http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Byki na gigancie

Wyróżniony Byki na gigancie

Pisanie o rzeczach zwyczajnych jest mało zajmujące, to raczej sprawa  nie podlegająca dyskusji. Prawdą jednak jest to, że „zwyczajność” sprawy jest oceną subiektywną i każdy może uznać to o czym chcę tym razem napisać, za rzecz banalną i wcale nie dziwną. Otóż ja dość dawno temu  skończyłem 70-kę i gdybym sam nie zobaczył, to na pewno bym nie uwierzył…


Dzisiaj wszystko można zobaczyć w telewizji, o Internecie nie wspominając. Sam przecież wielokrotnie widziałem tam  dziki spacerujące po mieście, albo i zbłąkanego młodego łosia, który poszukując dla siebie miejsca na ziemi popadł w tarapaty i teraz panicznie stara się z nich wybrnąć. To wszystko da się łatwo wytłumaczyć i zrozumieć. Sam kilkadziesiąt lat polowałem i mówiąc nieskromnie trochę poznałem charaktery dzikich zwierząt. Tak więc  widok dzików w czerniejewskim parku – wprawdzie ruszonych z barłogu przez mojego zadziornego pieska na „Trzech Kółkach” (rewir przylegający do Bażantarni) nigdy mnie nie zdziwił. Nawiasem mówiąc, dzisiaj (środa) piękne tropy dzika widziałem tuż przy pałacu, ale chmara spokojnie spacerujących w samo południe jeleni w miejscu gdzie normalnie spacerują ludzie, to już mnie trochę przerosło. Dlaczego? Otóż każdy kto zna te zwierzęta wie, że są one nadzwyczaj ostrożne i jeżeli ktoś z Państwa był np. na grzybach i to nie koniecznie gdzieś w gęstej kniei, tylko szedł sobie wygodnym duktem, a nawet traktem i nagle usłyszał harmider, jakby się las walił to może być pewny tego, że właśnie spłoszył  czujne jak stróż lasu jelenie.

Gdyby nawet kilka metrów od drogi zalegał jakiś dzik, to prawie na pewno by się nie poruszył. Sam widziałem scenę nie do wiary, kiedy kolega Stasiu K. podczas polowania z psami, słysząc ujadanie jednego z nich, podszedł do takiego „nygusa”, któremu mimo atakującego go psa nie chciało się nawet  wstać z wygodnego legowiska, kopnął lenia w d…, bo nie chciał do niego strzelić tak nie honorowo. Odyniec zareagował wtedy błyskawicznie, przedtem najwidoczniej był bardzo zajęty głupim psem i wystartował z takim impetem, że Stasiu strzelił… prosto koło dzika.  Ja stałem wtedy na stanowisku, którego zgodnie z zasadami nie mogłem opuścić i widząc to wszystko, o mało się nie posikałem ze śmiechu. Dzik jednak szczęścia nie miał, na linii otrzymał kulkę od kol Rysia Sz. Szkoda, ale obaj ci Koledzy polują już w niebiosach.

Wracajmy jednak do tematu.  W ubiegłą niedzielę, w godzinach południowych udałem się z moim pieskiem „Fidusiem” na spacerek po parku. Idąc od strony stacji benzynowej przy szosie do Wierzyc,  skręciłem przy figurze w prawo a po dotarciu do zadrzewień, chciałem pójść na  lewo, czyli do lasu. Mój piesek jednak poznał już okoliczne ścieżki i wiedział, że to nie jest trasa do ciepłego domu, tylko azymut na dłuższą wycieczkę. Wszedłem kawałek na dukt i usiłowałem go przywołać, ale on zachował się jak ten dzik. Usiadł na czterech literach i brał mnie na litość, a gdy tylko odpuściłem, ochoczo ruszył do przodu i zaraz skręcił w kierunku Bażantarni. Linia łącząca popularną „Brzozówkę” z parkiem, jest dość długa i prosta. Z dość dużej odległości zobaczyłem więc, że na wysokości tego myśliwskiego pałacyku, stoją jacyś ludzie. Okazało się wnet, że są to dwie młode i grzeczne panie, (pozdrawiam i zwracam honor) które widząc moje myśliwskie atrybuty, powiedziały mi… że właśnie obserwują jelenie! Co? Pomyślałem. Jelenie tutaj? Pewnie babki zobaczyły sarenki nazywane często „jelonkami” i to wszystko.

Jakież więc było moje zdziwienie, gdy spojrzałem we wskazanym kierunku i zobaczyłem okazałą chmarę prawdziwych byków spokojnie sunącą wzdłuż opłotowania sadu  w kierunku, z którego sam przyszedłem. Były to same byki w ilości około dziesięciu sztuk. To, że chmara była wyłącznie męska, jest rzeczą zupełnie naturalną dlatego, że po rykowisku samce zaprzestają rywalizacji i tworzą takie kawalerskie kluby wykorzystując osobniki młodsze, w charakterze mięsa armatniego (przynajmniej w ich mniemaniu) a objawia się to w tym, że taki młokos zostaje zawsze wypuszczony jako pierwszy do przekroczenia drogi itp. Kierownicy zawsze idą na końcu. Od jeleni dzieliło nas nie więcej, niż 50 metrów. My je widzieliśmy i one musiały nas widzieć. Coś nieprawdopodobnego bo o żadnym zaniepokojeniu ani panice nie było nawet mowy. Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć, jak tylko zmianą mentalności tych cudaków. Każdy myśliwy potwierdzi wprawdzie, że sposób zachowania zwierząt zmienia się wraz z końcem sezonu polowań, ale żeby aż do tego stopnia? Ja przynajmniej czegoś podobnego nigdy nie doświadczyłem i pewnie już nie doświadczę.

To już ostatnie dni, kiedy można zobaczyć jelenia z porożem na łbie, następne będzie widoczne w maju, w postaci przesadnie grubych (bo owłosionych) konarów, pokrytych scypułem. Jeleni widziałem  w życiu mnóstwo, ale każde takie spotkanie jest wspaniałym przeżyciem, bo jeleń  europejski - nie bez racji, bywa też  nazywany zwierzęciem szlachetnym.
 
Darz Bór!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.