http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Strasznie śmiesznie

Cieszy mnie bardzo rosnąca aktywność obywateli, wyrażających swoje opinie w każdy dostępny sposób. Śmieszy mnie natomiast wywoływane tym zdziwienie i zdenerwowanie polityków. Cieszę się i śmieję, czyli nie byłoby źle, gdyby nie pewien istotny szczegół...


Kiedyś, dawno temu, w czasach, których moje dzieci mają szczęście nie znać, władza poprzez podległe sobie media informowała obywateli o czym chciała, kiedy chciała i jak chciała. A obywatele mogli najwyżej spróbować coś tam wysłyszeć z zagłuszanej Wolnej Europy, albo wyczytać z odbitej marnie na powielaczu ulotki, a potem potajemnie na murach napisać, co o tym wszystkim myślą, albo w ramach protestu ostentacyjnie wyjść z domów w trakcie Dziennika TV. I tyle mogli obywatele, których głosu nikt z rządzących wtedy nie zauważał, a nawet jak zauważał to się z tego głosu po prostu śmiał. To były smutne czasy śmiejącej się z obywateli władzy, która cieszyła się nie wiadomo z czego.
    
Dzisiaj, bez względu na to, czy nam się ta Polska już podoba, czy jeszcze nie, musimy zauważyć tę ogromną wartość, jaką jest wolność słowa, czyli swoboda wyrażania obywatelskich opinii. Niezależne media (wbrew malkontentom gdzieniegdzie już takie są), komentarze internetowe, blogi, wolność zgromadzeń, happeningi i wiele innych dostępnych dla każdego form wyrażania swojego zdania, to potężne narzędzie, z którego obywatele coraz odważniej korzystają. Teraz to my-obywatele możemy cieszyć się wolnością wypowiedzi, a władzy coraz częściej nie jest z tego powodu do śmiechu.
    
Gdyby dzisiaj było, jak kiedyś, prezydent kandydujący na prezydenta mógłby bez żadnych konsekwencji tuż przed drugą turą wyborów wpaść na genialny pomysł przeprowadzenia referendum, w którym chce zapytać Polaków między innymi o to, czy powinno się finansować partie polityczne z budżetu państwa i czy w sporach na linii podatnik – urzędnik skarbowy, wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść podatnika. A podległe władzy media zapewne napisałyby na ten temat coś tak mniej więcej: „W tak trudnym zadaniu realizacji planu, planu, nie wahajmy się użyć tego słowa: śmiałego i trudnego, nasz prezydent wybrał drogę pełną pułapek zastawionych przez wichrzycieli, warchołów, zaplutych karłów reakcji i bumelantów. Jednak wiara w siłę rąk i trud pracy ludzkiej pod sztandarem zwycięstwa i przewodnictwem partii, doprowadzi go triumfalnie i z podniesionym czołem do kolejnego, wyborczego zwycięstwa...”, czy coś w tym stylu. Jednak dzisiaj, to nie kiedyś, dlatego już chwilę po zgłoszeniu genialnego pomysłu posypały się artykuły, komentarze, blogi, memy i co tam jeszcze, z których jasno wynika, co obywatele myślą o tym, żeby w kosztującym 100 milionów złotych referendum pytać ich o rzeczy oczywiste. Śmiejemy się wszyscy, jak kraj długi i szeroki, a podpowiadaczom władzy szczęki chodzą ze zdenerwowania. Cieszy nas to szczerze.
    
Gdyby dzisiaj było kiedyś, prezydent Poznania w ogóle by nie zareagował na informacje o podejrzanych operacjach finansowych swojego zastępcy w przeszłości, a jakby zareagował tak, jak teraz, czyli odwołał swojego zastępcę, równocześnie dając mu intratny stołek w radzie nadzorczej komunalnej spółki, nikt by o tym ani słowa nie napisał (chyba, że na murze). Dzisiaj cała Polska o wszystkim wie i śmieje się z prezydenta Poznania do rozpuku, bo czterech świetnych facetów, urządziło krępujący władzę happening, przychodząc w koszulkach z napisem „koleś” po posady do poznańskiego Ratusza. „Przyszliśmy do prezydenta Poznania, bo słyszeliśmy, że załatwia pracę kolesiom, a my jesteśmy kolesie” – informowali publicznie i chwalili się w CV takimi umiejętnościami, jak dyskrecja, koleżeńskość i umiejętność dostosowania się, a także ukończeniem szkolenia „Właściwy człowiek na właściwym miejscu”. Czyż to nie zabawne? Dla nas tak, dla władzy nie.
    
Gdyby dzisiaj było kiedyś, nasz wspaniały Urząd Miejski rozsyłałby sobie do mediów informacje prasowe, jakie by chciał i kiedy by chciał, a obywatele zgrzytaliby zębami, czytając brednie nijak nieprzystające do obserwowanej wokół rzeczywistości. Dzisiaj to władza zgrzyta zębami, że plan utworzenia szczelnego aparatu informacyjnego spalił na panewce, bo ci wredni dziennikarze i tak piszą, co chcą, a nie to, co im władza starannie podsuwa. Śmieszy mnie, jak się wiceprezydent napina i rozindycza „jak pani Kaźmierska mogła wykorzystać w felietonie informacje z prywatnej rozmowy z prezydentem?!”, bo przecież ja nie mam prywatnych rozmów z prezydentem. Prywatne rozmowy z prezydentem to może mieć ewentualnie żona i dzieci. Dzisiaj prezydent, tak jak każda władza, generalnie musi ważyć słowa, bo wszystko co powie, może być wykorzystane przeciwko niemu. Bardzo mnie to cieszy zresztą.
    
Byłoby dzisiaj naprawdę śmiesznie i zabawnie, nie tak, jak kiedyś, gdyby nie pewien istotny drobiazg: my się im śmiejemy w twarz, a oni i tak robią co chcą. Facet, który wyrzucił do kosza ponad dwa miliony podpisów w sprawie referendum na temat wieku emerytalnego i bez słowa patrzył na wyrzucenie w sejmie do kosza ponad 350 tysięcy podpisów w sprawie referendum na temat obniżenia wieku szkolnego, przedstawia się właśnie teraz, za pięć dwunasta jako miłośnik pytania obywateli o wszystko, niczym prowadzący talk show „Na każdy temat”. Władza, która łaskawie pozwala młodemu człowiekowi zadać na ulicy pytanie urzędującemu prezydentowi wszystkich Polaków, następnie, nie wiadomo na podstawie jakiego prawa i przy użyciu jakich instytucji państwa, sprawdza, kim młody człowiek jest i dyskredytuje jego opinie, stwierdzając, że to członek PiS. Były starosta, który przez cztery lata marnych rządów nie zrobił w powiecie nic, pomimo ewidentnych sygnałów niezadowolenia środowiska i obywateli, zostaje dyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury i zaczyna urzędować w zamkniętym gabinecie, z wyznaczeniem godzin wizyt dla pracowników. Zna się facet na dynamicznej robocie w kulturze, nie ma co!
    
Jednym słowem jest strasznie śmiesznie....

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.