http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Zdradzona koloratka

Wyróżniony Zdradzona koloratka

Wczoraj byłem na spotkaniu z panem Kryspinem Krystkiem, autorem „Zakochanej koloratki”, tudzież koloratki zatroskanej etc. Spotkanie odbyło się w Bibliotece Miasta i  Gminy Czerniejewo i było częścią ogólnopolskiej akcji „Noc bibliotek”. Dla każdego kto książkę czytał, tytuł który przyjąłem dla swojego felietonu - sam się tłumaczy, dla tych zaś którzy o sprawie nie wiedzą nic powiem, że Autor koloratki jest postacią o tyle nietuzinkową, że przez cztery lata swego życia nie był panem Krystkiem, tylko był księdzem…


Spotkanie wczorajsze, jak zresztą wszystkie akcje tego typu, miało głównie na celu rozpropagowanie książki Autora i skłonienie czytelników do jej kupienia, a przynajmniej zainteresowania nią. Sam, pierwszą z książek przeczytałem przed spotkaniem i aczkolwiek akwizytorem, ani też agentem sprzedaży bezpośredniej nie jestem i mało mnie obchodzi apel Autora o informowanie kogo się tylko da o jej istnieniu, robię to z przyjemnością dlatego, że książkę warto przeczytać tak po prostu. Poza tym rozmowa o książce, to nie reklama cudownego płynu na plamy, więc uważam się za usprawiedliwionego. O ogólnopolski zasięg popularności swego dzieła, zadbał sam Autor, a ja powiem tutaj tyle, że wszystko co z tą pozycją jest związane, może być szczególnie interesujące dla Czytelników IL.pl dlatego, że nasz bohater urodził się w pobliskiej Wrześni, a podczas swojej pracy podlegał Archidiecezji gnieźnieńskiej i tamże w sprawach związanych ze swoimi wyborami bywał wiele razy. Co tam usłyszał i jak wyglądają niektóre kulisy życia kapłańskiego, dowiecie się Państwo czytając „Zakochaną koloratkę”

Kanwą mojego dzisiejszego felietonu, jest konkretna książka, to prawda, ale figiel polega na tym, że jest to książka ściśle autobiograficzna i z tego względu, w żaden sposób nie da się jej fabuły oddzielić od konkretnego człowieka, oraz jego losu.

Jedną z często cytowanych mądrości wypowiedzianych przez Jezusa Chrystusa, jest ta: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Na wczorajszym spotkaniu Autor „Zakochanej  koloratki” powiedział zaś rzecz bardzo znamienną.

Kiedy szedłem do seminarium to byłem przekonany, że cokolwiek by się działo i cokolwiek zrobili by tam inni, ja będę ponad to, bo jestem przekonany o swoim powołaniu. Pięknie i sprawiedliwie! Sześć lat przeleciało jak z bicza strzelił i młody ksiądz Kryspin rozpoczął służbę kapłańską, ale minęły tylko cztery, gdy poznał prawdę o sobie… i koloratkę zdjął. Na odrośnięcie włosów na ciemieniu czekać nie musiał wcale, bo w czasie kiedy go wyświęcano, tonsura już nie obowiązywała, a ja piszę o tym dlatego, że w czasie kiedy kapłanem był, rychło  skorzystał z faktu, że kawałek białego plastiku ze swojej szyi można łatwo zdjąć i stać się w oczach ludzi cywilem, oraz korzystać ze wszystkich przywilejów tego stanu.

Tutaj zrobię małą dygresję i powiem tak. Zmiana wystroju, oraz nowe zasady funkcjonowania portalu, zaowocowały między innymi brakiem kontroli ilości wejść. Oprócz tego odnoszę subiektywne wrażenie, że zmniejszyła się liczba osób skłonnych do komentowania czegokolwiek i nie ukrywam, że dzisiejszy materiał – jako bardzo kontrowersyjny dla wielu, jest moim testem na sprawdzenie sensu dalszego przebywania tutaj, w takim jak teraz charakterze, ale wracajmy do naszych baranów jak mawiają Francuzi.

Czym jest celibat, a tak naprawdę czym powinien być dla tych, którzy ślubowali go przestrzegać, wiedzą wszyscy. Ja sam uważam, że jest to dziwny i sprzeczny z naturą - czyli mówiąc wprost z wolą Bożą wymysł ludzi, a jako taki, podlega ludzkiej ocenie oraz krytyce. Inną sprawą jest to, że do przyjęcia zasad celibatu, nikt nikogo nie zmusza. Ba, w przypadku kandydatów na kapłana,  poddaje się chętnych sześcioletniemu okresowi próby i tłumaczenie przez kogokolwiek zaprzeczeniu jego zasad faktem zakochania się w kobiecie, jest po prostu śmieszny. Analogicznie, człowiek żyjący w małżeństwie, nie może z czystym sercem stwierdzić, że właśnie się odkochał i z poniedziałku na wtorek zdradzić tego, komu ślubował,   formalnie pozostając nadal w związku. Sprawa jest szczególnie paskudna wtedy, gdy taki  skok na pierwszy lub lepszy model, skutkuje zabraniem komuś partnera, z którym ten ktoś jest  formalnie związany.

Źle jest, kiedy dzieje się tak wśród ludzi związanych „zwykłym” ślubem, nieważne zresztą czy tylko cywilnym, czy też kościelnym, ale kiedy dzieje się tak w „świętym kościele”, to jest to dla mnie świństwo zupełnie innego kalibru. Owszem, każdy ma prawo do zmiany decyzji i gdyby ktoś taki chciał w moich oczach uchodzić za usprawiedliwionego, to przed wskoczeniem do małżeńskiego łoża (!) swojej wybranki, powinien przedtem zrezygnować z honoru bycia księdzem, tak po prostu. Niestety, ale w tym przypadku było diametralnie inaczej i wcale nie chodzi mnie o konkretny przypadek - bo to nie ja go wymyśliłem, tylko opisał go sam zainteresowany, więc chodzi tutaj o zasadę.

Polecam Państwu lekturę „Zakochanej koloratki”, sam wezmę się teraz za lekturę koloratki zatroskanej,  w której Autor dywaguje nad Kościołem jako Instytucją. Pytanie tylko, czy ktoś po takich przejściach istotnie posiada prawo moralne do dawania rad komukolwiek, ale to już oceńcie Państwo sami.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.