http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Debata

Wyróżniony Debata

Bardzo gorący czas nastał w polskiej – zarówno ogólnopolskiej (dużej), jak i lokalnej (małej) polityce. Miasta oklejone plakatami, w internecie tysiące kandydatów proszą o nasze głosy (a każdy z nich o niebo lepszy – swoim zdaniem – od pozostałych), debata goni debatę, a przeciętnemu Kowalskiemu i tak ciągle trudno zdecydować przy czyim nazwisku postawić krzyżyk.


Słyszałem też, jakoby w niektórych rodzinach nastąpiła tak jaskrawa polaryzacja poglądów, w dodatku wprost przeciwnie proporcjonalnie skrajnych, że organizacja imienin czy też innych rodzinnych imprez niesie ze sobą spore ryzyko i poważne obawy o zdrowie (dobrze, że nie życie!) uczestników.
    
Plakaty, jak to plakaty, pełnią głownie funkcję informacyjną, rzadko kiedy niosąc jakąś dodatkową treść. Ot, dowiadujemy się po prostu kto kandyduje, no i może jeszcze – analizując miejsce na liście wyborczej danej partii – czy jest to pewniak (jedynka), czy tylko wspiera swojego lidera. Możemy oczywiście jeszcze na podstawie plakatu dowiedzieć się czy kandydatka/kandydat jest ładna/przystojny, ale tutaj akurat plakatowym wizerunkom zbytnio bym nie wierzył, jako że photoshop jest nie tylko najlepszym przyjacielem kobiety, ale także i polityka.
    
Tegoroczne, a właściwie „tegowyborcze” plakaty są mało ciekawe i w zasadzie ograniczają się do czterech podstawowych informacji: twarz, ugrupowanie, miejsce na liście, slogan. Przy czym z tym ostatnim elementem składowym jest tak, że starzy politycy w zasadzie od wielu lat używają ciągle tego samego „swojego” hasła („zawsze dla ludzi” - T. Tomaszewski), niewielki powiew świeżości wnoszą natomiast kandydaci nowi, polityczni „prawiczkowie”, jeżeli mogę się tak wyrazić. Przykładowo, pewien z kandydatów pewnej partii informuje, że jest „Pierwszy, by służyć Tobie i Polsce”! W sumie fajnie, niech mi kawę zrobi, tylko taką jak lubię, w kubku, półtorej łyżeczki rozpuszczalnej i dużo mleka.
    
W internecie, no cóż, kampania wyborcza jest tutaj dosyć mało skuteczna, bo większość użytkowników po prostu ignoruje wyborcze plakaty, przedwyborcze deklaracje, najprzeróżniejsze zachęty do oddawania głosu na itd., itp. Wiem, bo sam tak robię. Kiedy loguję się na fejsbuku, to robię to w ściśle określonym celu i żadne, atakujące mnie ze wszystkich stron gęby, nie są mnie w stanie przekonać, że to one właśnie są moimi wymarzonymi kandydatami, tyle tylko, że ja o tym jeszcze nie wiem. Mało tego, denerwuje mnie taka prymitywna nachalność i skutek jest raczej zdecydowanie odwrotny od zamierzonego. Poza tym, co tu dużo gadać, dosyć mamy reklam w internecie, zwłaszcza tych natrętnych, bez kliknięcia w które i wyłączenia ich (lub zapoznania się), nie można przejść dalej. A tak już na marginesie, mistrzem świata jest tutaj portal internetowy, w którym dawno temu założyłem sobie skrzynkę mejlową. Otóż, moja poczta elektroniczna jest non stop zaśmiecana bezsensownymi tudzież niepożądanymi wiadomościami, których ukoronowaniem jest informacja od operatora typu: „Poczta bez reklam! Czy to możliwe? Tak! Kliknij w coś tam i wyłącz reklamy w swojej skrzynce”. Oczywiście za dodatkową opłatą!
    
Debata, a właściwie debaty, są chyba najbardziej widowiskową formą reklamy przedwyborczej, o czym świadczy chociażby bardzo wysoka oglądalność. Szczerze i uczciwie przyznaję, że pierwszej z nich - Pani Premier Kopacz kontra Pani Poseł Szydło - nie widziałem. Nie żebym obawiał się jakichś gorszących scen, ciągnięcia za włosy, szarpania, szczypania i plucia, nic z tych rzeczy. Po prostu muzyka – a konkretnie Chopin – wygrała z polityką.
    
Ponoć niewiele straciłem, jako że debata była na tak żenująco niskim poziomie, że wygrałby ją nawet Lech Poznań. Oglądałem za to, odbytą dzień później, debatę nr 2 i również poczułem zażenowanie. Nie mogę bowiem oprzeć się wrażeniu, że politycy uważają  nas za idiotów, gotowych uwierzyć w każde jedno okrągłe słówko (trzeba uprościć system fiskalny, należy poprawić ściągalność podatków, musimy zmniejszać dług wewnętrzny, Polska i Polacy zasługują na szacunek, Polska koniecznie musi mieć silną armię, powinniśmy być liderem w swoim regionie, bla, bla, bla...), a sami nie mogą się już doczekać, kiedy zasiądą do tradycyjnych ośmiorniczek w luksusowej restauracji bez podsłuchu. Przy okazji, nie wiem, co niektórzy z nich biorą, ale chyba powinni zmienić dostawcę.
    
Zażenowanie poczułem wiele razy, wszystkich jednak przebiła Pani Poseł Szydło, która mówiąc o – było nie było – ciągle jeszcze aktualnej Pani Premier, pozwalała sobie na stwierdzenia typu „Ewa Kopacz jako kobieta..., Ewa Kopacz to..., Ewa Kopacz tamto...”.  Nie mogłem się też oprzeć wrażeniu, że Pani Szydło resztką sił powstrzymywała się, żeby nie powiedzieć „A Kopaczowa to...”! Wszystko to absolutnie nie przeszkadzało jej  w złożeniu deklaracji o szacunku dla wszystkich bez wyjątku oraz nieszukaniu rewanżu po wygranych wyborach. Mało tego, już następnego dnia przyszła Pani Premier murem stanęła za kandydatem swojej partii, rzekomo poszkodowanym przez ochroniarzy przed gmachem TVP, mimo iż podczas telewizyjnej relacji wyraźnie było widać, że to kandydat ów wraz z grupą młodych zwolenników ugrupowania Pani Szydło był stroną atakującą i niezwykle agresywną. Jeżeli to ma być zapowiedź nowej Polski i nowych lepszych czasów, to ja nawet nie wiem, czy chcę w tych – ponoć najważniejszych od 1989 r. – wyborach uczestniczyć.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.