http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Piewca prastarego Gniezna

Wyróżniony Piewca prastarego Gniezna

Buntownik niepogodzony ze światem, jeden z ważniejszych poetów romantycznych, ma swoją ulicę w Poznaniu, Krakowie, Środzie Wielkopolskiej, Bydgoszczy, Ślesinie i nawet swój plac w Kargowej w woj. lubuskim. Dlaczego Gniezno go zapomniało, swojego posła w latach 1852-1854, który z okręgu gnieźnieńskiego pełnił mandat w sejmie pruskim? Dlaczego nikt nie pamięta tu słów poety: „A po niedługim tak czasie - z gładkiej, polistej wstał ziemi / Gród przed wszystkiemi najpierwszy, co mu dziś Gniezno dziejemy”? Och Gniezno, jakiej żałości bywasz Ty domem...


Życiorys poety mógłby posłużyć za scenariusz filmowy – konspiracja, walka o zniesienie pańszczyzny, więzień Wiśnicza i Berlina, uczestnik Wielkopolskiej Wiosny Ludów, nieszczęśliwa miłość, załamanie nerwowe, żołnierz w wojnie krymskiej przeciwko Rosji w 2. pułku dragonów osmańskich. Zmarł 19 listopada 1879 r. w Konstantynopolu, w nędzy i osamotnieniu.

Ryszard Wincenty Berwiński, słyszał ktoś tu o nim?

Poeta urodzony w 1819 r., tłumacz, folklorysta, panslawista, autor ważnych dla polskiej literatury dzieł, jak choćby: Bogunka na Gople (1840), Don Juan Poznański. Poemat bez końca (1844), czy Marsz w przyszłość (1844).

Berwiński, pełniący mandat posła z okręgu gnieźnieńskiego, wkrótce porzucił politykę gdy tylko wybuchła wojna krymska. Na decyzję wpłynęło zapewne także rozstanie z Jadwigą Wołłowiczówną, z którą od wielu lat łączył poetę romans. W 1854 r. poeta wyjechał z Wielkopolski do Paryża, gdzie poznał Adama Mickiewicza. Niebawem Berwiński wstąpił do pułku kozaków sułtańskich złożonych głównie z Polaków, którymi dowodził poczytny swego czasu powieściopisarz, Michał Czajkowski, po przyjęciu islamu znany jako Mehmet Sadyk-Pasza.

Od tamtego czasu poeta związany był głównie z Turcją, mając nadzieję, iż państwo to, które nie uznało rozbiorów Polski być może pomoże Polakom zbrojnie przeciwko Rosji, skoro wciąż na międzynarodowych przyjęciach dyplomatycznych publicznie ogłaszało: „poseł Lechistanu nie przybył”. Niestety, był to również okres schyłkowy dla samego imperium osmańskiego, które osłabione wojnami miało własne problemy.

Berwiński, podłamany sytuacją Polski, dobity dodatkowo pożarem mieszkania w Konstantynopolu, w wyniku którego stracił swoje rękopisy, popadł w ostrą depresję. Zmarł w poczuciu osamotnienia i zmarnowanego życia we francuskim szpitalu w Konstantynopolu.

Ironią historii pozostaje również, iż ostatniego namaszczenia poecie udzielił ks. Michał Ławrynowicz, ten sam, który w 1855 r. czuwał nad umierającym Adamem Mickiewiczem, także w Konstantynopolu.

Skromny, zachowany dorobek Berwińskiego jest wysoko oceniany dziś przez literaturoznawców, bowiem poeta wprowadził jako jeden z pierwszych do polskiego kanonu motywy wielkopolskie, wzbogacając tym samym „narodowy symbolizm”.

Poeta zakochany był w przeszłości Gniezna, jego mitycznym początku. Zafascynowany słowiańskim pogaństwem, któremu starał się przydać cechy wręcz mistyczne, mając zaledwie 21 lat stworzył jeden z istotniejszych utworów – „Pieśń Bojana”, którego bohater na wzór średniowiecznego gęślarza Bojana opiewał czasy minione.


Posłuchajmy zatem tej archaizowanej pieśni rytmizowanej częściowo heksametrem polskim, która stanowi wstęp do Bogunki na Gople, dziele w zamyśle mającym być polemiką z największymi wieszczami czasów Berwińskiego – Słowackim i Mickiewiczem.

Gniezno, może kiedyś docenisz swoich Poetów...

Ryszard Berwińki (1819-1879)

Pieśń Bojana
(1840)

    Cześć rodzicielom pomarłym! - My plemiennicy ich rodów,
jako karuty bezlistne, abo szawiny niepłodne
po mogilnikach rozsiani, zawieruchami mieceni -
gradem sieczeni karania, - wróćmy pamięcią w ich czasy;
błogie to czasy i szczęsne!...

    Z ula słowieńskiej pasieki, rój się był młody wyroił,
chciał się posobkiem zawiązać, w swojskiej się barci osadzić,
bo miał dwie skrzydeł do pracy - a ku obronie miał żądła!
Długo więc szukał pasieki najprzydatniejszej ze wszystkich -
świata niemało przeleciał!

