http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Pora na halabardników?

Wyróżniony Pora na halabardników?

Radni koalicji zadziałali w sprawie wczorajszych uchwał tak: na zieleni miejskiej się znają (bo mają ogródki), więc po wygłoszeniu trzykrotnej, zwyczajowej pochwały pod adresem prezydenta poparli projekt utworzenia Zakładu Zieleni, a na rozwiązywaniu problemów alkoholowych chyba się nie znają (bo zapewne nie mają takich problemów), więc po krótkich laudacjach... też poparli odpowiedni projekt. Wszystko zgodnie ze scenariuszem.


Po roku działań obecnych władz samorządowych w Gnieźnie, widać wyraźnie, że marzenie  zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych o 23 indywidualistach w Radzie Miasta, którzy przy podejmowaniu każdej decyzji będą się kierować wyłącznie własną wiedzą, doświadczeniem i oceną faktów, nie spełniło się. Jest oczywisty podział na radnych prezydenckiej koalicji (PO i SLD), wśród których żadnych indywidualistów nie ma i radnych opozycji (Samorządni, ZG i GXXI plus samotne białe żagle), wśród których jest kilku takich, którzy zdecydowanie próbują chodzić własnymi drogami. Z różnym skutkiem, najczęściej łatwym do przewidzenia. Scenarzystą i reżyserem zdarzeń jest prezydent, który coraz sprawniej obsadza „swoich” radnych w pierwszoplanowych rolach, z konieczności (nie da się jednak nie uszanować wyboru ludu, który jest bądź co bądź głównym sponsorem przedsięwzięcia) godząc się na czasem uciążliwe statystowanie pozostałych.
    
Nie można odmówić prezydentowi reżyserskiego talentu, chociaż nad aktorstwem to musi jeszcze trochę popracować. Widać to było podczas ostatniego przedstawienia na deskach Komisji Sportu, kiedy to podobno ważyły się losy dotacji dla klubu żużlowego. Najpierw były zapowiedzi, że w przyszłorocznym budżecie dotacja będzie o 150 tysięcy złotych mniejsza, więc działacze klubu w upadłości przybyli na posiedzenie, żeby przed publicznością apelować do władz miasta, że jednak potrzebują nie 250, a 400 tysięcy złotych. Prezydent, najpierw w roli Strażnika budżetowych pieniędzy oznajmił, że sprawdził podczas niedawnego spotkania (nie zdradził jak), że po stronie klubu stoi solidny partner biznesowy. Później pozwolił wypowiedzieć się gościom i poprosił ich o złożenie gwarancji, że nie zdezerterują. Gdy działacze, co było do przewidzenia, zapewnili, że nie mają takiego zamiaru, prezydent w mgnieniu oka przeszedł do roli Dobrego wujka i po stwierdzeniu „Panowie mnie przekonali”, obiecał dorzucić brakujące 150 tysięcy złotych. Spektakl naprawdę dobry, dramaturgia, „zaskakujące” zakończenie, do tego naturszczycy w roli klakierów,  tylko kiepsko zagrany. Strażnika budżetowych pieniędzy i Dobrego wujka prezydent zagrał jedną miną, niewiarygodnie szybko przechodząc z jednej roli w drugą.
    
Podczas wczorajszej sesji poszło lepiej, bo zaangażowanych było więcej aktorów i każdy grał troszkę inaczej. Przy uchwale o powołaniu Zakładu Zieleni Miejskiej, gdy radni opozycji sugerowali, że może zanim wyda się na ten cel o prawie 1,5 miliona złotych więcej, najpierw spróbować lepiej skontrolować pracę wynajętych firm, albo podzielić miasto na mniejsze obszary i wyłonić kilku wykonawców, albo przeanalizować czy to nie jest „skok na zbyt głęboką wodę”, radni koalicji, nie wdając się w dyskusję, wygłosiwszy trzykrotną pochwałę prezydenckiego pomysłu, bo „Zieleń jaka jest każdy widzi”, bo „Prezydent myśli pragmatycznie”, bo „Przyroda jest dynamiczna”, poparli pomysł w całej rozciągłości. Chwilkę wcześniej prezydent wygłosił jeszcze monolog dramatyczny złożony z głębokich sentencji np. „Albo idziemy do przodu, albo stoimy w miejscu” oraz daleko idących deklaracji pokojowych np. „Można stawiać pytania”.
    
Podobnie było przy głośnej już w ostatnim czasie uchwale, dotyczącej rozwiązywania problemów alkoholowych. Radni opozycji, wsparci przez senatora, dwoili się i troili, żeby wskazać sposób dopięcia budżetu terapii antyalkoholowej w ośrodku dla bezdomnych, ale ich argumentacja nie mogła trafić na podatny grunt, bo kogo w teatrze obchodzi co ma do powiedzenia halabardnik? Radnym koalicji w ogóle nie przeszkadzało, że pani dyrektor od spraw społecznych nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytania, że tak naprawdę nikt nie wie, skąd się wzięły wpisane do programu kwoty, nie wiadomo ilu osobom trzeba będzie pomóc i w jaki sposób, a na przykład zadanie „Bezpieczne wakacje bez używek” to mają być „szeroko rozumiane zajęcia w ramach skierowanych działań profilaktycznych, dostępne dla wszystkich bez ograniczeń, na przykład jakiś koncert” (?), ale już wiadomo, że potrzeba na to dokładnie 115 tysięcy złotych. Nie mogło im to przeszkadzać, bo pewnie nawet nie słuchali dyskusji halabardników z urzędnikami, tylko w tym czasie powtarzali sobie w duchu swoje role. Zagłosowali zgodnie ze scenariuszem, nie sygnalizując nawet żadnych wątpliwości, nie zadając żadnych pytań, a jedynie wygłaszając kolejne laudacje pod adresem reżysera typu „Prezydent wie co robi”, czy „Zróbmy tak, jak proponuje prezydent”.
    
Nie wiem, co myślą radni, którzy nie wypowiadają się nigdy, w żadnej sprawie. Nikt nie wie, jakie mają zdanie. Nie wiem, co tak naprawdę myślą radni, którzy zabierają głos wyłącznie po to, żeby powiedzieć „Pan prezydent ma rację”, bo też na temat ich poglądów nic nie wiadomo. I ci, i ci podnoszą tylko ręce w odpowiednim momencie i jakby nieustannie się dziwią, że nie wszyscy wkomponowują się w taki piękny scenariusz, przez co nie mogą wcześniej iść do domu. Nie wiem też, co myślą radni, którzy pomimo z góry wiadomego rezultatu, próbują przedstawiać swoje zdanie i przekonywać do swoich racji. Mam nadzieję, że się nie zniechęcają.
    
Warto zauważyć, że w teatrze często zmieniają się dyrektorzy, reżyserzy, odchodzą pierwszoplanowe gwiazdy, a  halabardnicy, jak to halabardnicy, zostają.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.