http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Tak – tak, nie – nie

Wyróżniony Tak – tak, nie – nie

Styl rozmów prezydenta z radnymi, a także z mieszkańcami Pławnika oraz sposób, w jaki starosta reaguje na interpelację radnego i nadzieje chorych, dość dobitnie pokazuje, jak politycy rozumieją, powtarzane często przez siebie frazesy: „Jestem człowiekiem dialogu”, „Warto rozmawiać”, „Wsłuchuję się w głos mieszkańców”, „Gram w otwarte karty”... Ktoś jeszcze w to wierzy?


Myślę, że już nie od wczoraj, przynajmniej dla wszystkich zainteresowanych sprawą budowy tak zwanej południowej obwodnicy miasta, jest jasne, że ta droga powstanie. Jak się uda dogadać z nadleśnictwem, sąsiednią gminą, może jeszcze z prywatnymi właścicielami i pozyskać od marszałka dofinansowanie to powstanie na obrzeżach miasta. Jak się to wszystko na raz nie uda – powstanie na osiedlu Pławnik. Trzeba oczywiście docenić, deklarowane przez prezydenta starania  o znalezienie nowej, oddalonej od domów lokalizacji obwodnicy. To mogłoby świadczyć o poważnym braniu pod uwagę protestów mieszkańców. Mogłoby, ale szereg okoliczności każe w to jednak wątpić.
    
Po pierwsze, sprawa planowanej budowy drogi łączącej Wrzesińską z Witkowską poprzez ulicę Leśną, wypłynęła zupełnie przypadkiem, ku nieskrywanemu niezadowoleniu urzędników, którzy najwyraźniej nie mieli zamiaru dyskutować na ten temat z mieszkańcami. Prezydent wielokrotnie powtarzał, że radni poprzedniej kadencji już zadecydowali o budowie tej drogi, a mieszkańcy stawiając tam swoje domy zdawali sobie sprawę z istniejącej w planach inwestycji. Jak najbardziej uprawniony jest więc wniosek, że gdyby nie przypadkowy „wyciek” informacji i spowodowane nim głośne protesty mieszkańców, Miasto po prostu rozpoczęłoby budowę. W tym momencie można by rzeczywiście pomyśleć, że jednak protesty coś dały, prezydent się wycofał, szuka alternatywnych rozwiązań. Niestety, to nie jest raczej żadne „Wsłuchuję się w głos mieszkańców”. Po prostu marszałek dał wyraźny sygnał, że pieniędzy na pseudoobwodnicę, biegnącą przez środek osiedla nie będzie.
    
Po drugie, przedstawiciele Stowarzyszenia „Zielony Pławnik”, którzy reprezentują interesy mieszkańców osiedla, czekają na spotkanie z prezydentem od czerwca. Nie mogą się też doprosić informowania na bieżąco o wszelkich działaniach Urzędu w tej niezwykle ważnej dla nich sprawie. Utrudnia im się dostęp do informacji publicznej poprzez na przykład utajnienie załączników do listu intencyjnego podpisanego przez Miasto z firmą, która kilka dni temu rozpoczęła budowę zakładu w gnieźnieńskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. O tym, że „ich” droga znalazła się tym razem w uchwale dotyczącej planu gospodarki niskoemisyjnej, znowu dowiedzieli się z mediów, chociaż prezydent nadal powtarza, że nie zamierza z mieszkańcami rozmawiać poprzez media. Niestety, okazało się, że to nie chodzi o to, żeby mieszkańcy wiedzieli o planach, które ich bezpośrednio dotyczą, zanim wykopią je radni i napiszą media, ale o to, żeby ani radni, ani media nie interesowały się sprawą. Ta polityka (nie)informacyjna prezydenta wyraża się w zdaniu: „Podtrzymuję jednak również moją prośbę o powstrzymanie się wszystkich zainteresowanych sprawą budowy drogi zbiorczej stron od publicznych komentarzy”, którego użył w liście do Stowarzyszenia. Jak widać, to nie jest żadna „Gra w otwarte karty”. Po prostu, nie trudno się domyślić, że ściągnięta do Gniezna firma ma obiecaną drogę i tyle.
    
Po trzecie, w czasie posiedzenia komisji gospodarki i wczorajszej sesji Rady Miasta, stało się oczywiste, że prezydent nie rozmawia też otwarcie z radnymi, nawet z własnego klubu. Gdyby, jak przypuszczam, radnemu Masłowskiemu (z tego samego PO, co prezydent) ktoś poświęcił czas i jasno wytłumaczył, którędy planuje się poprowadzić obwodnicę, dlaczego akurat tamtędy i dlaczego nie jest wskazane na razie mówienie o tym głośno w czasie nagrywanej sesji, być może miałby świadomość za czym głosuje i nie denerwowałby tak prezydenta swoimi dociekliwymi pytaniami. To na pewno nie jest żadne „Jestem człowiekiem dialogu”. Po prostu, dostrzegając irytację prezydenta, trudno nie dojść do wniosku, że wszystko wie najlepiej i nie będzie z jakimś Masłowskim dyskutował.
    
Podobnie zresztą zadziałała pani starosta, odpisując na interpelację radnego Spachacza, że nie widzi uzasadnienia do podjęcia działań w celu utworzenia centrum rehabilitacji onkologicznej wraz z hospicjum w ramach rewitalizacji obiektów po byłej szkole przy ul. Gdańskiej. Bulwersuje oczywiście nie to, że starosta „nie widzi uzasadnienia”, ale to, że przed podjęciem tej ważnej decyzji nikt ze Starostwa nie wykazał woli omówienia proponowanego przez radnego projektu, ani przedstawienia założeń i dyskusji podczas posiedzenia sesji, czy komisji Rady Powiatu, o co radny, reprezentując środowisko zmagających się z chorobą nowotworową, wnioskował. Niestety, to nie jest żadne „Warto rozmawiać”. Po prostu dochód z planowanej sprzedaży budynku jest w tej chwili dla Zarządu Powiatu ważniejszy niż potrzeby stale rosnącej liczby chorych na raka.
    
Czarne jest czarne, a białe jest białe? Ich mowa jest tak – tak, nie – nie? Czy ktoś jeszcze w to wierzy?

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.