http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Sport, to zdrowie!

Dla zdecydowanej ilości czytelników Informacjilokalnych.pl, słowo „sport”, kojarzy się jednoznacznie, ale dla ludzi mojego pokolenia – chociaż nigdy nie byłem smakoszem tej paskudnej używki, kojarzy się też ze „Sportami”. Produktem w białej wąskiej paczce, która kosztowała tylko złoty pięćdziesiąt, i co by nie powiedzieć, nie było to wiele nawet na kieszeń nastolatka, a o żadnym ograniczeniu dostępu do tego „sportu” - nie było. Dzisiaj i niestety, słowo sport kojarzy się często ze słowem „kibol”, Policja, „gumowa” kula, etc.


Kto pierwszy wymyślił sport, tego się pewnie nie dowiemy nigdy, znacznie łatwiej jest zaś odpowiedzieć na pytanie, w jakim wymyślono go celu. Sport, czyli forma rywalizacji ludzi polegająca na zdominowaniu rywala, prowadzona według wcześniej ustalonych i kontrolowanych zasad, jest wynalazkiem bardzo starym i szlachetnym. Jej pierwszych przejawów należy się spodziewać, wraz z powstaniem pierwszych cywilizacji, czyli zorganizowania większych grup ludzi pod jednym berłem, w których organizowano tego typu zawody zarówno dla rozrywki, jak i dla podniesienia sprawności wojowników (turnieje rycerskie) dla których tego typu rywalizacja była substytutem prawdziwej wojny. Czy już wtedy byli kibole? Z pewnością byli, bo człowiek nigdy nie był pozbawiony emocji, nasze czasy różni tylko jedno. Wtedy nie było tak zwanej techniki, a myślę tutaj o internecie, telefonie, oraz… o gumowej kuli.

Mamy piękny miesiąc maj, a ja często łapię się na tym, że powracam pamięcią do czasów, kiedy synonimem sportu w Polsce, był Wyścig Pokoju, impreza masowa organizowana przez trzy „czerwone” gazety, z Polski, Czech i demokratycznych Niemiec. Uważam, że tylu kibiców ilu miało to prawdziwe święto sportu w naszym kraju, nie osiągnie już nic, tak się jednak składało, że kibice byli wtedy bardzo rozproszeni i zwykle siedzieli w swoich domach przy radioodbiornikach, a w czasach do których powracam z największym sentymentem – przy popularnych „kołchoźnikach”. Wtedy, o telewizji nikt tutaj nawet nie marzył i nie mam pojęcia ile było prawdy w popularnej legendzie o tym, że nasz największy as rowerowej kierownicy – Staszek Królak, sam wymierzył sprawiedliwość jakiemuś Czechowi, za nie sportowe zachowanie na trasie. To, że sport wyzwala emocje zarówno pośród bezpośrednich rywali, jak i u kibicujących swoim zawodnikom ludzi, nie jest rzeczą dziwną, ani nie normalną, jest tylko kwestia formy oraz skali, w jakiej się to objawia. Moje osobiste doświadczenia z prawdziwym kibolstwem, są prawie żadne, ale o jednym - i to z gnieźnieńskiego podwórka, nie omieszkam wspomnieć. Jeżeli już Gniezno, to oczywiście żużel.

Było to dość dawno temu, pewnie jeszcze w czasach „słusznie minionych”, a mecz na który zaprosił mnie szwagier, był z Częstochową, ja zaś pomimo upływu czasu, doskonale pamiętam go do dzisiaj. Żużel jest sportem niebezpiecznym dla samych zawodników, ale ja przekonałem się wtedy naocznie, że również dla kibiców, przynajmniej w pewnym sensie. Jest rzeczą zrozumiałą to, że jako miejscowy, bardzo chciałem, aby to nasi wygrali ten mecz, ale bardzo przeżywałem każdą niebezpieczną sytuację na torze bez względu na to, kogo ona dotyczyła, ale mój szwagier miał inaczej, i to jeszcze jak! W pewnej chwili nasz zawodnik - świadomie czy też nie, zaczął spychać rywala do ograniczającej tor bandy. Oczywiście nie działo się to w sensie dosłownym, tylko polegało na zamykaniu mu wolnej drogi przed sobą. Ja widziałem takie postępowanie kiepsko i patrzyłem z przerażeniem na to, co za chwilę nastąpi. Jakież było więc moje zdziwienie, kiedy spojrzałem na swego szwagra. Ten, to dopiero był wniebowzięty! Wstał ze swego siedziska i z żarem w oczach wrzeszczał jak oszalały: „Wyj…b go! wyj…”. Co z tego, że ten który miał tak potraktować swego rywala, nie miał żadnej szansy usłyszeć podpowiadacza, kiedy życzenie mojego szwagra zrealizował w stu procentach…

Od tego czasu, ja już na mecz żużlowy nie wybrałem się nigdy, nie byłem też na żadnym innym, bo doszedłem do wniosku, że tego typu imprezy gromadzą w dużej mierze ludzi o zachwianej psychice. Ostatnio, na meczu piłkarskim odległej ligi, doszło do prawdziwej tragedii. Od policyjnej „gumowej” kuli, zginął młody człowiek. Parę lat temu od takiego samego pocisku, stracił oko fotoreporter Naszego Dziennika, czyli nie żaden kibol, czy jakiś tam zadymiarz. Rzecz w tym, że żadna wystrzelona z lufy kula, nie wybiera celu ani miejsca w które uderzy. Każda kula wystrzelona z broni gładkolufowej, jest bowiem bardzo niecelna i skłonna do rykoszetów, o gumowej kuli nie wspominając, bo właściwości gumy są doskonale znane nawet dziecku. Nie bez kozery słowo gumowa, wziąłem w cudzysłów, bo o konstrukcji takiej kuli dowiedziałem się od prawdziwego kibica, czyli mojego szwagra, który to ustrojstwo osobiście zbadał.

Sam, swego czasu, posługiwałem się bronią gładkolufową i strzelałem „brenekami”. Polskim odpowiednikiem takiego pocisku, jest kula W8, który to pocisk jest wykonany w całości z ołowiu. Kula policyjna, czyli „gumowa”, jest konstrukcją bardziej złożoną. Wiadomo przecież, że gdyby była w całości wykonana z gumy, to nie miałaby odpowiedniej do przeniesienia potrzebnej energii masy. Pocisk taki składa się więc ze stalowej kuli, otoczonej sztucznym tworzywem. Jeżeli kaliber broni z której jest miotana to 12, wtedy średnica takiego pocisku wynosi 18,5 milimetra. Trafienie taką „pydą” w osłonięte ubraniem części ciała, musi być bolesne. Trafienie w części nie osłonięte, potrafi zrobić sporą dziurę i żeby była jasność, ja nie mam żadnych pretensji do policji, chociaż przypadek reportera ND, był wydarzeniem spektakularnym. Normalnie, to każdy kto ogląda mecze z trybun i na żadne zadymy się nie wybiera, żadnego ryzyka oberwania takim wynalazkiem nie doświadczy.
Więcej w tej kategorii: « Bracia Słowianie Pozamiatane »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.