http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Nie wierzę politykom

Wyróżniony Nie wierzę politykom

Bardzo chciałabym wierzyć, że nasze władze miejskie wzięły się tak ochoczo za likwidację przedszkola przy Kościuszki wyłącznie dlatego, że radni z Komisji Oświaty chcieli więcej miejsc w żłobku. Tylko, niech mi władze nasze kochane wybaczą, ale mimo szczerych chęci nie da się w to wierzyć.


Sprawa wygląda mniej więcej tak. 23 września, podczas posiedzenia Komisji Oświaty, radni jednogłośnie popierają wniosek przewodniczącego Dariusza Banickiego do prezydenta o „podjęcie działań w kierunku zwiększenia ilości miejsc w żłobkach”. Nie wiadomo dokładnie kiedy, ale raczej natychmiast rodzi się w Urzędzie Miejskim pomysł, żeby w celu powiększenia żłobka zlikwidować Przedszkole nr 12, mieszczące się w tym samym budynku, co miejski żłobek. Na pewno jeszcze przed 27 października urzędnicza decyzja w sprawie wszczęcia procedury likwidacyjnej jest przesądzona, bo tego dnia wiceprezydent i dyrektor Wydziału Edukacji spotykają się z pracownikami placówki i informują ich, co zamierzają. Kilka dni później, 5 listopada pisma z prośbą o zaopiniowanie zamiaru likwidacji Urząd wysyła do związków zawodowych, działających w gnieźnieńskiej oświacie, a 10 listopada ten sam wiceprezydent i ten sam dyrektor przychodzą na spotkanie z zaniepokojonymi rodzicami dzieci uczęszczających do przedszkola przy Kościuszki. Wtedy wiceprezydent informuje o dwóch istotnych rzeczach: po pierwsze, że działania Urzędu zostały wywołane wnioskiem radnych, członków Komisji Oświaty, a po drugie, że właściwie sprawy w tym momencie nie ma, bo od wczoraj (czyli od 9 listopada) proces likwidacyjny został zawieszony w związku z zapowiedziami przyszłej minister edukacji, dotyczącymi pozostawienia sześciolatków w przedszkolach.
    
No, i tu właśnie pojawia mi się problem z moim biednym, poobijanym, nie raz już nadwątlonym, smętnym i mizernym zaufaniem do naszych władz kochanych. I chociaż naprawdę, z całego serca, bardzo chciałabym wierzyć, że tak jest jak mówią, to niestety, wstyd się przyznać, nie wierzę. Od wtorkowego wieczoru zastanawiam się za to, niemal bez przerwy, dlaczego właściwie tak im się z tą likwidacją spieszyło, bo na pewno nie z tego powodu, jaki przedstawili rodzicom.
    
Sugestia wiceprezydenta jakoby radni z Komisji Oświaty wnioskowali o likwidację przedszkola, została natychmiast, jeszcze podczas spotkania sprostowana przez rodziców, którzy przeczytali protokół z wrześniowego posiedzenia tej komisji i wiedzieli dokładnie, że żadnego wniosku o likwidację czegokolwiek nie było, a był jedynie wniosek o zwiększenie liczby miejsc w żłobkach. Być może można by było przyjąć za dobrą monetę wyjaśnienie wiceprezydenta, że skoro w żłobku miejsc brakuje, a w miejskich przedszkolach jest ich o około 100 za dużo, to najprościej, najtaniej, najrozsądniej byłoby zrealizować wniosek radnych przenosząc dzieci z Przedszkola nr 12 (jest ich właśnie około setki) do innych placówek, w ten sposób powiększając żłobek. Tylko, że trudno pozbyć się uporczywej myśli, dlaczego akurat za ten wniosek tak się szybko, natychmiast niemal nasze władze kochane zabrały, skoro inne tegoroczne wnioski, także z tej samej Komisji Oświaty, leżą sobie bez odpowiedzi nawet od stycznia i nikt się z ich realizacją nie spieszy? Dlaczego nic się nie zmieniło chociażby w sprawie przywrócenia wymiaru godzin dydaktycznych dla wicedyrektorów, kierowników świetlic i pedagogów (wniosek z 7 stycznia)? Dlaczego nadal nie ma międzyszkolnych zespołów przedmiotowych nauczycieli, o które wnioskowali radni 22 kwietnia? Co z adresami miejsc, gdzie mogłyby powstać kolejne świetlice socjoterapeutyczne (wniosek z 20 maja)? Jak tu wierzyć, że jedynym powodem do podjęcia takich zdecydowanych działań był wniosek radnych, skoro inne wnioski, tych samych radnych nasze władze kochane mają, delikatnie mówiąc, gdzieś? No, pomimo szczerych chęci, nie da się w to raczej uwierzyć
    
Wątpliwości jest zresztą więcej. Po pierwsze, skąd ten pospiech? Dlaczego planowano natychmiastowe zamknięcie przedszkola, przeniesienie dzieci, rozdzielenie grup, zamiast stopniowego wygaszania placówki poprzez nieogłaszanie kolejnego naboru? Po drugie, skąd ten  pospiech? Przecież 27 października, kiedy to nasze władze kochane brnęły w proces likwidacyjny, spotykając się z pracownikami, wiadomo już było, kto wygrał wybory i co partia z woli wyborców przejmująca władzę w kraju zapowiadała w kwestii wieku szkolnego. Już wtedy można się było domyślać, że być może 6-latki zostaną w przedszkolach, a wtedy miejsc nie będzie o 100 za dużo, ale o 500 za mało. Po trzecie, skąd ten pospiech? Przecież w ubiegłym roku też brakowało miejsc w żłobku, ale ten fakt nie wywoływał żadnych, nawet najmniejszych, nawet minimalnych działań władz naszych kochanych, a w tym roku ruszyli chłopaki z kopyta, jakby dopiero teraz ten słynny budzik zadziałał. A po czwarte, zapytam jeszcze raz: dlaczego akurat ten jeden jedyny wniosek Komisji Oświaty jest taki priorytetowy, taki specjalnie ważny, taki mobilizujący wszystkie siły i środki? Staram się na razie odrzucać uporczywą myśl, że radny Banicki nieprzypadkowo wywołał taki właśnie wniosek. Mam nadzieję, że te sygnały dotyczące zbyt małej liczby miejsc w żłobku, o których wspominał, docierały do niego od rodziców, a nie od partyjnych kolegów. Mam nadzieję.
    
Z powyższych powodów, pomimo szczerych chęci i tlącej się we mnie nadziei, z przykrością oświadczam, że nie wierzę w powody likwidacji Przedszkola nr 12 podane oficjalnie przez władze nasze kochane. Jak zwykle grzecznie poczekam, bo wiem z doświadczenia, że pewnego dnia albo uwierzę (i wtedy nasze władze kochane za ten dzisiejszy brak wiary szczerze przeproszę), albo wyjdą na jaw prawdziwe powody tych nerwowych działań (i wtedy jeszcze raz o tym napiszę).

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.