http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Noblesse oblige

Piękne czasy hrabiów i swojskich „mocium panów” - których pierwszym skarbem był honor wprawdzie przeminęły, ale czasy, gdy każdy człowiek chcący uchodzić za reprezentanta jakiejś większej grupy - o całym narodzie nie wspominając - nie może bezkarnie swym zachowaniem i wypowiedziami konkurować z pospolitym prostakiem i gburem, nie miną nigdy.


Demokrację bez przymiotnika, mamy w Polsce już 25 lat, główną zaś cechą tego modelu uprawiania polityki, jest prawo każdego do swobody wypowiedzi, i to bardzo dobrze! Szkoda tylko, że z tego niewątpliwego dobrodziejstwa, nie każdy korzysta w sposób odpowiedzialny, o wątpliwej elegancji beztroskiego pieprzenia bzdur przez ludzi tak czy inaczej wyniesionych, nie wspominając. Bzdury może co prawda opowiadać każdy, byle nie robił tego w sposób uroczysty, a więc nawet Pan Prezydent może sobie pozwolić na taką ekstrawagancję… u cioci na imieninach, ale nie podczas oficjalnych wypowiedzi w kraju, o zagranicznych wizytach nie wspominając, bo tak czy siak, tego typu wtopy, zawsze trafiają do mediów, czyli do całego świata. Tutaj, dokonam adekwatnej, aczkolwiek amatorskiej parafrazy popularnego powiedzonka o prawach nie tylko wojewody, ale i premiera, prezydenta, etc, etc. A wszystko dlatego, że co ujdzie tobie biedny narodzie, to w żadnym razie nie powinno ujść przysłowiowemu mąciwodzie, bo o oryginale, czyli urzędniku stojącym na czele województwa, wcale tutaj nie myślę.

Czas mamy gorący i emocje sięgają szczytu, za tydzień wybieramy przecież Prezydenta RP, ale według byłego premiera, a obecnie „prezydenta Europy” - który właśnie w tej sprawie raczył się wypowiedzieć na krajowym forum, grozi nam tu prawdziwa tragedia! Jak na mój gust, nie wypadło to jednak najlepiej, bo jak to tak, gdy kiedyś się normalnie z tej funkcji kpiło, a dzisiaj walka o utrzymanie tego stanowiska, jest w jego ocenie jak obrona Częstochowy! Przepraszam Matkę Boską za to porównanie, ale pan eks - premier jeszcze niedawno twierdził, że chodzi tutaj o pilnowanie zwykłego mosiężnego żyrandola, obwieszonego nie żadnymi tam brylantami, tylko czeskim szkłem. Jak to więc w końcu jest?

Czy nominalnym zajęciem najwyższego przedstawiciela polskiego narodu, jest istotnie funkcja strażnika pospolitej lampy? Gdyby to była chociaż cudowna lampa Alladyna, to i owszem, było by warto. Chodzi jednak o najwyższy  urząd w Państwie i była to niewymowna bzdura, czyli nie odpowiedzialne ględzenie kogoś, kto chciał w ten sposób - i to wprost, uchodzić za większego, czyli ważniejszego niż prezydent polityka, który wszak uosabia Majestat Rzeczypospolitej! Otóż ja uważam, że Pierwszy Obywatel RP, nazwany pogardliwie przez premiera i kolegę z tej samej partii „stróżem żyrandola”, jest - a w każdym razie powinien być, czymś, a raczej kimś, zupełnie innym. Aby jednak to wszystko miało jakiś sens, „pierwszy dozorca lampy” musi - korzystając ze swoich praw i prerogatyw, robić coś więcej, niż sprawianie swemu narodowi pospolitego „bulu” i być gwarantem „nadzieji”, że nie będzie  dostarczać mu obciachu w skali globu.

Wymienianie wszystkich tam „kaszalotów, szogunów, ślepych snajperów”, oraz deprymowanie prezydenta światowego mocarstwa opowiadaniem o potencjalnie niewiernych (!!!) żonach, które pozostają w domu gdy mężczyźni idą na polowanie blednie jednak wobec faktu, że tak wysoki przedstawiciel wielkiego europejskiego, narodu, nie zna współczesnej łaciny. Coś takiego było może do pomyślenia w średniowieczu, ale i wtedy było to niewątpliwym obciachem. Jeżeli zaś mowa o samych „duńskich kaszalotach”, to ja nader często widuję coś podobnego… w najbliższym otoczeniu samego autora tego niemądrego wyrażenia, które - jak wspomniałem powyżej, na pewno nie uchodzi prezydentowi żadnego kraju, w wypowiedzi o przedstawicielkach kraju zaprzyjaźnionego, ani zresztą o żadnym innym człowieku w ogóle.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.