    Tam był gdzie ziemia pod niebem gładką równiną się płazi,
tam, gdzie ziemia zgłodniała górą do nieba ucieka,
chleba żebrząc u słońca dla kamienistej opoki;
tam, gdzie ziemia spragniona - w wody bezkresne się nurząc,
wód tych wypić nie może, ani ugasić pragnienia;
Tam był i wszędzie - a nigdzie stałą nie opadł siedzibą. -

    Aż dnia pewnego pod wieczór - wieczór wiosenny, któremu
ranek niejeden zimowy światła i blasku zazdrości;
aż więc takiego wieczora rój on od dawna wędrowny,
skrzydłem pątniczem przybieżał na uroczyszcze cudowne!
Był to krainiec polisty, a w tym kraińcu jezioro
lekką posmyczą złocone, prądzi się rybą rozliczną; –
ponad jeziorem brzegami kwiecą się smugi i łany
stadem bugajów i leśną dzikich trzód rzeszą spasane. -

    „Tu oszajczyzną siądziemy, gniazdo rodowe założem!”
rzekła starszyna do dziatwy; - dziatwa na prawo i lewo
z brzękiem i gwarem się sypła; - jedni więc na las wysoki,
drudzy pomiędzy rokitna - trzeci bieżeli na pola. -
Skrzypły telegi i maże, - oksze na sosnach i jodłach
od gwiazd porannej jutrzenki, aże do nocy jęczały. -
A po niedługim tak czasie - z gładkiej, polistej wstał ziemi
gród przed wszystkiemi najpierwszy, co mu dziś Gniezno dziejemy!
Wkoło zaś grodu na obłącz - liczne się zbiegły plemiona;
ludzie do ziemi rędzinnej ręce robocze przyćpili,
i podnosili z niej miasta - wyprowadzali plon bujny! -

    Gospodarzenie tam swojskie w swojskiem domostwie mieszkało;
pola się kłosiem złociły - po uroczyszczach kwiat płonął,
smugiem się pasał skot dojny - lasy się zwierzem roiły
i pasiekami gęstemi - lipa patokiem płużyła!

    I był dobytek wszelaki, - póki nam z obcej dzierżawy
nie zazierano w zanadrza - póki był we czci i wierze
święty, przesławny obyczaj pradziadowskiego zakonu!

    Gdzież lepak dziś się zadziały owe wietnice i kony,
kędy bógaje święcone, stada zborowe starszyny -
kędy i roki żupańskie?

    Ongi się gniazdo rodowe całe zbierało, plemiennie,
rataj, kmieć, żupan i władyk spólnie na ławach siadali,
jako się słyszy od wieka - głosy zbierali na karby,
miecz zaś, co gonił za krzywdą, pieczy starostów wierzyli; -
ani wiadali, co swary, ani wiadali, co waśnie!

    Wzdyć to dziś wszystko, słuchacze, poszło na śmiecie i wiatry!
Rataj od ziemi rędzinnej rękę roboczą odejmał, -
jął się szabliska i korda - krwawe rzemiosło rozpoczął.
Jednej rodziny plemiennik, na plemienniku bił swoje;
zasie z postronnej dziedziny gad się w dom cisnął zwaśniony; -
nuż w rodowego pień drzewa szczep się odrodny zaszczepił,
w liczne wystrzelił odnogi. -

    Gorze wzdyć drzewu, słuchacze, kiedy swym drżeniem ma żywić
obce, nie swoje gałęzie,  
gdy wieloraki ma owoc jednym korzeniem wyradzać;
gorze, o gorze owocom!

    Inak to było słuchacze, póki nam z obcej dzierżawy
nie zazierano w zanadrza - póki był we czci i wierze
święty, przesławny obyczaj pradziadowskiego zakonu!

    Nasi Bogowie! - o święć się czasie minionej wielkości -
Wielcy, potężni - dziś lepak ledwie że w pieśni lob burcie
chwilę wspomnieniem odżyje szczęsny świat, którym władnęli -
którym władnęli jak ojce - pieczołujące nad dziećmi!
Spólnie też z ludem mięszkali, spólnie na ziemi ojczystej;
w gajach i kniejach i górach - w źródłach, strumieniach i rzekach,
między zbożami na polach, między trzodami po smugach,
wszędy nad człekiem czuwali - aby mu skąd zła przygoda
w dom lub dobytek nie weszła; - człowiek zaś z człekiem tę ziemię
dzierżył w pokoju i zgodzie!

    Odkąd jednakże on piękny - tylu potężnych świat Bogów
k'woli jednemu na wieczne musiał iść od nas wygnanie,
biada nam - biada słuchacze!
Tylu ich jeden zwyciężył - jeden nas wszystkich zwycięży!
I wnet ta ziemia przestanie spólna by nasza macierzą -
jedna ja ręka owładnie ten, - zaś, co panem jej będzie,
jako ten Bóg dziś nie z nami, ale na niebie wysoko,
tak i on wyżej od ludu na swej stolicy zasiędzie -
biada słowieńskiej wolności!

Lepiej, o lepiej nam było, póki nam z obcej dzierżawy
nie zazierano w zanadrza - póki był we czci i wierze
święty - przesławny obyczaj pradziadowskiego zakonu!

    Cześć Rodzicielom pomarłym! my plemiennicy ich rodów,
jako karuty bezlistne, abo szawiny niepłodne,
po mogilnikach rozsiani, - zawieruchami mieceni,
gradem karania sieczeni; wróćmy pamięcią w ich czasy -
błogie to czasy i szczęsne!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.