http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Zielono mi

Wyróżniony Zielono mi

Zjawisko tzw. skrzywienia zawodowego, jest bardzo częste i objawia się tym, że dana osoba zbyt często przenosi swoje uwikłania zawodowe, na życie codzienne, czyli cywilne. Ja raczej nie cierpię na tego rodzaju przypadłość, bo o prądzie piszę dość rzadko, chociaż niewątpliwie jest to temat ciekawy, a nawet pasjonujący, ale każdy ma swojego bzika, czyli swego „ptoka” jak mawiają Ślązacy…


Otóż ja cierpię raczej na skrzywienie emocjonalne, związane z uprawianym przez wiele lat hobby, jakim było łowiectwo i wszystkim, co się z tym łączy. O sprawach i problemach z tym związanych, pisałem już wiele razy i mówiąc szczerze jest to temat wdzięczny, bo nie wyczerpany. Tym razem impulsem do podjęcia tematu były moje codzienne spacery po czerniejewskim parku, który jest notorycznie karczowany przez sympatyczne skądinąd zwierzątka, czyli bobry. Ja bardzo lubię boby i nie wątpię że podobnie ma każdy, komu zdarzyło się doświadczyć „bliskiego spotkania III stopnia” z tym cudownym stworzeniem.  Cóż, nadmiar atrakcji nie służy jednak nikomu.

Park w Czerniejewie jest piękny, szczególnie latem i w okolicy mostu na „Pile”, czyli urokliwym stawie, po którym pływają liczne krzyżówki, łyski, lub gniazdujące łabędzie nieme. Bardzo żałuję, że rosnące nad wodą urokliwe wierzby płaczące doczekały swoich dni i już ostatnia z nich runęła do wody, że tak powiem samoczynnie. Cóż począć, na starość nie ma żadnego lekarstwa, ale kiedy do wody padają piękne i młode drzewa zamordowane przez małych chuliganów ogarniętych pasją swoistej siekierezady, to odczucia mam  mieszane.  Ktoś powie, że ja przeginam, bo zachowanie bobrów jest całkowicie naturalne i usprawiedliwione, przecież one nie ścinają drzew  dla rozrywki, ale po to, aby się najeść. Ja  wiem, że to co teraz napiszę, nie ma nic do rzeczy, bo zdarzyło się w innym miejscu, ale sam widziałem, że to są jednak chuligani. Otóż na cieku wodnym, który płynie przez las i zaopatruje wodę parkowe stawy, Lasy Państwowe urządziły zbiorniki p. pożarowe i ogrodziły je dębowymi, pozbawionymi kory - a więc potencjalnego pożywienia - słupami, zdobionymi  w stylu omalże zakopiańskim, które podtrzymywały stosowny parkan. W jakim celu bobry skosiły omal wszystkie te dębowe i nie jadalne słupy, tego nie wie nikt. Przecież miały do wyboru i zwaliły wiele żywych drzew do zalewu, który utworzyły po zbudowaniu tamy przy moście na „Dymczu”.  Inną, aczkolwiek związaną z aktywnością kochanych bobrów sprawą jest kwestia drążenia przez nie ogromnych nor, niszczących brzegi i groble, co jest szczególnie groźne wtedy, kiedy dotyczy dróg i wałów oddzielających zbiorniki, bo wtedy woda zamienia się w żywioł i niszczy nieraz wieloletni dorobek człowieka. Kogo to jednak obchodzi, skoro bóbr jest gatunkiem chronionym?

Problem nie dotyczy tyko bobrów, w lasach największymi szkodnikami są sarny i jelenie, a na polach dziki, które nie tyle jedzą to, co rolnik usiłuje wyhodować, ale więcej niszczą niż zjedzą. Nie bez racji przecież utarło się powiedzenie, że ktoś je jak świnia.

Każdy kto próbuje dotknąć tego tematu, odżegnywany jest od czci i wiary w to, że on też kocha przyrodę, ale żadna miłość nie może być ślepa na jedno oko. Przyroda sama utrzymuje równowagę, jeżeli jej prawa – zresztą z punktu widzenia człowieka okrutne, nie są przez niego zakłócone. Niestety, ale ingerencja naszego gatunku w bezlitosne prawa natury trwa od wieków i dorabianie do tego jakiejś litościwej ideologii, jest pozbawionym sensu bełkotem.  Wytworzony ingerencją człowieka stan, sam nie wróci do równowagi i jedynym  rozwiązaniem pozostaje przejęcie przez  nas samych roli, jaką w naturze odgrywały wybite przez ludzi drapieżniki.  

Darz Bór!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.