http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

PRL wiecznie żywy

Różne, dziwne rzeczy z przeszłości chodzą człowiekowi po głowie w kontekście manipulacji władz województwa przy środkach dla naszego powiatu. Najpierw przypomniała mi się gospodarka centralnie planowana, później „towarzyszu, wicie, rozumicie, wy nam trochę, my wam nic”, a jeszcze później przykleił mi się pod czaszką chrapliwy głos Kazika i jego jakby wciąż aktualne „Wałęsa, dawaj moje sto milionów!”. Nie jest wesoło, bo nigdy nie jest wesoło, jak się zazwyczaj pięknie odzianą w politykę prawdę, nagle ujrzy zupełnie nagą.


Nawet nie chce mi się przypominać o co chodzi z tym Obszarem Strategicznej Interwencji, bo chyba każdy zainteresowany naszymi lokalnymi sprawami już wie. W telegraficznym skrócie: z puli środków unijnych na lata 2014-20, w ramach tzw. Obszaru Strategicznej Interwencji miały być dofinansowane projekty ośrodków subregionalnych (w tym Gniezna) wraz z obszarami funkcjonalnymi (gminy: Gniezno, Czerniejewo, Kłecko, Łubowo, Niechanowo i Witkowo). Jak można przeczytać w załączniku do uchwały Zarządu Województwa Wielkopolskiego z maja ubiegłego roku, unijne wsparcie mogłoby dotyczyć kilku obszarów wskazanych w „Strategii Województwa Wielkopolskiego do 2020 roku”, wśród nich na przykład poprawy stanu infrastruktury komunalnej i komunikacyjnej, czy rozwoju usług kulturalnych i społecznych, szczególnie w zakresie specjalistycznej opieki zdrowotnej. Nic dziwnego, że nasi samorządowcy wskazali, że priorytetową dla naszego powiatu sprawą jest szpital, czy budowa dróg.

Później były głośne konferencje prasowe, obszerne wypowiedzi medialne, robienie zamieszania i bicie piany pod hasłem: 100 milionów dla Gniezna! Jeszcze później typowe dzielenie skóry na niedźwiedziu, czyli wojna na słowa na gorącej linii Dolata – Gruszczyński, czy da się z tego dofinansować szpital, czy nie. Senator przekonywał, że tych pieniędzy nie będzie można „włożyć w mury”, ale specjalistyczny sprzęt dla rozbudowanego (z pomocą Bożą...) szpitala będzie można za nie kupić. W każdym razie, nasi samorządowcy (zgodni w tej sprawie, jak nigdy), ustalając priorytety dla naszego subregionu, wnioskowali o przeznaczenie 33 milionów złotych z całej 100-milionowej puli na wyposażenie szpitala właśnie. Dziś wszystko wskazuje na to, że na wnioskowaniu ich rola w decyzjach się skończyła.

Najpierw, dwa tygodnie temu, radny sejmiku Ostrowski zaalarmował nasze władze, że pieniądze dla gnieźnieńskiego szpitala są zagrożone, więc apeluje o jedność w lobbowaniu w tej sprawie. Szybciutko wypowiedział się poseł Dolata, że żadnych zmian w decyzjach nie ma, więc pieniądze będą i senator Gruszczyński, że tych pieniędzy przecież nigdy nie było. Wicemarszałek Wojtasiak przekonywał natomiast, że los pieniędzy nie jest jeszcze przesądzony, bo (tu zacytuję, bo to dość zawiłe) „warunkiem uruchomienia tych środków jest przyjęcie tej jednostki w ramach planu dla województwa wielkopolskiego zatwierdzonego przez komitet sterujący przy Ministrze Zdrowia.” I już właściwie było wiadomo, że kombinują, bo ludzie o czystych intencjach nie mówią pokrętnym językiem. W miniony wtorek wyszło szydło z worka, bo dyrektor departamentu Potrzebowski, przyciśnięty do muru przez wreszcie mówiących jednym głosem gnieźnieńskich samorządowców, powiedział wprost, że na gnieźnieński szpital środków nie wystarczy. Na nasze, lokalne drogi zresztą też, bo priorytetem jest oczywiście szpital w Poznaniu i drogi wojewódzkie. Na to musi wystarczyć.

Ktoś jeszcze ma wątpliwości, jak to wszystko działa? Opowieści o znaczeniu samorządności lokalnej, która najlepiej zna potrzeby swoich mieszkańców, o wsłuchiwaniu się w głos obywateli, o wyrównywaniu szans na rozwój, o partnerstwie i dyskusji można śmiało włożyć między bajki. Ten cały cyrk z tworzeniem subregionów i przygotowywaniem przez nich własnych priorytetów potrzeb był tylko dla Unii, która uparcie oczekuje projektów zrównoważonego rozwoju. Priorytety priorytetami, a i tak w najpilniejszych obszarach: służbie zdrowia i infrastrukturze komunikacyjnej niemal całą pulę zgarnie Poznań. Może i dostaniemy 100 milionów, ale pewnie pozwolą nam za nie elektroniczny system rozweselania gawiedzi opracować, bo tylko kwoty na e-radość, e-gawiedź i e-naiwniak pozostaną do wykorzystania.

Rozdawnictwo posad po linii partyjnej, rzucanie ochłapów ośrodkom peryferyjnym i prowincjonalnym, składanie obietnic bez pokrycia, tworzenie nikomu niepotrzebnych stanowisk, szastanie publicznymi pieniędzmi, załatwianie spraw w dziwnych okolicznościach towarzysko-układowych, nieliczenie się z ludźmi, gmatwanie, kombinowanie, posługiwanie się półprawdami to wiecznie żywe pozostałości po czasach słusznie minionych. Kiedy się z tym wreszcie rozprawimy?

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.