http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Baśń edukacyjno-kontrowersyjna

Wyróżniony Baśń edukacyjno-kontrowersyjna

Niezależny felietonista ma ten komfort, że nikt nie narzuca mu tematu ani formy tego, co zmierza stworzyć. Każdy Czytelnik ma więc prawo pomyśleć sobie „sama miód”, jak kiedyś mawiali młodzi ludzie, z drugiej strony gospodarz Portalu musi liczyć się z konsekwencjami tego, co publikuje i czasami pod takim autorskim tekstem robi dopisek, że „myśli moje nie są myślami waszymi”. Ja,  chcąc uniknąć tego rodzaju kłopotu, postanowiłem tym razem napisać baśń, która nikogo w niczym nie ogranicza.


Dawno, dawno temu, kiedy nawet o królu Ćwieczku nikt nie słyszał, na południe od miejsca gdzie po tysiącach lat powstało Gniezno, na rozległej i niczym nie pooranej równinie, zalegał wielki jęzor północnego lądolodu. Nie wiedzieć czemu, lód bynajmniej nie był płaski jak patelnia i w niektórych miejscach wznosił się wysoko tworząc prawdziwe lodowe góry. Oczywiście ciężar takich lodowych bałwanów był ogromny i  wciskały się one w grunt tworząc w nim wielkie, wypełnione zmarzliną  dziury, które po ociepleniu się klimatu wypełniły się wodą, tworząc jeziora. Tam, gdzie lodu było mniej, powstawały płytkie zalewiska, i doliny które stopniowo zarastały i wypełniały się torfem. Zazwyczaj środkiem takiego obniżenia terenu  płynęła rzeczka odprowadzająca wodę z dopływów oraz opadów. Wraz z pojawieniem się pierwszych ludzi, a właściwie pierwszych szefów ludzkich hord, przystąpiono do ulepszania tego, co stworzyła bezmyślna natura, której było wszystko jedno. Każda innowacja charakteryzuje się jednak  tym, że posiada dwa skutki. Natychmiastowy – zazwyczaj pozytywny, i długofalowy, zazwyczaj smutny. Nie muszę chyba dodawać, że nam przyszło żyć w tym drugim okresie, czyli w „ciekawych czasach”, jak mawiają Chińczycy w swoim przekleństwie.

„Człowiek, to brzmi dumnie” a więc nie bez powodu sam się nazwał gatunkiem myślącym, a każde  „mózgowanie”, ma ponoć kolosalną przyszłość. Powiedzmy. Tak więc człowiek wymyślił, że najlepiej będzie zbudować sobie gródek na półwyspie otoczonym wodą, aby było bezpiecznie, bo wtedy zagrożenie mogło przyjść tylko z jednej strony. Trudno zaprzeczyć, że takie rozwiązanie miało jakiekolwiek złe skutki . Prawdę mówiąc, myślenie nigdy nie jest złe, ale czy zawsze opiera się ono na racjonalnych przesłankach, czyli długofalowych skutkach wprowadzanych ulepszeń? Niestety nie. Cała historia ludzkości zdaje się świadczyć o tym, że wszystkie kultury „czyniły sobie ziemię poddaną” do czasu, aż im to wyszło bokiem. Swoją opowieść  zacząłem  jednak  w naszej okolicy i tutaj chcę się skoncentrować, bo chociaż współczesny świat to globalna wioska, to każdy ma swoje indywidualne problemy i tak jednych woda zalewa, a nasz rząd dostrzegł wreszcie, że nam grozi  susza strukturalna, czyli prawdziwa katastrofa.

Wszystko zaczęło się zaś od króla Ćwieczka, który nakazał swoim poddanym rąbać odwieczną puszczę i zamieniać ją w uprawne pola, ale w naszym klimacie nie uprawia się ryżu i pola trzeba było odwodnić, czyli wykopać rowy. Jego zdolni następcy wprowadzili sprytna innowację i  wynaleźli rowy podziemne, czyli dreny, które w niczym nie przeszkadzały rolnikom i doskonale osuszały uprawne łany. Wszędzie gdzie się dało, prowadzono gospodarkę rolną , a gdzie się nie dało, np. w pradolinach rzek, urządzano – oczywiście po ich względnym osuszeniu, pastwiska i łąki na siano dla bydła i koni. Stan taki utrzymywał się przez setki lat i jeszcze gdy ja byłem dzieckiem, problemu nie było widać. Każda bieda ma jednak tą naturę, że kiedy się zacznie, to rozwija się lawinowo.

Na Saharze też kiedyś było zielono. Niestety, ale u nas tylko nieliczni martwią się tym, co będzie za sto lat, bo wodę – póki co, można pompować z podziemnych zbiorników i jest dobrze. Jest rzeczą oczywistą to, że ani ja, ani nikt z aktualnych Czytelników il. Nie dożyje czasu, kiedy wszystkie nasze pola zamienią się w pustynie, ale lotne piaski i to takie, że tworzyły na drogach prawdziwe piaskowe zaspy, już widziałem i kiedy słyszę w radiu lament spikera, że niestety, ale wczasowiczom  nie będzie jutro sprzyjać pogoda, bo nad morzem spadnie deszcz, to zalewa mnie przysłowiowa krew.

Woda jest skarbem i podstawą egzystencji, wszyscy powinni to wreszcie zrozumieć, nie tylko przysłowiowy rząd, bo „rząd się (zawsze) wyżywi”, czyli napije. Gorzej będzie miało bydło, cokolwiek to znaczy.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.