http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpghttp://informacjelokalne.pl/images/banners/nbaner01.jpg

Św. Emeryk był... Gnieźnianinem?

Wyróżniony Św. Emeryk był... Gnieźnianinem?

Postać węgierskiego królewicza, syna Stefana I Świętego i bł. Gizeli została przez współczesnych Gnieźnian zapomniana. A szkoda, bo zgodnie z legendą św. Emeryk mieszkał przez wiele lat w Gnieźnie na monarszym dworze, gdzie bezpośrednio u Bolesława Chrobrego uczył się trudnej sztuki rządzenia państwem. Legenda opowiada również, iż św. Emerykowi zawdzięczają Polacy nazwę gór... Świętokrzyskich. Warto zatem bliżej poznać dawną opowieść.


Święty Emeryk (węg. Szent Imre) jest bez wątpienia postacią historyczną. Urodził się między rokiem 1000 a 1007, był następcą tronu węgierskiego. Zmarł 2 września 1031 r. ulegając wypadkowi podczas polowania, na krótko przed koronacją.

Emeryk został kanonizowany przez papieża Grzegorza VII 5 listopada 1083 r., jego relikwiarz znajduje się m.in. w mieście partnerskim Gniezna – Esztergom na Węgrzech. Węgierski królewicz jest patronem młodzieży, przy jego grobie dokonało się wiele cudów i nawróceń.

Tradycja wspomina, iż jako nastolatek Emeryk odbył pielgrzymkę do grobu św. Wojciecha i był goszczony przez swojego wuja, Bolesława Chrobrego. Ponoć młodzieniec zauroczony bogactwem ówczesnego Gniezna postanowił zostać w piastowskim grodzie nieco dłużej. I tutaj pojawia się legenda, którą w 1855 r. spopularyzowała licząca wtedy zaledwie 21. lat poetka, Jadwiga Łuszczewska (1834-1908), słynna swego czasu jako Deotyma.

Romantyczna poetka, zanim zaczęła prowadzić w Warszawie salon literacki, na którym bywały ówczesne tuzy polskiej literatury, zdążyła nawet podczas jednego z pobytów w Gnieźnie zaprzyjaźnić się z Marią Springer (1824-1872), autorką poczytnych niegdyś wierszy z tomiku „Poezya Maryi z Gniezna” (Gniezno 1849). Nie wiemy dzisiaj, kto dokładnie zainspirował Jadwigę Łuszczewską do napisania poematu o św. Emeryku pt. „Tomira. Misterjum”.

Posłuchajmy zatem przez moment fragmentu legendy o średniowiecznym św. Emeryku w romantycznej interpretacji Jadwigi Łuszczewskiej:  

    (…)
    Tak, gdy w niesnaskach państw, zamków i grodów,
    Świat feudalny pożaru obrazem,
    Tylko Bolesław, kraj swój obrzuciwszy
    W skarby, warownie, księgi i klasztory,
    Tak dzielnie wiedzie obronę, zabory,
        Że wśród ówczesnych narodów
    Lech stoi silny – może najszczęśliwszy.

    Zdziwiony Emeryk przepychem stolicy,
    Co nad mgłą jezior skroń z modrzewiu chyli;
    Dworzanie w piórach, stalni wojownicy,
    Majestat króla tłumnie otoczyli.

        Pysznej postawy, Chrobry ma u czoła
    Ten blask, co nosi kto się zna z niebiany.
        Jak to? Z niebiany? - tak, bo on w prawicy
    Ściska miecz cudny, później Szczerbcem zwany,
    Co jak wieść głosi wziął z dłoni anioła.

        Toteż zaledwie ujrzał Emeryka,
        Przyjazny popęd w serce jego wnika;
        Gdyż i Emeryk, poważny choć młody,
        Cherubinowej duszy i urody,
        Zdobył szczyt chwały: Emeryk jest święty.
            A nie świętością samotną i smętną;
        On światu jego wybacza ponęty,
        I wszędzie niosąc swej pogody piętno,
        Czy wkoło niego smutni, czy weseli,
        Zarówno żywo łzę jak uśmiech dzieli.
        Więc czy turnieje, czy pląsy, czy rada,
        On w szlachetności wzorem dla rycerzy;
        On w wirze uciech, umysłem młodzieży
        Niepostrzeżenie, lecz skutecznie włada.
        W sądach, w rozprawach o zdanie spytany,
        Dziwi mądrością starce i kapłany.

        Wnet go król polski ukochał jak brata,
        I zapomnieli zawiści dworzanie;
        W każdym rycerzu ma on przyjaciela,
            W całym narodzie czciciela.  

        I błyskawicą przemknęły się lata,
            Aż przyszła powrotu doba.
        Wnet pyta płaczem serc wszystkich żałoba:
        Ach! jakże Polska bez niego zostanie?

    Wyjechał z Gniezna, i król w całym dworze
    Na znak go cześci do Kielc odprowadza;
    Lecz tak potężna tej przyjaźni władza,
    Że i tam jeszcze żegnać go nie może.
    Więc wysnuł pomysł serdeczności nowy:

        „Czy widzisz – rzecze – ten ćmiący lazury
        Gąszcz, co się ciągnie aż do Łysej Góry?
        Ptaków, jeleni, jak liści w tym borze:
        Zostań dni kilka, a wyprawię łowy”.        

Dalej legenda wspomina, jak na owym polowaniu Emeryk konno zapuścił się wgłąb puszczy za okazałym jeleniem, którego poroże zaplątało się w gęstwinie. Królewicz w ferworze pogoni nawet nie zauważył, jak zgubił swoich towarzyszy. Już Emeryk miał składać się do strzału z łuku, gdy nagle nad głową jelenia ukazał się świecący Krzyż, po czym zwierzę znikło. W świetle przestraszony Emeryk dostrzegł Anioła, który z niebezpiecznej puszczy wyprowadził go do pobliskiego klasztoru. Anioł nakazał Emerykowi oddać zakonnikom rzecz najcenniejszą – enkolpion (relikwiarz z fragmentem Świętego Krzyża), który przed podróżą do Polski królewicz otrzymał od swojego ojca. I tak oto wzgórze z klasztorem nazwano wkrótce Świętym Krzyżem, a okoliczne góry stały się odtąd Świętokrzyskimi. Tyle legenda, choć ponoć Bolesław Chrobry do tego klasztoru kazał z Monte Cassino sprowadzić i uposażyć dwunastu benedyktynów. Klasztor na Łysej Górze przetrwał do czasów dzisiejszych, w 2007 r. uroczyście odsłonięto tam nawet popiersie św. Emeryka.

Gniezno przy odrobinie pracy specjalisty od PR (zapytam pretensjonalnie - jest tutaj jakiś, na magistrackim etacie za kilka tysięcy złotych miesięcznie?) mogłoby stać się miastem-symbolem relacji polsko-węgierskich: wszak to z Pierwszą Stolicą związani są choćby legendarni Adelajda Biała Knegini i św. Emeryk oraz bł Jolenta, córka króla węgierskiego Beli IV, która przez wiele lat była ksieni gnieźnieńską.

Może warto wykorzystać „modę na Grupę Wyszehradzką” i wyjść nieco dalej poza problemy bieżącej polityki i gospodarki? Wszak nie tylko kulturalnym przydatna bywa kultura.
Więcej w tej kategorii: « Seksmisja Pan Pułkownik Sajewski »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.