http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Ulica kontra trawnik

Wyróżniony Ulica kontra trawnik

Mieliśmy ostatnio okazję zobaczyć lokalny pokaz siły przeciwników islamu w ogóle, a uchodźców w szczególności, któremu próbował towarzyszyć także lokalny pokazik umiejętności tanecznych grupki przeciwników przeciwników. Tych pierwszych było kilkuset na ulicy, tych drugich kilkoro na trawniku.


Ogólnie nie do końca wiadomo o co właściwie chodzi, bo przynajmniej na razie żadnej fali, czy nawet falki uchodźców w Gnieźnie nie ma. Najprawdopodobniej widziano ich tylko w telewizji, i to wyłącznie na obrazkach z Grecji, Włoch, Serbii, czy Węgier. Jednak raczej nie ma co pytać: „O co chodzi?”, no i nie bardzo nawet jest kogo. Kilkuset wrzeszczy, kilku pląsa, w roli niechcianego przybysza, podobno przypadkiem, ale jednak, obsadza się przez aklamację właściciela kebabowej knajpki, a politycy, jak to politycy, biorą się za powtarzanie medialnych kalek tonem głoszącym prawdy objawione. To zdecydowanie nie jest odpowiedni czas, ani miejsce na zadawanie pytań, skoro każdy ma na wszystko wprawdzie gotową, ale inną odpowiedź. Można więc sobie jedynie głową pokręcić z politowaniem, albo się w czoło popukać (dyskretnie, żeby nie drażnić kilkuset wrzeszczących i nie wywołać zniesmaczenia kilku pląsających). I tyle.
    
Podejrzewam, że oczywiście nie chodzi wcale o uchodźców, których (przede wszystkim wobec ich wyraźnie widocznego braku) zarówno wrzeszczący, jak i pląsający mają na razie gdzieś. Chodzi, jak to najczęściej między nami – Polakami bywa, o ustalenie kto jest za, a kto przeciw, kto nowoczesny i światły, a kto wsteczny i burak, co szczególnie w czasie przedwyborczym, przy wypaleniu wszystkich dotychczasowych tematów dyżurnych, ma niebagatelne znaczenie. Oczywiście tylko nieliczni startujący w parlamentarnym wyścigu kandydaci zdecydowali się jasno opowiedzieć, w której grają drużynie. Nic dziwnego, o tym przecież najczęściej nie decydują ich faktyczne przekonania, ale kalkulowanie nastrojów elektoratu, które nadal trwa. Sprawa w tym przypadku wcale nie jest tak oczywista, jak by się mogło wydawać, bo to, że na ulicy było akurat w tamtym czasie więcej wrzeszczących, niż pląsających może oznaczać jedynie, że wrzeszczeć lubimy w tłumie, a pląsać w podgrupach, albo, że mamy w szafach więcej szalików i transparentów, niż galabii i hidżabów, albo, że maszerowanie i wrzeszczenie jest prostsze i przez co łatwo dostępne niemal dla każdego, a przebieranie się i rytmiczne pląsanie jest trudniejsze, przez co łatwo dostępne dla nielicznych. Może być też zupełnie odwrotnie.
    
Od zawsze jestem zwolenniczką zabierania głosu przez lud. To miasto nie należy przecież do polityków, tylko do mieszkańców, którzy mają święte prawo wypowiadać się w ważnych dla nich kwestiach, także poprzez uliczny pokaz siły głosu, czy trawnikowy pokaz umiejętności tanecznych. Zastanawiam się tylko, do kogo tym razem miały trafić te obywatelskie wypowiedzi uliczno-trawnikowe? Do oferenta, który chce wynająć kamienice dla emigrantów, ale nie on przecież ostatecznie będzie o tym decydował? Do prezydenta, który jeszcze nie wiadomo czego chce, ale nie on przecież będzie miejsca uchodźcom oferował? Do tak zwanej opinii publicznej, czyli jakby do wszystkich, ale konkretnie to do nikogo? Liczenie, że skromne, gnieźnieńskie pokazy sił dotrą do Brukseli, albo chociaż do Warszawy i będą miały jakikolwiek wpływ na podejmowane tam decyzje, jest jak przypuszczam, więcej niż naiwne.
    
Szczerze mówiąc, podejrzewam, że po prostu wrzaski z ulicy miały trafić na trawnik, a pląsy z trawnika na ulicę, bo wszyscy uczestnicy obu pokazów są z siebie zadowoleni, jakby osiągnęli cel. Z drugiej jednak strony, może to tylko taka dobra mina do złej gry, bo kto by się publicznie przyznał, że jego efektowne działania są  tak naprawdę bezcelowe?
    
   
Więcej w tej kategorii: « „Nie ma ideałów” Uchodźcy »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.