

Sam jestem bezpartyjny i pozbawiony szczególnej sympatii do którejkolwiek, ale nie wyobrażam sobie demokracji, bez ich istnienia. Istnienie partii bez ich finansowania przez Państwo, natomiast sobie wyobrażam. Ich potrzeby przecież zawsze mogą sfinansować biedni studenci. Żeby nie było że nie było, to wyjaśniam na koniec łopatologicznie, że to wprawdzie przykład z życia wzięty, ale prawda to tylko dla naiwnych.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.